Okradziono mnie na imprezie

  • Autor wątku Autor wątku Martynkaaa
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Martynkaaa

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2007
Odpowiedzi
2
Byłam na imprezie, wypiłam, przyszli właściciele tej stancji gdzie była impreza i wszystkich wygonili bo były skargi. Wyszłam i dołączyłam do kolegów chłopaka z mojej klasy, pełnoletnich chyba, jeden miał na imię Arek, reszty nie pamiętam, poszliśmy do sklepu, procentowy raj, naprzeciwko przystanku z którego jechaliśmy później autobusem. w tym sklepie skorzystałam z toalety, kupiłam zapałki. Wyszłam i nie pamiętam tego fragmentu za dokładnie. Jestem nieletnia, mam skończone 16 lat. Rano z biletu dowiedziałam się, że była to godzina 22.30, mniej wiecej, prawdopodobnie jechałam 15tką, ale nie wiem bo wyrzuciłam ten bilet. Wysiedliśmy na ul.Pana Tadeusza. Pamiętam, że ktoś mi wsadził ręke w spodnie, zaprotestowałam. Chłopaków zrobiło się więcej, przedtem było ich chyba 3, nie pamiętam, bo wszystko działo się za szybko. Pamiętam, że schodziłam po schodach, klatka schodowa była ciemno turkusowa, albo jakaś zielona. Potem pamiętam że siedziałam z jakimś chłopakiem na ławce, podobno zwymiotowałam na niego. Zorientowałam się ze nie mam telefonu, przeszukałam go, a że nic mojego nie znalazłam, przeprosiłam go. Prosiłam, żeby odprowadził mnie na ulicę żołnierską, gdzie mieszka mój chłopak. Pamiętam, jak on sobie poszedł a ja go prosiłam żeby został. Nie wiem czy miałam wtedy plecak, prosiłam żeby mi go oddał, ale on mówił, ze mają go te chłopaki i ze zaraz mi go przyniosą. Potem ocknęłam się i zorientowałam się, że nie mam nic przy sobie, ani telefonu, wartego ok.400PLN a ni plecaka, którego zawartość warta była ok.1600PLN. Pamiętam, ze biegłam przez ulicę Kołobrzeską, dobiegłam jakoś do chłopaka, była godzina ok. 2:30. On rano powiedział, ze wbiegłam z płaczem, ze ukradli mi wszystko, ze mówiłam, ze oni powiedzieli ze oddadzą mi plecak, jak „dam im dupy”. Potem poszłam do
 
szkoły, po numer telefonu do któregoś z nich, wzięłam numer od tego chłopaka z klasy. Mój chłopak do nich dzwonił, a ten do którego dzwonił raz mówił, ze telefon ma, potem, że nie ma. Potem moja koleżanka, podając się za mnie(słyszałam tą rozmowę) rozmawiała z chłopakiem, który zostawił mnie na Pana Tadeusza. Mówił, ze było to ok. 23, no i ż e zostawił mnie bo zasnęłam, a plecak przywiązał mi do nogi. Mówił też, że piłam piwo i paliłam blanty(nie pamiętam tego), że podobno sama tego chciałam. Nie wierzę, że chciałam, chciałam dotrzeć do mojego chłopaka, bo rodzicom nie mogłam pokazać się w takim stanie.

Nie wiem komu wierzyć. Dzwonił do mnie chłopak, jeden z tych, i mówił, że oni nic mi nie zrobili, żebym nie szła na policje, bo oni pójdą siedzieć za darmo, bo mają zawiasy. Nie możliwe, ze nie mają lub nie mieli mojego telefonu, bo miałam go w spodniach, z automatyczną blokadą klawiatury i pełną baterią, więc nie mógł się sam wyłączyć. Nie wiem co robić, jutro jadę z ojcem na policję, nie wiem, czy moi rodzice zostaną również ukarani za to, w jakim stanie byłam i w ogóle.
 
W razie udowodnienia winy tamtych chłopaków, grozi im odpowiedzialność za kradzież. Trudno powiedziec komu dokładnie i w jakich konfliguracjach. Tylko tak jak mówię - to musi być udowodnione.

Jesli zostanie ustalone, że były narkotyki - można rozważać odpowiedzialnośc z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Jesli pani paliła, może to być odpowiedzialność przed sądem dla nieletnich za posiadanie. Inne osoby - trudno powiedzieć:może posiadanie, może udzielanie. Zalezy od tego co wykarze postępowanie.

Wg mnie rodzicom nic nie grozi.
 
Powrót
Góra