M
Manian2014
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
chciałbym podzielić się pewną historią i jednocześnie prosić o radę (aczkolwiek nie wiem czy będę dalej działał..)..
Zakupiłem auto (VW Golf), które wcześniej poddałem oględzinom rzeczoznawcy z pewnej firmy.
Jak się teraz okazuje auto ma mnóstwo wad na dość spore kwoty, czego w tzw raporcie - czyli podsumowaniu całych oględzin nie ma wpisanego.
Firma ta działa na takiej zasadzie że za pomocą elektronicznych przelewów płaci się za usługę oględzin auta i praktycznie bez żadnych dokumentów - rzeczoznawca realizuje oględziny, po czym przesyłany jest link z ich serwera do raportu i hasło dostępu.
No i właśnie w ten sposób zakupiłem auto, od razu zobaczyłem mnóstwo uchybień które zdecydowanie obniżają wartość auta i skontaktowałem się z firmą w celu wyjaśnienia..oczywiście nie otrzymałem danych rzeczoznawcy bo wg ich regulaminu nie mogą takich informacji udzielać bo są tajne i zaczęły się dyskusje że 90% aut jest w takim stanie że to stare auto itd..
Podczas gdy w raporcie np..mam informacje o pękniętych kloszach lamp za 40 zł czy przepalonej żarówce za 5 zł ale ani słowa o uszkodzeniu rozrusznika za 250 zł (naprawa) czy pękniętym lusterku gdzie lakierowanie i wymiana tez ileś kosztuje.
Nie mówiąc już o tym, że auto podczas jazdy szarpało - okazało się że poduszki silnika są do wymiany itd..i koszty coraz większe..
Postanowiłem reklamować tę usługę - oczywiście odpowiedź odmowna - powód..auto było w ciągłej eksploatacji i wszystkie wady mogły powstać podczas jego użytkowania już po oględzinach. Warto dodać że auto kupiłem po 6 dniach od oględzin.
Teraz pytania mam takie:
a/ co tak na prawdę jest umową między mną a tą firmą wykonująca oględziny (z uwagi na brak jakiekolwiek dokumentacji oprócz potwierdzenia zapłaty na e-mailu)
b/ czy te wady które sam dostrzegłem mogą świadczyć o nierzetelności wykonanych oględzin?
c/ czy jest szansa jakakolwiek na wygranie sprawy gdyby oddać całość do sądu?
Mam poważne wątpliwości, wiele osób znajomych uważa iż rzeczoznawca mógł zostać przekupiony przez sprzedawcę i nie wpisał wszystkiego do raportu. Co ogólnie myśleć o tej sprawie. Jak można w ogóle dochodzić swoich spraw?
Czy na tej podstawie nic już nie można zrobić? Poszły pieniądze, dostałem raport i koniec?
Pozdrawiam!
chciałbym podzielić się pewną historią i jednocześnie prosić o radę (aczkolwiek nie wiem czy będę dalej działał..)..
Zakupiłem auto (VW Golf), które wcześniej poddałem oględzinom rzeczoznawcy z pewnej firmy.
Jak się teraz okazuje auto ma mnóstwo wad na dość spore kwoty, czego w tzw raporcie - czyli podsumowaniu całych oględzin nie ma wpisanego.
Firma ta działa na takiej zasadzie że za pomocą elektronicznych przelewów płaci się za usługę oględzin auta i praktycznie bez żadnych dokumentów - rzeczoznawca realizuje oględziny, po czym przesyłany jest link z ich serwera do raportu i hasło dostępu.
No i właśnie w ten sposób zakupiłem auto, od razu zobaczyłem mnóstwo uchybień które zdecydowanie obniżają wartość auta i skontaktowałem się z firmą w celu wyjaśnienia..oczywiście nie otrzymałem danych rzeczoznawcy bo wg ich regulaminu nie mogą takich informacji udzielać bo są tajne i zaczęły się dyskusje że 90% aut jest w takim stanie że to stare auto itd..
Podczas gdy w raporcie np..mam informacje o pękniętych kloszach lamp za 40 zł czy przepalonej żarówce za 5 zł ale ani słowa o uszkodzeniu rozrusznika za 250 zł (naprawa) czy pękniętym lusterku gdzie lakierowanie i wymiana tez ileś kosztuje.
Nie mówiąc już o tym, że auto podczas jazdy szarpało - okazało się że poduszki silnika są do wymiany itd..i koszty coraz większe..
Postanowiłem reklamować tę usługę - oczywiście odpowiedź odmowna - powód..auto było w ciągłej eksploatacji i wszystkie wady mogły powstać podczas jego użytkowania już po oględzinach. Warto dodać że auto kupiłem po 6 dniach od oględzin.
Teraz pytania mam takie:
a/ co tak na prawdę jest umową między mną a tą firmą wykonująca oględziny (z uwagi na brak jakiekolwiek dokumentacji oprócz potwierdzenia zapłaty na e-mailu)
b/ czy te wady które sam dostrzegłem mogą świadczyć o nierzetelności wykonanych oględzin?
c/ czy jest szansa jakakolwiek na wygranie sprawy gdyby oddać całość do sądu?
Mam poważne wątpliwości, wiele osób znajomych uważa iż rzeczoznawca mógł zostać przekupiony przez sprzedawcę i nie wpisał wszystkiego do raportu. Co ogólnie myśleć o tej sprawie. Jak można w ogóle dochodzić swoich spraw?
Czy na tej podstawie nic już nie można zrobić? Poszły pieniądze, dostałem raport i koniec?
Pozdrawiam!