K
krakkrak
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2014
- Odpowiedzi
- 4
Witam, piszę w sprawie dotyczącej bliskiej mi osoby z rodziny - siostra. Dziewczyna wyszła ostatnio na spacer i została potrącona przez rowerzystę. Jechał zdecydowanie za szybko, nie było nawet gdzie uciec, jechał nie ścieżką rowerową ale po chodniku. W wyniku czołowego zderzenia z rowerem rozcięta głowa, krwiaki na twarzy, potłuczenie ciała, wstrząśnienie mózgu. Widziałam ja na noszach parę minut po wypadku (pobiegłam tam zaraz jak dostałam telefon z inf. o zdarzeniu) - pełno krwi, rozbita głowa i nos, widok koszmarny. Dziewczyna została przyjęta na SOR, potem na oddział urazowo-ortopedyczny i dostała póki co 2 tyg. L4. Jedyne co zaważyło o fakcie nie zostawiania na parę dni w szpitalu to fakt, że Mama jest pielęgniarką (intensywna terapia) i zapewnia opiekę w domu, lekarze zgodzili się na taki wyjątek. Kierowca roweru wyszedł ze zderzenia bez szwanku, dostał mandat za jazdę po chodniku i stan techniczny roweru. Pytanie czy w takim przypadku dostanie tylko mandat czy zajmuje się tym prokurator? Nie zrozumcie mnie źle, ale jeśli jest w tym wypadku prawo wystąpienia o odszkodowanie to chyba wystąpmy. Raz, że ogromny ból i urazy ciała, wypadek mógł mieć dużo gorsze skutki, dalej sprawdzamy czy nie ma jakichś poważnych objawów wskazujących na problemy neurologiczne. Dwa, że od piątku (18.08) siostra miała iść na wyczekiwany urlop, przepadną bilety lotniczne, hotele itd - to wszystko koszta. Cieszę się, że nic dużo gorszego jej nie spotkało ale uważam, że za głupotę trzeba płacić i ponosić konsekwencje. Z jednej strony nie chcę komuś robić gnoju w życiu ale trzeba umieć jeździć a nie szosować 100km/h. Świadek wypadku powiedział, że nie miała najmniejszych szans na ucieczkę. Poradźcie czy warto w ogóle się tutaj bawić w jakieś odszkodowania czy lepiej odpuścić?