P
pan rafal
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2026
- Odpowiedzi
- 7
Witam
Zmagam się z problem w moim życiu rodzinnym. Z żoną od jakiegoś czasu nie układało się między nami, gdzie sytuacja polegała bardziej na ignorowaniu, schodzeniu sobie z drogi czy jak już doszło do rozmów na te takie życiowe tematy - głupie komentarze.
Mamy dwóch synów, bliźniaki 2 latka. Nigdy nie dochodziło do nas do kłótni, krzyków, bicia, zero interwencji policji, zero alkoholu i innych używek. Jesteśmy małżeństwem, mieszkamy razem. Żona jest z innego kraju ale od kilku lat mieszka w Polsce. Udało mi się zakupić mieszkanie, w którym całą rodziną mieszkamy.
W listopadzie żona poszła do terapeuty przy mopsie. Jej wizyta skończyła się telefon do mnie od dzielnicowego. Została wszczęta procedura niebieskiej karty. Główne zarzuty (które poznałem z akt sprawy o której napiszę później): przemoc psychiczna, nie pomaganie w domu, nie szanowanie i poniżanie żony, złe słownictwo przy dzieciach, popychanie, szarpanie, krzyk i kopanie kota.
Były wizyty pani z MOPS, dzielnicowego i kurator która została nadana przez sąd. Z urzędu zostało wszczęte postępowanie o ograniczenie mi praw nad synami. Po rozprawie orzeczenien sądu został przydzielony mi kurator z obowiązkiem raportowania co pół roku oraz sędzia kazał mi iść na jakieś spotkania osób nie radzących sobie z agresją i terapię wspólną z żoną. To są fakty.
W aktach jest między innymi:
1. Opinia z dwóch wizyt kurator (przed rozprawą), że dzieci są zadbane, czyste, bardzo dobre warunki mieszkaniowe, że brak oznak czy podejrzeń występowania przemocy, że dzieci rozwijają się prawidłowo i ich potrzeby są zapewnione. Napisane że istnieje konflikt między rodzicami, który nie wpływa pozytywnie na dzieci. Napisane jest że żona zgłasza nieprawidłowe zachowanie męża. We wnioskach jest takie zdanie: "Na podstawie przeprowadzonego wywiadu nie stwierdzono poważniejszych zaniedbań ze strony ojca względem małoletnich dzieci. Z uzyskanych informacji nie wynika jednoznacznie jakoby dzieci były ofiarami lub świadkami przemocy ze strony ich ojca.
2. Opinia MOPS: NK została zamknięta po nie całych 2 miesiącach, "ponieważ nie stwierdzono w rodzinie oznak przemocy". Napisane jest że jest konflikt między rodzicami i nie możemy dojść do konstruktywnego porozumienia. Również że dzieci są zadbane i warunki są dobre. Jest podane, że żona źle interpretuje przemoc, jest nadwrażliwa, możliwe że ma depresję i czeka na wizytę u psychiatry. Ostatni wpis mówi że pracownik socjalny uważa że jesteśmy niewydolni wychowawczo i niedojrzali emocjonalnie.
3. NK : w sumie z grubsza to co opisałem wcześniej.
I to w sumie tyle z akt. Trafiłem na sędziego kobietę, która już przed rozprawą miała mnie za przemocowca i znała wyrok. W czasie rozprawy pytanie typu: czy przyznaję się że nawet bez alkoholu jestem przemocowcem. Oparła się jedynie na słowach żony. Zero jakiś zdjęć, dowodów czy nagrań. Skomentowała również to że kopię koty, bo ona kocha koty.
Między mną a żoną jest problem, który myślę że zignorowałem za bardzo. Ale nie w takim stopniu że jestem sprawca przemocy. Dla żony jak nie odpowiem cześć w odpowiednim tonie czy uśmiechem to już jest że jej nie szanuje. Lub jak nogą przesune kota to go kopię. Lub jak wymsknie mi się bluzg to że bluznie na dzieci. Zabliuźniłem może z 5 razy przez te 2 lata przy dzieciach, w formie przerywnika a nie w stosunku do kogoś.
Totalnie się nie zgadzam z wyrokiem. Uważam że potrzebujemy pomocy w formie terapii małżeńskiej, która proponowałem od początku NK ale żona odmawiała l. Sama żona nie chciała zakładać karty, była to decyzja terapeuty jak się jej wyżaliła żona.
Mam pytanie, czy schować dumę i przetrwać tego kuratora i potem wnioskować o przywrócenie praw czy iść do okręgowego i się odwołać. Z żoną po rozprawie mieliśmy szczerą rozmowę, która powinna mieć miejsce pół roku temu i myślę że jesteśmy po jednej stronie. Mówi że potrzebowała i szukała pomocy i wyszło jak wyszło. Aczkolwiek uważa, że mam problem i stosuję lub stosowałem przemoc. Prawdą jest też że od tego wszystkiego trochę się zmieniłem na lepsze, bardziej że strachu że zabiorą mi prawo do wychowania dzieci.
Proszę o pomoc, komentarz czy poradę. Dziękuję.
Zmagam się z problem w moim życiu rodzinnym. Z żoną od jakiegoś czasu nie układało się między nami, gdzie sytuacja polegała bardziej na ignorowaniu, schodzeniu sobie z drogi czy jak już doszło do rozmów na te takie życiowe tematy - głupie komentarze.
Mamy dwóch synów, bliźniaki 2 latka. Nigdy nie dochodziło do nas do kłótni, krzyków, bicia, zero interwencji policji, zero alkoholu i innych używek. Jesteśmy małżeństwem, mieszkamy razem. Żona jest z innego kraju ale od kilku lat mieszka w Polsce. Udało mi się zakupić mieszkanie, w którym całą rodziną mieszkamy.
W listopadzie żona poszła do terapeuty przy mopsie. Jej wizyta skończyła się telefon do mnie od dzielnicowego. Została wszczęta procedura niebieskiej karty. Główne zarzuty (które poznałem z akt sprawy o której napiszę później): przemoc psychiczna, nie pomaganie w domu, nie szanowanie i poniżanie żony, złe słownictwo przy dzieciach, popychanie, szarpanie, krzyk i kopanie kota.
Były wizyty pani z MOPS, dzielnicowego i kurator która została nadana przez sąd. Z urzędu zostało wszczęte postępowanie o ograniczenie mi praw nad synami. Po rozprawie orzeczenien sądu został przydzielony mi kurator z obowiązkiem raportowania co pół roku oraz sędzia kazał mi iść na jakieś spotkania osób nie radzących sobie z agresją i terapię wspólną z żoną. To są fakty.
W aktach jest między innymi:
1. Opinia z dwóch wizyt kurator (przed rozprawą), że dzieci są zadbane, czyste, bardzo dobre warunki mieszkaniowe, że brak oznak czy podejrzeń występowania przemocy, że dzieci rozwijają się prawidłowo i ich potrzeby są zapewnione. Napisane że istnieje konflikt między rodzicami, który nie wpływa pozytywnie na dzieci. Napisane jest że żona zgłasza nieprawidłowe zachowanie męża. We wnioskach jest takie zdanie: "Na podstawie przeprowadzonego wywiadu nie stwierdzono poważniejszych zaniedbań ze strony ojca względem małoletnich dzieci. Z uzyskanych informacji nie wynika jednoznacznie jakoby dzieci były ofiarami lub świadkami przemocy ze strony ich ojca.
2. Opinia MOPS: NK została zamknięta po nie całych 2 miesiącach, "ponieważ nie stwierdzono w rodzinie oznak przemocy". Napisane jest że jest konflikt między rodzicami i nie możemy dojść do konstruktywnego porozumienia. Również że dzieci są zadbane i warunki są dobre. Jest podane, że żona źle interpretuje przemoc, jest nadwrażliwa, możliwe że ma depresję i czeka na wizytę u psychiatry. Ostatni wpis mówi że pracownik socjalny uważa że jesteśmy niewydolni wychowawczo i niedojrzali emocjonalnie.
3. NK : w sumie z grubsza to co opisałem wcześniej.
I to w sumie tyle z akt. Trafiłem na sędziego kobietę, która już przed rozprawą miała mnie za przemocowca i znała wyrok. W czasie rozprawy pytanie typu: czy przyznaję się że nawet bez alkoholu jestem przemocowcem. Oparła się jedynie na słowach żony. Zero jakiś zdjęć, dowodów czy nagrań. Skomentowała również to że kopię koty, bo ona kocha koty.
Między mną a żoną jest problem, który myślę że zignorowałem za bardzo. Ale nie w takim stopniu że jestem sprawca przemocy. Dla żony jak nie odpowiem cześć w odpowiednim tonie czy uśmiechem to już jest że jej nie szanuje. Lub jak nogą przesune kota to go kopię. Lub jak wymsknie mi się bluzg to że bluznie na dzieci. Zabliuźniłem może z 5 razy przez te 2 lata przy dzieciach, w formie przerywnika a nie w stosunku do kogoś.
Totalnie się nie zgadzam z wyrokiem. Uważam że potrzebujemy pomocy w formie terapii małżeńskiej, która proponowałem od początku NK ale żona odmawiała l. Sama żona nie chciała zakładać karty, była to decyzja terapeuty jak się jej wyżaliła żona.
Mam pytanie, czy schować dumę i przetrwać tego kuratora i potem wnioskować o przywrócenie praw czy iść do okręgowego i się odwołać. Z żoną po rozprawie mieliśmy szczerą rozmowę, która powinna mieć miejsce pół roku temu i myślę że jesteśmy po jednej stronie. Mówi że potrzebowała i szukała pomocy i wyszło jak wyszło. Aczkolwiek uważa, że mam problem i stosuję lub stosowałem przemoc. Prawdą jest też że od tego wszystkiego trochę się zmieniłem na lepsze, bardziej że strachu że zabiorą mi prawo do wychowania dzieci.
Proszę o pomoc, komentarz czy poradę. Dziękuję.