Odzyskanie zadatku za dom

  • Autor wątku Autor wątku pensivelane
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

pensivelane

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2015
Odpowiedzi
1
Witam,
Staram się pomóc rodzicom w dość kiepskiej sytuacji, która wynikła niestety w większości z ich winy. Na początku kwietnia/maja zaczęli interesować się kupnem domu. Bodajże w czerwcu podpisana była już umowa przedwstępna, na podstawie której zobowiązali się wpłacić sprzedającemu 10% wartości nieruchomości i rozpocząć procedurę wzięcia kredytu. Skorzystali z biura pośrednictwa kredytowego, więc wszystkie porównania i wnioski załatwiała za nich odpowiednia osoba. I tak od czerwca do stycznia w sprawie kredytu nie ruszyło się nic. Po drodze pojawiły się problemy w dokumentacji ze strony sprzedającego (min. coś o tym, że jako kupujący bylibyśmy tylko właścicielami działki, a nie budynku. Dom został opisany jako lokal mieszkalny itp.). Pan, który dom sprzedawał oczywiście wszystko po kolei poprawiał i dostarczał bankowi, ale strona pośrednicząca bardzo się ociągała. Średnio raz na miesiąc prosiła o zaświadczenie o zarobkach od rodziców i na tym się kończyło. Dodam, że umowa o pracę mamy była na czas określony do końca lutego br. Więc już w grudniu np. rodzice nie mieli zdolności kredytowej. Podziękowali pośredniczce, ze względu na zbytnie ociąganie się, a następnie rozwiązali umowę ze sprzedającym, co im odradzałam. Pamiętam (byłam przy podpisywaniu umowy) zapis, którego treść jako podstawę do zwrotu zadatku przedstawiała rozwiązanie umowy nie z naszej winy tzn. odmowa udzielenia kredytu przez 3 banki. Oczywiście sprzedający jest nieugięty i pieniędzy oddać nie chce. Mnie samą boli fakt, że nie zastanowili się nad tym dobrze, bo to oszczędności życia, które miały być przeznaczone na kupno lub budowę domu jako wkład. A teraz nie ma ani pieniędzy, ani domu.
Czy byłaby możliwość odzyskania zadatku, lub chociaż jego części (sprzedający zaczął rozciągać w domu instalację elektryczną, za którą "powinien jeszcze od nas żądać pieniędzy, ale już nam to odpuści", chociaż nikt nie kazał mu nic robić w domu, który miał stan surowy zamknięty, dopóki nie będzie naszą własnością), powołując się np. na pewien rodzaj manipulacji/ociężałości pośrednika (wiedzieli kiedy kończy się umowa mamy, a sprawa kredytu nie wyszła poza oględziny rzeczoznawcy i składanie zaświadczeń)? Dodam, że przy czynnościach związanych z kredytem nie było obecnego prawnika, jak nam obiecywano. Na chwilę obecną dysponujemy jedynie korespondencją mailową z tą Panią.
Lub też inna opcja: czy dałoby radę (po odzyskaniu zdolności kredytowej) podpisać umowę przedwstępną jeszcze raz uznając poprzedni zadatek za ten obowiązujący w nowej umowie?
 
Powrót
Góra