K
kp131313
Użytkownik
- Dołączył
- 07.2016
- Odpowiedzi
- 40
Witam serdecznie,
Mam problem i chcę się poradzić. Sytuacja jest następująca - jestem programistą i właśnie dołączyłem na projekt do pewnego dużego międzynarodowego banku. Zatrudniony jestem przez agencję outsourcingową. Będę pracować nad narzędziem, które ma związek z instrumentami pochodnymi. Dwa tygodnie temu, podczas załatwiania papierów dostałem do wglądu pewien świstek, który miał związek z inwestowaniem. Był mało konkretny i wprowadzał pewnie ograniczenia w przypadku, gdybym na przykład posiadał znaczące udziały lub inwestował w pewne instrumenty związane z moją pracą. Prawdę mówiąc wiele z niego nie wynikało. Posiadam akcje i ETF na rynkach europejskich (głównie nasza giełda), i planuję dalej inwestować - głównie na GPW, ale nie wykluczam też innych zagranicznych rynków. Nie są to duże kwoty, ale jednak powoli buduję sobie jakiś portfel i idzie mi to całkiem nieźle. Dział prawny mojej agencji podobno zweryfikował to, czy jakieś ograniczenia mnie dotyczą i dostałem odpowiedź (oczywiście telefonicznie, żeby nie było podkładki), że mnie to nie dotyczy. Właściwie to chyba powiedzieli to co chciałem usłyszeć i zostawili mnie z problemem.
No ale, nie może być tak pięknie. Po dołączeniu masa szkoleń i papierów do zapoznania się. I problem z inwestowaniem. Zostałem sklasyfikowany jako pracownik, który ma dostęp do pewnych danych, które mógłbym wykorzystać w inwestowaniu. Prawda jest taka, że chyba wszyscy techniczni, co pracują nad narzędziami dla inwestorów mają taki status, a rzadko kiedy mają dostęp do jakichkolwiek realnych danych. Żeby było śmieszniej, to podejrzewam, że ta firma nawet nie wie co to GPW albo ma bardzo ograniczone zasięgi tutaj. Znalazłem zapisy, że ich pracownik jeśli inwestuje, to ma spełnić następujące wymagania:
Ja inwestuję raczej długoterminowo, ale nie oszukujmy się, 30 dni to w pewnych przypadkach sporo. Tym bardziej, że już miałem okazję trafić jakąś spółkę, która po prostu wystrzeliła i trzeba było szybko sprzedawać zanim spadnie. Czasem też się kupuje jak kurs już zaczyna iść w górę i trzeba to zrobić szybko, a nie czekać na czyjąś zgodę. Co więcej, nie mam pojęcia czy na przykład moja siostra sobie w coś nie inwestuje. Takie ograniczenia to przesada. Żeby było śmieszniej, pracowałem wcześniej w projektach, gdzie faktycznie miałem dostęp do pewnych informacji, na przykład związanych z wymianą walut, które mógłbym wykorzystać i nikt nie wprowadzał żadnych ograniczeń.
Mógłbym zrozumieć ujawnienie zawartości rachunku, ewentualnie przekazanie listy operacji do wglądu, ale proszenie się o zgodę na transakcję jest chore... Co więcej, dotyczy to chyba wszystkich rodzajów papierów wartościowych, walut, kryptowalut czy surowców, w sumie to wszystkiego czym można handlować lub w co można inwestować.
Wiem, że mogłem sobie inwestować po cichu i nic im do tego, ale jednak wizja wysokich kar finansowych czy nawet odpowiedzialności karnej, którą wspominają w swoich papierach, sprawiła że po prostu wolę uważać. Zasłaniają się konfliktem interesów, którego realnie nie ma. No i o szczegółach dowiedziałem się dopiero po dołączeniu, a one różnią się od tego co powiedziała agencja, dla której pracuję. I tu jest moje pytanie - czy firma, dla której pracuję przez agencję (nie bezpośrednio), ma prawo mi ograniczyć możliwości inwestowania? Czy przerabiał ktoś podobny problem? Co na to nasze prawo? Gdzie ewentualnie szukać informacji? Czy mają mnie prawo rozliczać z moich inwestycji, jeśli naruszyłbym ich proces (np. nie zapytał o zgodę)?
Będę wdzięczny za sugestie. Temat o tyle "ciekawy", że po prostu się go nie spodziewałem, a już na pewno nie w takiej postaci i jestem ciekawy jak to prawnie wygląda. Pracowałem też kilka lat temu w podobnej firmie, która miała podobne procedury, ale nie dotyczyły one Polski, jako że nasze prawo jest nadrzędne (nie pamiętam jednak, o które konkretnie przepisy tu chodziło).
Pozdrawiam
Mam problem i chcę się poradzić. Sytuacja jest następująca - jestem programistą i właśnie dołączyłem na projekt do pewnego dużego międzynarodowego banku. Zatrudniony jestem przez agencję outsourcingową. Będę pracować nad narzędziem, które ma związek z instrumentami pochodnymi. Dwa tygodnie temu, podczas załatwiania papierów dostałem do wglądu pewien świstek, który miał związek z inwestowaniem. Był mało konkretny i wprowadzał pewnie ograniczenia w przypadku, gdybym na przykład posiadał znaczące udziały lub inwestował w pewne instrumenty związane z moją pracą. Prawdę mówiąc wiele z niego nie wynikało. Posiadam akcje i ETF na rynkach europejskich (głównie nasza giełda), i planuję dalej inwestować - głównie na GPW, ale nie wykluczam też innych zagranicznych rynków. Nie są to duże kwoty, ale jednak powoli buduję sobie jakiś portfel i idzie mi to całkiem nieźle. Dział prawny mojej agencji podobno zweryfikował to, czy jakieś ograniczenia mnie dotyczą i dostałem odpowiedź (oczywiście telefonicznie, żeby nie było podkładki), że mnie to nie dotyczy. Właściwie to chyba powiedzieli to co chciałem usłyszeć i zostawili mnie z problemem.
No ale, nie może być tak pięknie. Po dołączeniu masa szkoleń i papierów do zapoznania się. I problem z inwestowaniem. Zostałem sklasyfikowany jako pracownik, który ma dostęp do pewnych danych, które mógłbym wykorzystać w inwestowaniu. Prawda jest taka, że chyba wszyscy techniczni, co pracują nad narzędziami dla inwestorów mają taki status, a rzadko kiedy mają dostęp do jakichkolwiek realnych danych. Żeby było śmieszniej, to podejrzewam, że ta firma nawet nie wie co to GPW albo ma bardzo ograniczone zasięgi tutaj. Znalazłem zapisy, że ich pracownik jeśli inwestuje, to ma spełnić następujące wymagania:
- ma ujawnić zawartość swoich rachunków maklerskich,
- ma poprosić o zgodę na kupno/sprzedaż papierów, na którą sobie dają 30 dni na rozpatrzenie i mogą ją odrzucić,
- nie może sprzedać papieru szybciej niż 30 dni od zakupu,
- nie może odkupić papieru szybciej niż 30 dni od sprzedaży,
- i chyba jeszcze jego rodzina (w tym bliskie osoby) też nie za bardzo może sobie swobodnie inwestować (muszę się jeszcze dowiedzieć jak bardzo bliska rodzina).
Ja inwestuję raczej długoterminowo, ale nie oszukujmy się, 30 dni to w pewnych przypadkach sporo. Tym bardziej, że już miałem okazję trafić jakąś spółkę, która po prostu wystrzeliła i trzeba było szybko sprzedawać zanim spadnie. Czasem też się kupuje jak kurs już zaczyna iść w górę i trzeba to zrobić szybko, a nie czekać na czyjąś zgodę. Co więcej, nie mam pojęcia czy na przykład moja siostra sobie w coś nie inwestuje. Takie ograniczenia to przesada. Żeby było śmieszniej, pracowałem wcześniej w projektach, gdzie faktycznie miałem dostęp do pewnych informacji, na przykład związanych z wymianą walut, które mógłbym wykorzystać i nikt nie wprowadzał żadnych ograniczeń.
Mógłbym zrozumieć ujawnienie zawartości rachunku, ewentualnie przekazanie listy operacji do wglądu, ale proszenie się o zgodę na transakcję jest chore... Co więcej, dotyczy to chyba wszystkich rodzajów papierów wartościowych, walut, kryptowalut czy surowców, w sumie to wszystkiego czym można handlować lub w co można inwestować.
Wiem, że mogłem sobie inwestować po cichu i nic im do tego, ale jednak wizja wysokich kar finansowych czy nawet odpowiedzialności karnej, którą wspominają w swoich papierach, sprawiła że po prostu wolę uważać. Zasłaniają się konfliktem interesów, którego realnie nie ma. No i o szczegółach dowiedziałem się dopiero po dołączeniu, a one różnią się od tego co powiedziała agencja, dla której pracuję. I tu jest moje pytanie - czy firma, dla której pracuję przez agencję (nie bezpośrednio), ma prawo mi ograniczyć możliwości inwestowania? Czy przerabiał ktoś podobny problem? Co na to nasze prawo? Gdzie ewentualnie szukać informacji? Czy mają mnie prawo rozliczać z moich inwestycji, jeśli naruszyłbym ich proces (np. nie zapytał o zgodę)?
Będę wdzięczny za sugestie. Temat o tyle "ciekawy", że po prostu się go nie spodziewałem, a już na pewno nie w takiej postaci i jestem ciekawy jak to prawnie wygląda. Pracowałem też kilka lat temu w podobnej firmie, która miała podobne procedury, ale nie dotyczyły one Polski, jako że nasze prawo jest nadrzędne (nie pamiętam jednak, o które konkretnie przepisy tu chodziło).
Pozdrawiam