E
Emlo
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2012
- Odpowiedzi
- 1
Witam!
Mam pewien problem, a dokładnie nie ja, a mój przyjaciel. Akcja odegrała się w Niemczech, a że ani ja, ani on, nie znamy się na prawie, jesteśmy w przysłowiowej d... Było tak - kolega stał sobie spokojnie z koleżanką kiedy nagle zjawił się jakiś narwany koleś. Zsiadł z roweru i ruszył w jej stronę. Kolega przyglądał się biernie, póki tamten nie zaczął jej szarpać (jak potem się okazało kiedyś ją pobił) i odchodzić na bok, trzymając ją za rękę. Ona oczywiście się opierała. Wtedy kolega zaczął wolno za nimi iść. Wtedy tamten obrócił się i rzucił się na kolegę z łapami. Oczywiście bierność wtedy odstąpiła i kolega zaczął się bronić. Tyle, że skończyło się na mocnej bijatyce. Tamten narwaniec wylądował w szpitalu (połamany nos). Kolega próbował go obezwładnić, ale się nie dało, więc musiał użyć "środka" przymusu jakie są pięści i nogi. Tamten dostał około 3 razy z pięści w twarz i dalej się nie uspokoił, więc skończyło się kopnięciem prosto w nos... Po tym karetka, policja itp. szybko się pojawiła i u kolegi pojawili się policjanci. Nie wiem dokładnie co mówili... Ale w takiej sytuacji mam pytanie. Co mu za to grozi (o ile grozi, bo to przecież obrona własna i nie patrzenie biernie na sytuację w której kobieta została zaatakowana przez jakiegoś narwanego Pana), co może być w najgorszym wypadku, a co w najlepszym. Co w ogóle w tej sytuacji robić?
Przepraszam z góry za stylistykę i może niejasność, ale piszę to w nerwach. Proszę o odpowiedź jak najszybciej. Dziękuje z góry. Pozdrawiam.
Mam pewien problem, a dokładnie nie ja, a mój przyjaciel. Akcja odegrała się w Niemczech, a że ani ja, ani on, nie znamy się na prawie, jesteśmy w przysłowiowej d... Było tak - kolega stał sobie spokojnie z koleżanką kiedy nagle zjawił się jakiś narwany koleś. Zsiadł z roweru i ruszył w jej stronę. Kolega przyglądał się biernie, póki tamten nie zaczął jej szarpać (jak potem się okazało kiedyś ją pobił) i odchodzić na bok, trzymając ją za rękę. Ona oczywiście się opierała. Wtedy kolega zaczął wolno za nimi iść. Wtedy tamten obrócił się i rzucił się na kolegę z łapami. Oczywiście bierność wtedy odstąpiła i kolega zaczął się bronić. Tyle, że skończyło się na mocnej bijatyce. Tamten narwaniec wylądował w szpitalu (połamany nos). Kolega próbował go obezwładnić, ale się nie dało, więc musiał użyć "środka" przymusu jakie są pięści i nogi. Tamten dostał około 3 razy z pięści w twarz i dalej się nie uspokoił, więc skończyło się kopnięciem prosto w nos... Po tym karetka, policja itp. szybko się pojawiła i u kolegi pojawili się policjanci. Nie wiem dokładnie co mówili... Ale w takiej sytuacji mam pytanie. Co mu za to grozi (o ile grozi, bo to przecież obrona własna i nie patrzenie biernie na sytuację w której kobieta została zaatakowana przez jakiegoś narwanego Pana), co może być w najgorszym wypadku, a co w najlepszym. Co w ogóle w tej sytuacji robić?
Przepraszam z góry za stylistykę i może niejasność, ale piszę to w nerwach. Proszę o odpowiedź jak najszybciej. Dziękuje z góry. Pozdrawiam.