D
Dmnf
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2013
- Odpowiedzi
- 11
Witam!
Przede wszystkim- bardzo mi pomogliście z moim poprzednim problemem, za to dziękuję serdecznie, więc mam nadzieję, że pomożecie mi i tym razem.
Przejrzałam wiele wątków o tej tematyce, lecz mojego problemu nie znalazłam.
Nadal się uczę. Jestem pełnoletnią osobą. Nie mieszkam z rodzicami, z Matulą mam dobry kontakt, ale widujemy się około raz w miesiącu.
W mojej szkole panują pewne zasady usprawiedliwiania nieobecności: rodzic może usprawiedliwić nieobecność do 3 dni, powyżej- usprawiedliwienie musi być lekarskie. Na doniesienie kartki mamy 2 tygodnie. Wybrałam wymagającą szkołę, dojeżdżam spory kawałek, bywają opóźnienia. Z pewnych przyczyn nie mogę mieszkać z Matulą, więc nie może mi ona pisać usprawiedliwień.
Wychowawca okazał się bezradny, odesłał do dyrekcji. Poszłam. Dyrektorka zaczęła na mnie krzyczeć, wyzywać od smarkaczy (pomimo mojej uprzejmości, jasnego nakreślenia sprawy) i stwierdziła, ze rozmawiać ze mną nie będzie. Więc kiedy była taka możliwość poszła do niej moja Matula, również celem wyjaśnienia tej sytuacji. Dyrektorka, znowu z krzykiem, (przyjmując moją Mamę na korytarzu, przy wszystkich) stwierdziła, że bez orzeczenia sądu o zrzeczeniu się praw do opieki nie widzi innej opcji.
Moje pytanie do Was brzmi: czy taka sytuacja ma prawo zaistnieć? Jak to rozwiązać, naprawdę muszę mieć każdą kartkę od rodziców, nawet, jeśli spędzam 40 minut w opóźnionym pociągu? (Remont torów). Pomóżcie, proszę.
P.S. Nie wagaruję, zdarza mi się to rzadko. Najczęściej z powodu pociągu opuszczam lekcje, na które nie uczęszczam (wf). Każdą nieobecność powyżej dwóch dni usprawiedliwiam od lekarza.
Przede wszystkim- bardzo mi pomogliście z moim poprzednim problemem, za to dziękuję serdecznie, więc mam nadzieję, że pomożecie mi i tym razem.
Przejrzałam wiele wątków o tej tematyce, lecz mojego problemu nie znalazłam.
Nadal się uczę. Jestem pełnoletnią osobą. Nie mieszkam z rodzicami, z Matulą mam dobry kontakt, ale widujemy się około raz w miesiącu.
W mojej szkole panują pewne zasady usprawiedliwiania nieobecności: rodzic może usprawiedliwić nieobecność do 3 dni, powyżej- usprawiedliwienie musi być lekarskie. Na doniesienie kartki mamy 2 tygodnie. Wybrałam wymagającą szkołę, dojeżdżam spory kawałek, bywają opóźnienia. Z pewnych przyczyn nie mogę mieszkać z Matulą, więc nie może mi ona pisać usprawiedliwień.
Wychowawca okazał się bezradny, odesłał do dyrekcji. Poszłam. Dyrektorka zaczęła na mnie krzyczeć, wyzywać od smarkaczy (pomimo mojej uprzejmości, jasnego nakreślenia sprawy) i stwierdziła, ze rozmawiać ze mną nie będzie. Więc kiedy była taka możliwość poszła do niej moja Matula, również celem wyjaśnienia tej sytuacji. Dyrektorka, znowu z krzykiem, (przyjmując moją Mamę na korytarzu, przy wszystkich) stwierdziła, że bez orzeczenia sądu o zrzeczeniu się praw do opieki nie widzi innej opcji.
Moje pytanie do Was brzmi: czy taka sytuacja ma prawo zaistnieć? Jak to rozwiązać, naprawdę muszę mieć każdą kartkę od rodziców, nawet, jeśli spędzam 40 minut w opóźnionym pociągu? (Remont torów). Pomóżcie, proszę.
P.S. Nie wagaruję, zdarza mi się to rzadko. Najczęściej z powodu pociągu opuszczam lekcje, na które nie uczęszczam (wf). Każdą nieobecność powyżej dwóch dni usprawiedliwiam od lekarza.