P
pryzmat
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2010
- Odpowiedzi
- 1
Witam
Mam problem i proszę o rzeczowe odpowiedzi.
Do sedna – 20 października 12-letni Irlandczyk podpalił dom który wynajmowałem (chyba dla kawału, nikt nie powiedział mi do tej pory dlaczego). W domu był mój syn, jednak dzięki interwencji sąsiadki nic mu się nie stało. W konsekwencji tego zdarzenia cała moja rodzina (4+1 w drodze) zostaliśmy tak jak staliśmy z tym co mieliśmy na sobie. Ubezpieczenie Landlorda nie obejmuje moich rzeczy (informację potwierdziłem bezpośrednio w ubezpieczalni). Straty w sporządzonym przeze mnie kosztorysie oszacowałem na około 20000 euro. Rodzice małego podpalacza zaszczycili nas swoją obecnością dopiero po 2 dniach, jednak nie zaoferowali żadnej pomocy tylko chcieli nas przeprosić. Po 2 następnych spotkaniach jasno dali do zrozumienia że nie mają zamiaru w żaden sposób zrefundować naszych strat – ojciec chłopaka zaproponował nam udanie się do instytucji charytatywnych i poszukania tam pomocy.
Udałem się do adwokata – niestety źle trafiłem bo przez 2 tygodnie nie mógł znaleźć dla mnie czasu. Zmieniłem adwokata – sprawa nagle jakby przyspieszyła, Pani prawniczka powiedziała, że rodzice odpowiadają za szkody wyrządzone przez dzieci i w ciągu dwóch dni postara się wysłać do nich pismo w sprawie ostatecznej mediacji i jak sama powiedziała jak by była ich prawnikiem to by doradzała im takie rozwiązanie. Więc z żoną poprawił nam się nastrój, cierpliwie czekaliśmy, jednak po tygodniu telefonicznie dowiedzieliśmy się następującego: Pani prawnik nie będzie wysyłała pisma do rodziców gdyż nie ma to sensu, ponieważ w prawie Irlandzkim nie ma żadnego paragrafu (czy jak to się tu nazywa) na taką sytuację, tym samym nie ma na jakiej podstawie iść do Sądu. Po prostu ręce mnie opadły, czyżby w Irlandii jeżeli nie lubię sąsiadów to wystarczy po cichu powiedzieć dzieciom aby podpaliły ich dom – przecież i tak nam nic nie grozi. Nawiasem mówiąc jestem trochę na siebie zły bo jakiś czas temu mój syn przypadkiem zerwał plombę na gaśnicy w szkole a ja głupi pokryłem koszty jej ponownego zabezpieczenia.
Proszę o pomoc – jak mam dochodzić swoich roszczeń?
Nie dość, że straciłem wszystko, cały czas mam wydatki związane z tym wydarzeniem, musiałem wziąć urlop bezpłatny, wynająć następny dom – w tamtym landlord nie zwrócił za wynajem pieniędzy, to samo z olejem opałowym musiałem od razu tankować choć na starym miejscu miałem jeszcze dostateczną ilość, przeniesienie telefonu i internetu – zmiana miejsca zamieszkania w tylu instytucjach i to dwukrotnie bo za miesiąc znów się przeprowadzam gdyż dom który aktualnie wynajmuje nie spełnia naszych wymagań. Co ze stratami moralnymi – dla syna załatwiliśmy psychologa, ale córka jest mała i nie potrafi jeszcze mówić po angielsku – a codziennie w nocy kilka razy się budzi jak również w dzień zdarza się że płacze po zabawkach lub bajkach. Co z nienarodzonym dzieckiem czy stres który przeszła moja żona nie wpłynie negatywnie na dziecko.
Dodatkowo mój syn ciągle chodzi do klasy z tym małym podpalaczem, Dyrektorka szkoły powiedziała, że nic nie może zrobić bo potrzebuje od sądu ewentualny nakaz na oddzielenie chłopców.
Czy mam jakieś szanse na odzyskanie strat – co powinienem teraz zrobić?
Damian
Mam problem i proszę o rzeczowe odpowiedzi.
Do sedna – 20 października 12-letni Irlandczyk podpalił dom który wynajmowałem (chyba dla kawału, nikt nie powiedział mi do tej pory dlaczego). W domu był mój syn, jednak dzięki interwencji sąsiadki nic mu się nie stało. W konsekwencji tego zdarzenia cała moja rodzina (4+1 w drodze) zostaliśmy tak jak staliśmy z tym co mieliśmy na sobie. Ubezpieczenie Landlorda nie obejmuje moich rzeczy (informację potwierdziłem bezpośrednio w ubezpieczalni). Straty w sporządzonym przeze mnie kosztorysie oszacowałem na około 20000 euro. Rodzice małego podpalacza zaszczycili nas swoją obecnością dopiero po 2 dniach, jednak nie zaoferowali żadnej pomocy tylko chcieli nas przeprosić. Po 2 następnych spotkaniach jasno dali do zrozumienia że nie mają zamiaru w żaden sposób zrefundować naszych strat – ojciec chłopaka zaproponował nam udanie się do instytucji charytatywnych i poszukania tam pomocy.
Udałem się do adwokata – niestety źle trafiłem bo przez 2 tygodnie nie mógł znaleźć dla mnie czasu. Zmieniłem adwokata – sprawa nagle jakby przyspieszyła, Pani prawniczka powiedziała, że rodzice odpowiadają za szkody wyrządzone przez dzieci i w ciągu dwóch dni postara się wysłać do nich pismo w sprawie ostatecznej mediacji i jak sama powiedziała jak by była ich prawnikiem to by doradzała im takie rozwiązanie. Więc z żoną poprawił nam się nastrój, cierpliwie czekaliśmy, jednak po tygodniu telefonicznie dowiedzieliśmy się następującego: Pani prawnik nie będzie wysyłała pisma do rodziców gdyż nie ma to sensu, ponieważ w prawie Irlandzkim nie ma żadnego paragrafu (czy jak to się tu nazywa) na taką sytuację, tym samym nie ma na jakiej podstawie iść do Sądu. Po prostu ręce mnie opadły, czyżby w Irlandii jeżeli nie lubię sąsiadów to wystarczy po cichu powiedzieć dzieciom aby podpaliły ich dom – przecież i tak nam nic nie grozi. Nawiasem mówiąc jestem trochę na siebie zły bo jakiś czas temu mój syn przypadkiem zerwał plombę na gaśnicy w szkole a ja głupi pokryłem koszty jej ponownego zabezpieczenia.
Proszę o pomoc – jak mam dochodzić swoich roszczeń?
Nie dość, że straciłem wszystko, cały czas mam wydatki związane z tym wydarzeniem, musiałem wziąć urlop bezpłatny, wynająć następny dom – w tamtym landlord nie zwrócił za wynajem pieniędzy, to samo z olejem opałowym musiałem od razu tankować choć na starym miejscu miałem jeszcze dostateczną ilość, przeniesienie telefonu i internetu – zmiana miejsca zamieszkania w tylu instytucjach i to dwukrotnie bo za miesiąc znów się przeprowadzam gdyż dom który aktualnie wynajmuje nie spełnia naszych wymagań. Co ze stratami moralnymi – dla syna załatwiliśmy psychologa, ale córka jest mała i nie potrafi jeszcze mówić po angielsku – a codziennie w nocy kilka razy się budzi jak również w dzień zdarza się że płacze po zabawkach lub bajkach. Co z nienarodzonym dzieckiem czy stres który przeszła moja żona nie wpłynie negatywnie na dziecko.
Dodatkowo mój syn ciągle chodzi do klasy z tym małym podpalaczem, Dyrektorka szkoły powiedziała, że nic nie może zrobić bo potrzebuje od sądu ewentualny nakaz na oddzielenie chłopców.
Czy mam jakieś szanse na odzyskanie strat – co powinienem teraz zrobić?
Damian