Podrobienie podpisu w umowie o kredyt.

  • Autor wątku Autor wątku sebulowski
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sebulowski

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2022
Odpowiedzi
29
Witam, proszę mi powiedzieć, czy jest możliwa następująca sytuacja.

Czy jest możliwe po czasie, czyli po wzięciu kredytu wymazanie z umowy realnego podpisu i na podstawie skradzionego dokumentu od osoby, ktora wyglada podobnie przekopiowanie go jakoś w miejsce wymazanego podpisu, zeby go wrobic? Tak, że grafolog przez falszywy zamieniony podpis powiaze nie ta osobe co trzeba? Jaka jest na to szansa i co mozna zrobic w przypadku gdy ma sie podejrzenia, ze taka sytuacja miala miejsce i nie dlugo bedzie rozprawa?

Warto wspomnieć, że osoba, ktora bedzie chciala podrobic podpis ma w gronie znajomych notariusza, czy namówiony taki notariusz mógłby w takim podrobieniu skutecznie pomóc zakladajac, ze zrobilby to ze wzgledu na bliskie kontakty?
 
Owner99 napisał:
Przecież to nie ma żadnego sensu.

Napisalem najkrocej jak sie da bez wiekszych szczegolow, wiec moze brzmiec to chaotycznie i bez skladu. Po prostu interesuje mnie, czy jest to mozliwe w taki sposob podmienienia podpisow, zeby kogos wrobic?
Czyli z umowy o kredyt usuniecie pierwszego (realnego) podpisu i w jego miejsce wstawienie podpisu kogo innego np. z jakiegos wczesniej zabranego dokumentu?
Dam ci przyklad: brat bierze na siebie kredyt, pozniej zalatwia sobie alibi i swiadkow, ze go nie mogl wziasc, podmienia podpisy na umowie na podpis brata i idzie z tym razem ze swiadkami do sadu, ze brat sie pod niego podszyl i wyrobil na niego kredyt.

Chce wiedziec, czy jest to realne do zrobienia i udowodnienia, ze doszlo do takiego podrobienia? Tym bardziej, ze osoba wrabiajaca w znajomych ma notariusza? Jezeli tak to jak mozna sie bronic? Bo w tkaim wypadku chyba biegly grafolog nic nie wskora?
 
Ostatnia edycja:
Tak żeby biegły tego nie rozpoznał ? żadne.
 
ejtykoles napisał:
Tak żeby biegły tego nie rozpoznał ? żadne.
W mojej pierwszej pracy w życiu ktoś podrobił podpis szefowej. Biegły nie był w stanie określić czy jest to fałszywka czy nie. Ale fakt - był to szybki zygzak, po tym kobieta zmieniła podpis.

A co do meritum - czy sytuacja jest możliwa (podmiana umów, podpisów itd)? Wszystko jest możliwe. A czy łatwe do zrobienia, prawdopodobne? Za dużo zachodu i za śliski temat moim zdaniem. Jakaś teoria spiskowa... Idąc tym tropem jaki problem pozbawić kogoś majątku? Podstawiony notariusz, lewy podpis i żegnasz się z majątkiem. Tylko, że takie rzeczy się nie dzieją.
 
przekopiowanie go jakoś w miejsce wymazanego podpisu
Kopia nigdy nie będzie oryginałem. Wymyślasz nie stworzone rzeczy. Wątpię by jakikolwiek notariusz narażał swoją pracę zawodową. Co by z tego miał?
 
Nie da się fizycznie wymazać podpisu z dokumentu i "wstawić" podpis z innego dokumentu.
Inna sprawa że dokumenty kredytowe są w dwóch egzemplarzach i drugi zestaw ma bank. I co te bankowe też przerobił ze znajomym notariuszem?
Moim zdaniem nie ma możliwości żeby biegły orzekł że się podpisałeś na dokumencie którego nie podpisywałeś. Co najwyżej stwierdzi że nie może tego określić.
 
piotr_tola napisał:
W mojej pierwszej pracy w życiu ktoś podrobił podpis szefowej. Biegły nie był w stanie określić czy jest to fałszywka czy nie. Ale fakt - był to szybki zygzak, po tym kobieta zmieniła podpis.

No to teoretycznie mając przed sobą podpis osoby, która chcesz wrobić w kredyt możesz się idealnie wyuczyć podpisu i póżniej spróbować podpisać jak ona zaciągając kredyt. Przecież nawet ja zauważyłem, że podpisuję się różnie, więc jakim cudem grafolog mógłby wywnioskować, że ten podpis na umowie akurat jest podrobionu? Tym bardziej wtedy, kiedy osoba miałaby wyuczony idealnie podpis i podpisałaby się prawie identycznie zaciągając kredyt.

Reset321 napisał:
Kopia nigdy nie będzie oryginałem. Wymyślasz nie stworzone rzeczy. Wątpię by jakikolwiek notariusz narażał swoją pracę zawodową. Co by z tego miał?

To tylko hipoteza, ale też jestem zdania, że to mało prawdopodobne. Bardziej realne oceniam po prostu próbę wyuczenia się podpisu i spróbowania podpisania się jak osoba, która ma zostać wrobiona w kredyt.

Owner99 napisał:
Moim zdaniem nie ma możliwości żeby biegły orzekł że się podpisałeś na dokumencie którego nie podpisywałeś. Co najwyżej stwierdzi że nie może tego określić.

No czyli jest możliwe wrobienie osoby podpisując się tak jak ona, biegły w takim wypadku najwyżej nic nie wskóra i dla sądu pozostaną wtedy jedynie dowody świadków i pseudo-alibi osoby, która wzięła faktycznie kredyt i będzie pozorować jako poszkodowana.
 
Ostatnia edycja:
sebulowski napisał:
No to teoretycznie mając przed sobą podpis osoby, która chcesz wrobić w kredyt możesz się idealnie wyuczyć podpisu i póżniej spróbować podpisać jak ona zaciągając kredyt.

Bzdura. Nie da się idealnie wyuczyć czyjegoś podpisu, szczególnie patrząc na podpis. To jest ułożenie długopisu w ręce, nacisk, prowadzenie linii etc. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, choćby tego, że ręka fałszerza jest inaczej zbudowana i ma inne wyuczone odruchy niż Twoja ręka. Żeby chociaż zbliżyć się na poziom podrabiania czyjegoś podpisu w sposób niezauważalny dla grafologa to musiałby ktoś ćwiczyć przez lata i to nie patrząc na gotowy podpis, ale na to jak ktoś się podpisuje. Chcesz w sądzie twierdzić, że ktoś poświęcił lata praktyki żeby podrobić podpis pod jedną umową? Sąd Cię wyśmieje.

Ponawiam pytanie co z drugim egzemplarzem umowy, który jest w banku?
Co z pracownikiem banku z którym podpisywana była umowa? Przecież też zostanie powołany na świadka.
Pomijam już taki banalny fakt, że sprawa wyłudzenia kredytu to domena prawa karnego a nie pozwu cywilnego. Innymi słowy to co wypisujesz to jakieś piramidalne bzdury i wymysły.
 
Owner99 napisał:
Bzdura. Nie da się idealnie wyuczyć czyjegoś podpisu, szczególnie patrząc na podpis. To jest ułożenie długopisu w ręce, nacisk, prowadzenie linii etc.

Skąd ta pewność? Sam @piotr_tola napisał o jakieś byle gównianej sprawie, że podpis został podrobiony, a co jeżeli chodzi o setki tysięcy?

Owner99 napisał:
Pewnych rzeczy nie przeskoczysz, choćby tego, że ręka fałszerza jest inaczej zbudowana i ma inne wyuczone odruchy niż Twoja ręka. Żeby chociaż zbliżyć się na poziom podrabiania czyjegoś podpisu w sposób niezauważalny dla grafologa to musiałby ktoś ćwiczyć przez lata i to nie patrząc na gotowy podpis, ale na to jak ktoś się podpisuje..

To jest trochę inconsistent, bo przecież nawet ja widzę, że co podpis to inaczej się podpisuję to jakim cudem grafolog dojdzie, że akurat ten jedyny podpis został sfałszowany kiedy akurat zostałby odwzorowany z całą trafnością mojego realnego podpisu?

Owner99 napisał:
Ponawiam pytanie co z drugim egzemplarzem umowy, który jest w banku?
Co z pracownikiem banku z którym podpisywana była umowa? Przecież też zostanie powołany na świadka.
Pomijam już taki banalny fakt, że sprawa wyłudzenia kredytu to domena prawa karnego a nie pozwu cywilnego. Innymi słowy to co wypisujesz to jakieś piramidalne bzdury i wymysły.

Przecież sam napisałem, że to mało prawdopodobne, więc bardziej stawiam na próbę wyuczenia się podpisu.
 
sebulowski napisał:
Skąd ta pewność? Sam @piotr_tola napisał o jakieś byle gównianej sprawie, że podpis został podrobiony, a co jeżeli chodzi o setki tysięcy?

Widzisz różnicę między podpisaniem się za kogoś a dokładnym odwzorowaniem podpisu?


To jest trochę inconsistent, bo przecież nawet ja widzę, że co podpis to inaczej się podpisuję to jakim cudem grafolog dojdzie, że akurat ten jedyny podpis został sfałszowany kiedy akurat zostałby odwzorowany z całą trafnością mojego realnego podpisu?
Takim cudem że grafolog od tego jest żeby widzieć różnice których ty nie dosrzegasz.

Przecież sam napisałem, że to mało prawdopodobne, więc bardziej stawiam na próbę wyuczenia się podpisu.

Która część jest mało prawdopodobna? Że bank ma swoją kopie? To jest akurat pewnik.

Inna sprawa która tu się nie klei to skoro ktoś miałby Ciebie oskarżyć że wyłudziłeś kredyt na jego dane to czemu miałby na umowie być twój podpis? Chyba powinien tam być jego podrobiony podpis? Czyli musiałby podpisać się swoim podpisem ale tak jak ty byś go podrobił. Czyli już wyższa szkoła jazdy :D
 
Owner99 napisał:
Widzisz różnicę między podpisaniem się za kogoś a dokładnym odwzorowaniem podpisu?
Oczywiście, że tak i uważam, że mogło dojść do sytuacji gdzie został dokładnie odwzorowany mój podpis.

Owner99 napisał:
Która część jest mało prawdopodobna? Że bank ma swoją kopie? To jest akurat pewnik.
Nie, napisałem że skoro bank ma swoją drugą kopie to w takim razie odpada próba wymazania orginalnego podpisu i z pomocą notariusza wklepanie osoby, która ma zostać wrobiona. Nie wiedziałem, że bank ma swoją kopie, więc w takim razie pozostaje scenariusz, że mój podpis mógł zostać idealnie wyuczony i podpisany jak ja.

Owner99 napisał:
Inna sprawa która tu się nie klei to skoro ktoś miałby Ciebie oskarżyć że wyłudziłeś kredyt na jego dane to czemu miałby na umowie być twój podpis? Chyba powinien tam być jego podrobiony podpis? Czyli musiałby podpisać się swoim podpisem ale tak jak ty byś go podrobił. Czyli już wyższa szkoła jazdy

Nie zrozumiałeś mnie. Brat bierze na siebie kredyt i podpisuję się specjalnie jak ja, a potem daję sobie alibi, że w tym czasie nie mógł wziąść na siebie kredytu i póżniej oskarża mnie, że ja posłużyłem się jego dowodem osobistym i wziąłem kredyt na brata podpisując się niby za niego. Teraz rozumiesz? (wiem, że to zagmatwane.)
 
Ostatnia edycja:
Jak do rzekomego alibi ma się fakt że z bratem podpisywał umowę przedstawiciel banku? Prawdopodobnie w siedzibie banku. Czyli jest i świadek i prawdopodobnie nagranie z monitoringu. Czy też przekupieni?
 
Owner99 napisał:
Jak do rzekomego alibi ma się fakt że z bratem podpisywał umowę przedstawiciel banku? Prawdopodobnie w siedzibie banku. Czyli jest i świadek i prawdopodobnie nagranie z monitoringu. Czy też przekupieni?

Kredyt był brany na początku 2020r, więc chyba w takim wypadku świadek z placówki banku i nagranie z monitoringu odpada. Czyli jeżeli grafolog nie rozstrzygnie czyj to podpis to dla sądu jedynymi poszlakami pozostanie wtedy fałszywe 'alibi' brata, a ja nie będę miał żadnej możliwości obrony, bo dodatkowo brat po swojej stronie będzie miał rodzinę, która będzie traktowana jako 'obiektywni' świadkowie.
 
A niby dlaczego świadek z placówki i monitoring miałby odpadać?
Rozumiem że przez 2 lata kredyt nie był spłacany? Na czyje konto wypłacono pieniądze? Na czyj adres były wysyłane monity z banku o niesplacaniu rat?
Czy ty nie masz żadnego alibi? W tym czasie nic nie robiłeś?
Rodzina to nie są najlepsi świadkowie.
 
Owner99 napisał:
A niby dlaczego świadek z placówki i monitoring miałby odpadać?
No poważnie wierzysz w to, że uda się zlokalizować świadka z placówki, który w 2020r był przy podpisie umowy? Już nie wspominając o tym, że nawet jeżeliby się to udało to co faktycznie by to pomogło, kiedy z bratem jesteśmy podobni? Myślisz, że taka osoba mając tysiące klientów pamiętała by kto był przy umowie i jeszcze potrafiłaby rozróżnić, który konkretnie brat? Takie rzeczy chyba tylko w filmach.
Pozostaje jedynie monitoring, ale czy to prawdopodobne, że po takim czasie mieliby zapis z kamer? Założe się, że po kilku tygodniach wszystko idzie w kasacje, bo zajmowałoby to po prostu zbyt dużo pamięci, żeby pomieścić nagrania z każdego dnia w tak dużych ramach czasowych.

Owner99 napisał:
Rozumiem że przez 2 lata kredyt nie był spłacany?
Z tego co wiem została spłacona tylko jedna rata, właśnie kilka miesięcy temu kiedy dowiedziałem się o kredycie, żebym nie podejrzewał, że coś jest nie tak.

Owner99 napisał:
Na czyje konto wypłacono pieniądze?
Nawet nie wiem, możliwe że na konto mojego ojca, albo po prostu były wypłacone w bankomacie. Tylko, czy to coś zmienia, skoro mój ojciec się nawet z tym nie kryję i nie będzie krył przed sądem, że ma dostęp do brata konta i użył zapożyczonych środków. W sądzie natomiast skłamie, że to ja mu pomogłem wziąć kredyt, kiedy faktycznie zrobił to z bratem, który sobie załatwił przez te lata alibi.

Owner99 napisał:
Na czyj adres były wysyłane monity z banku o niesplacaniu rat?
Nie wiem, czy w ogóle były takie monity, z drugiej strony, czy musiały takie przychodzić? Kredyt mógł być wzięty z dużym czasem spłaty. Ale jeżeli, już to oczywiście pewnie na adres mojego brata, ale czy to coś zmienia?

Owner99 napisał:
Czy ty nie masz żadnego alibi? W tym czasie nic nie robiłeś?
Poważnie? :D
Czy ty pamiętasz co robiłeś 2 lata temu konkretnego dnia o konkretnej godzinie? A jeżeli chodzi Ci o to, że np. byłem w pracy i ktoś to potwierdzi, to niestety nie w moim przypadku, ponieważ pracuje zdalnie w domu, więc raczej trudno będzie znaleść alibi..

Owner99 napisał:
Rodzina to nie są najlepsi świadkowie.
Czy ja wiem? w takiej sytuacji? Rodzina zmówiła się z bratem przeciwko drugiemu synowi? Raczej brzmi mało prawdopodobnie, tym bardziej, że ja po swojej stronie nie będę miał żadnych popleczników.
 
Ostatnia edycja:
sebulowski napisał:
No poważnie wierzysz w to, że uda się zlokalizować świadka z placówki, który w 2020r był przy podpisie umowy? Już nie wspominając o tym, że nawet jeżeliby się to udało to co faktycznie by to pomogło, kiedy z bratem jesteśmy podobni? Myślisz, że taka osoba mając tysiące klientów pamiętała by kto był przy umowie i jeszcze potrafiłaby rozróżnić, który konkretnie brat? Takie rzeczy chyba tylko w filmach.
Pozostaje jedynie monitoring, ale czy to prawdopodobne, że po takim czasie mieliby zapis z kamer? Założe się, że po kilku tygodniach wszystko idzie w kasacje, bo zajmowałoby to po prostu zbyt dużo pamięci, żeby pomieścić nagrania z każdego dnia w tak dużych ramach czasowych.

A jaki to niby problem? Przecież bank ma dane pracownika. I myślisz, że instytucja która obraca milionami nie ma środków żeby archiwizować nagrania z monitoringu? Myślisz że nigdy im się nie przydają nagrania transakcji na setki, tysiące czy miliony złotych?
Dziwne że nie wierzysz, że ktoś będzie pamiętał klienta sprzed 2ch lat, ale wierzysz że ktoś magicznie przeniósł podpis z jednej kartki na drugą...

sebulowski napisał:
Z tego co wiem została spłacona tylko jedna rata, właśnie kilka miesięcy temu kiedy dowiedziałem się o kredycie, żebym nie podejrzewał, że coś jest nie tak.

sebulowski napisał:
Nawet nie wiem, możliwe że na konto mojego ojca, albo po prostu były wypłacone w bankomacie.

W bankomacie to się wybiera pieniądze z konta a nie odbiera pożyczkę...

sebulowski napisał:
Tylko, czy to coś zmienia, skoro mój ojciec się nawet z tym nie kryję i nie będzie krył przed sądem, że ma dostęp do brata konta i użył zapożyczonych środków. W sądzie natomiast skłamie, że to ja mu pomogłem wziąć kredyt, kiedy faktycznie zrobił to z bratem, który sobie załatwił przez te lata alibi.
Nie wiem, czy w ogóle były takie monity, z drugiej strony, czy musiały takie przychodzić? Kredyt mógł być wzięty z dużym czasem spłaty. Ale jeżeli, już to oczywiście pewnie na adres mojego brata, ale czy to coś zmienia?

To w końcu na ojca konto czy na konto brata?
I gdzieś ty widział kredyt który się spłaca po dwóch latach i w razie niespłacania bank ma to totalnie gdzieś i nie wysyła monitów o spłacie?
I co to zmienia? Nie no nic. Brat z ojcem powiedzą że na ich kontach pojawił się kredyt i oni go sobie wydali, spłacali nawet raty, odbierali monity z banku, ale po dwóch latach się kapnęli, że to ktoś inny wziął. I sąd w to uwierzy, bo tak powiedzieli. :lol:


sebulowski napisał:
Poważnie? :D
Czy ty pamiętasz co robiłeś 2 lata temu konkretnego dnia o konkretnej godzinie? A jeżeli chodzi Ci o to, że np. byłem w pracy i ktoś to potwierdzi, to niestety nie w moim przypadku, ponieważ pracuje zdalnie w domu, więc raczej trudno będzie znaleść alibi..

Może nie każdą minutę całego dnia, ale potrafię określić co robiłem danego dnia. Czy byłem w pracy na miejscu, czy na urlopie, czy w podróży i gdzie.
Rozumiem, że w twoim mniemaniu nikt nie jest w stanie określić co robił 2 lata temu poza Twoim bratem i ojcem, którzy dokładnie wiedzą gdzie byli i mają na to dowody jako alibi, że nie brali kredytu? :lol:


sebulowski napisał:
Czy ja wiem? w takiej sytuacji? Rodzina zmówiła się z bratem przeciwko drugiemu synowi? Raczej brzmi mało prawdopodobnie, tym bardziej, że ja po swojej stronie nie będę miał żadnych popleczników.

Zawsze kiedy rodzina świadczy na korzyść innego członka rodziny nie jest to wiarygodne ani dla sądu ani dla prokuratury. Szczególnie gdy zapewniają "alibi" dla osób łamiących prawo. Do takich zeznać i zapewnień podchodzi się sceptycznie jeżeli nie ma twardych dowodów, że mówią prawdę.
 
Owner99 napisał:
A jaki to niby problem? Przecież bank ma dane pracownika. I myślisz, że instytucja która obraca milionami nie ma środków żeby archiwizować nagrania z monitoringu? Myślisz że nigdy im się nie przydają nagrania transakcji na setki, tysiące czy miliony złotych?
No jakoś średnio to widzę, żeby trzymali nagrania sprzed kilku lat, ale jeżeli to prawda to też nie od razu znaczy, że mogłoby posłużyć to dla mnie jako dowód obronny. Bo tak jak pisałem z bratem jestem podobny, a znając życie te kamery za dużej rozdzielczości nie mają. Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że brat od ponad roku goli się praktycznie na łyso mimo, że przez większość życia dbał o wygląd i chodził w długich włosach. Teraz tłumaczy to czemu mógłby to robić, bo raczej nie 'oszpecał' by się na zawołanie.

Owner99 napisał:
Dziwne że nie wierzysz, że ktoś będzie pamiętał klienta sprzed 2ch lat, ale wierzysz że ktoś magicznie przeniósł podpis z jednej kartki na drugą...
Bo to jest raczej mało prawdopodobne patrząc na to ile taki konsultant w banku ma dziennie klientów, a tutaj chodzi o okres kilku lat. I proszę nie manipuluj, przecież sam napisałem, że te przeniesienie podpisu jest w takim razie nie realne, a pytałem raczej w celu upewnienia, jako możliwość hipotetyczna, czy byłoby to realne do zrobienia, bo tak jak wcześniej pisałem, że ojciec ma dobrego znajomego notariusza.

Owner99 napisał:
W bankomacie to się wybiera pieniądze z konta a nie odbiera pożyczkę...
No tak, ale kto powiedział, że pożyczka musiała być wzięta do ręki? Przecież mogła wpłynąć na konto bankowe? Po za tym nie wiem, czy to wiele zmienia, bo ojciec raczej nie będzie ukrywał, że sam korzystał z tych pieniądzy, bo nic mu raczej z tego faktu nie grozi. Wystarczy zrzucić odpowiedzialność za podpisanie umowy o kredyt na mnie i to ja wtedy poniosę największą odpowiedzialność, będę musiał spłacać kredyt i będzie mi grozić odpowiedzialność za podpisanie niekorzystnej umowy bez kogoś wiedzy.

Owner99 napisał:
To w końcu na ojca konto czy na konto brata?
Kredyt został wzięty na konto brata, ale co się stało z pieniędzmi nie mam kompletnie pojęcia. Ojciec kupował rok temu mieszkanie, więc możliwe, że poszły właśnie w nieruchomość.

Owner99 napisał:
I gdzieś ty widział kredyt który się spłaca po dwóch latach i w razie niespłacania bank ma to totalnie gdzieś i nie wysyła monitów o spłacie?

Nie wiem, kompletnie nie znam się na zasadach brania kredytów, bo nigdy w życiu nie brałem żadnego. Równie dobrze monity mogły przychodzić do brata, ale nic mi przynajmniej o tym nie wiadomo.

Owner99 napisał:
I co to zmienia? Nie no nic. Brat z ojcem powiedzą że na ich kontach pojawił się kredyt i oni go sobie wydali, spłacali nawet raty, odbierali monity z banku, ale po dwóch latach się kapnęli, że to ktoś inny wziął. I sąd w to uwierzy, bo tak powiedzieli.
Że co? Widzę, że dalej kompletnie nie rozumiesz jak ten przekręt będzie wyglądał. Brat w sądzie zezna, że nic nie podpisywał ze względu, że załatwił sobie specjalnie fałszywe 'alibi'. A ojciec to potwierdzi i fałszywie zezna, że to ja pomagałem mu wziąć kredyt na brata. I czemu sąd miałby w to nie uwierzyć, tym bardziej że wszystko mieli zaplanowane od A do Z od 3lat, więc idealnie się przygotowali.

Owner99 napisał:
Rozumiem, że w twoim mniemaniu nikt nie jest w stanie określić co robił 2 lata temu poza Twoim bratem i ojcem, którzy dokładnie wiedzą gdzie byli i mają na to dowody jako alibi, że nie brali kredytu?

I po co ten zgryżliwy ton? Już pomijając, że tworzysz sobie jakieś swoje wizje i dopowiadasz... Ojciec nie ma raczej żadnego alibi i nie wiem na co miałby mieć, skoro to nie na niego był brany kredyt, tylko na brata? A jeżeli chodzi o brata alibi polega na tym, że pod koniec 2019r. zaczął konfabulować chorobę coś na pozór nerwicy, czy zaburzeń obsesyjno kompulsywnych w której między innymi boi się swojego imienia i nazwiska, robienia sobie zdjęć i innych mniej związanych opcji z kredytem (ale trudno nie powiązać korelacji w tej jego chorobie z czasem i dziwnymi nietypowymi objawami.) Za ten czas załatwił sobie żaswiadczenia od psychologów/psychiatrów, że nie może odbierać żadnej korespondencji, ani nigdzie się podpisywać, bo zachorował na tą mityczną chorobę. Tak jak pisałem, sprawa jest dużo bardziej złożona i zagmatwana, ale piszę najkrócej jak się da, bo powstałaby tutaj litania tekstu.

Owner99 napisał:
Zawsze kiedy rodzina świadczy na korzyść innego członka rodziny nie jest to wiarygodne ani dla sądu ani dla prokuratury. Szczególnie gdy zapewniają "alibi" dla osób łamiących prawo. Do takich zeznać i zapewnień podchodzi się sceptycznie jeżeli nie ma twardych dowodów, że mówią prawdę.

Ale jest różnica w przypadku kiedy rodzina świadczy na korzyść innego członka, kiedy w sprawę zamieszany jest ktoś spoza rodziny, a sytuacja w której członkowie rodziny bronią jednego członka, a oskarżają drugiego. Chyba widzisz zasadniczą różnice, która tym bardziej działa na moją niekorzyść.
 
Ostatnia edycja:
sebulowski napisał:
No jakoś średnio to widzę, żeby trzymali nagrania sprzed kilku lat, ale jeżeli to prawda to też nie od razu znaczy, że mogłoby posłużyć to dla mnie jako dowód obronny. Bo tak jak pisałem z bratem jestem podobny, a znając życie te kamery za dużej rozdzielczości nie mają. Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że brat od ponad roku goli się praktycznie na łyso mimo, że przez większość życia dbał o wygląd i chodził w długich włosach. Teraz tłumaczy to czemu mógłby to robić, bo raczej nie 'oszpecał' by się na zawołanie.

No tak, bo instytucje finansowe obracające milionami robią nagrania ziemniakami...

sebulowski napisał:
No tak, ale kto powiedział, że pożyczka musiała być wzięta do ręki? Przecież mogła wpłynąć na konto bankowe? Po za tym nie wiem, czy to wiele zmienia, bo ojciec raczej nie będzie ukrywał, że sam korzystał z tych pieniądzy, bo nic mu raczej z tego faktu nie grozi. Wystarczy zrzucić odpowiedzialność za podpisanie umowy o kredyt na mnie i to ja wtedy poniosę największą odpowiedzialność, będę musiał spłacać kredyt i będzie mi grozić odpowiedzialność za podpisanie niekorzystnej umowy bez kogoś wiedzy.

Nawet przyjmując, że ktoś uwierzy że kredyt został wyłudzony to uważasz, że osobie która pieniądze z tego kredytu wzięła nic nie grozi? Serio?

sebulowski napisał:
Kredyt został wzięty na konto brata, ale co się stało z pieniędzmi nie mam kompletnie pojęcia. Ojciec kupował rok temu mieszkanie, więc możliwe, że poszły właśnie w nieruchomość.

Nie wiem, kompletnie nie znam się na zasadach brania kredytów, bo nigdy w życiu nie brałem żadnego. Równie dobrze monity mogły przychodzić do brata, ale nic mi przynajmniej o tym nie wiadomo.

Że co? Widzę, że dalej kompletnie nie rozumiesz jak ten przekręt będzie wyglądał. Brat w sądzie zezna, że nic nie podpisywał ze względu, że załatwił sobie specjalnie fałszywe 'alibi'. A ojciec to potwierdzi i fałszywie zezna, że to ja pomagałem mu wziąć kredyt na brata. I czemu sąd miałby w to nie uwierzyć, tym bardziej że wszystko mieli zaplanowane od A do Z od 3lat, więc idealnie się przygotowali.

I po co ten zgryżliwy ton? Już pomijając, że tworzysz sobie jakieś swoje wizje i dopowiadasz... Ojciec nie ma raczej żadnego alibi i nie wiem na co miałby mieć, skoro to nie na niego był brany kredyt, tylko na brata? A jeżeli chodzi o brata alibi polega na tym, że pod koniec 2019r. zaczął konfabulować chorobę coś na pozór nerwicy, czy zaburzeń obsesyjno kompulsywnych w której między innymi boi się swojego imienia i nazwiska, robienia sobie zdjęć i innych mniej związanych opcji z kredytem (ale trudno nie powiązać korelacji w tej jego chorobie z czasem i dziwnymi nietypowymi objawami.) Za ten czas załatwił sobie żaswiadczenia od psychologów/psychiatrów, że nie może odbierać żadnej korespondencji, ani nigdzie się podpisywać, bo zachorował na tą mityczną chorobę. Tak jak pisałem, sprawa jest dużo bardziej złożona i zagmatwana, ale piszę najkrócej jak się da, bo powstałaby tutaj litania tekstu.

Podsumowując, uważasz że ktoś uwierzy, że kredyt wziąłeś Ty podszywając się pod brata, ale podałeś konto brata, brat z ojcem wydali pieniądze, spłacali nawet podobno raty i dopiero po kilku latach się skapnęli że te pieniądze są z lipnego kredytu. I kto ma w to uwierzyć? Kto miałby być tak głupi żeby w taką bajkę uwierzyć?

sebulowski napisał:
Ale jest różnica w przypadku kiedy rodzina świadczy na korzyść innego członka, kiedy w sprawę zamieszany jest ktoś spoza rodziny, a sytuacja w której członkowie rodziny bronią jednego członka, a oskarżają drugiego. Chyba widzisz zasadniczą różnice, która tym bardziej działa na moją niekorzyść.

Nie ma tu żadnej różnicy. Kompletnie żadnej. Nawet pomijając absurdalność historii jaką chcieliby sprzedać to zeznania członków rodziny na korzyść innego członka rodziny nawet przeciwko jeszcze innemu członkowi rodziny nadal są mało wiarygodne.

Ogólnie to ręce opadają jak się czyta takie teorie. Ja temat kończę, wróć jak już sprawa trafi do sądu.
 
Owner99 napisał:
No tak, bo instytucje finansowe obracające milionami robią nagrania ziemniakami...
No własnie nie wiem, ale założe się, że Ty też nie możesz mieć pewności, bo raczej banki nie udzielają takich informacji (jak długo gromadzą takie nagrania, w jakiej jakości itp) A po za tym tak jak pisałem, takie nagranie wcale nie musi być wzięte przez sąd jako znaczący dowód w sprawie skoro z bratem jesteśmy podobni, a do tego teraz brat chodzi praktycznie łysy i nikt mu nie udowodni, że może robić to celowo.


Owner99 napisał:
Nawet przyjmując, że ktoś uwierzy że kredyt został wyłudzony to uważasz, że osobie która pieniądze z tego kredytu wzięła nic nie grozi? Serio?

Tylko przypominam, że to nie jest jakaś obca osoba dla brata, tylko ojciec. I brat w sądzie zrobi wszystko, żeby ojciec uniknął jakiejkolwiek odpowiedzialności. Sam brat ma bardzo dobre relację z ojcem, więc równie dobrze ojciec wymyśli, że te pieniądze włożył w mieszkanie, które ma być w spadku dla mnie i brata. A sąd oczywiście weżmie pod uwagę takie okoliczności i inaczej będzie patrzył na sytuacje. Najważniejsze będzie kto podpisał umowę o kredyt, bo ta osoba odpowiada wtedy za zadość uczynienie wobec osoby na która została sporządzona niekorzystna umowa (art. 270 kk)

Owner99 napisał:
Podsumowując, uważasz że ktoś uwierzy, że kredyt wziąłeś Ty podszywając się pod brata, ale podałeś konto brata, brat z ojcem wydali pieniądze, spłacali nawet podobno raty. I kto ma w to uwierzyć? Kto miałby być tak głupi żeby w taką bajkę uwierzyć?
Po 1 brat nie wydał żadnych pieniędzy, ojciec zarządzał jego kontem i to on użył te pieniądze. Albo w kupno mieszkania, albo po prostu sobie przelał na swoje konto.

Po 2 dlaczego sąd ma w tą wersje nie uwierzyć, skoro po brata stronie będzie ojciec i matka z którą są po rozwodzie? Matka potwierdzi, że faktycznie miał tą chorobę, pomijając już fakt, że załatwił sobie dodatkowo przez ten czas zaświadczenia. Więc oczywiste, że to ja będę na straconej i mało wiarygodnej pozycji, bo po pierwsze nie będę miał żadnego alibi ani nikogo po swojej stronie, a po drugie takie sytuacje kiedy własna rodzina planuję tak wyrafinowany plan przeciwko swojemu synowi jest czymś bardzo mało realnym, a Ty jeszcze piszesz, że to im sąd nie uwierzy? Chyba na odwrót...

Owner99 napisał:
spłacali nawet podobno raty i dopiero po kilku latach się skapnęli że te pieniądze są z lipnego kredytu. I kto ma w to uwierzyć? Kto miałby być tak głupi żeby w taką bajkę uwierzyć?
Że co? Skapneli się, że te pieniądze są z lipnego kredytu? O czym ty piszesz?
Przecież nikt się nagle nie 'skapł' tylko wszystko było przemyślane od choroby po kredyt, czego jeszcze nie rozumiesz?

Owner99 napisał:
Nie ma tu żadnej różnicy. Kompletnie żadnej. Nawet pomijając absurdalność historii jaką chcieliby sprzedać to zeznania członków rodziny na korzyść innego członka rodziny nawet przeciwko jeszcze innemu członkowi rodziny nadal są mało wiarygodne.

Ale powiedz mi co tutaj jest absurdalnego i niewiarygodnego? Choroba brata? Owszem, może i trochę tak, ale przypominam, że jakoś psycholodzy i psychiatrzy nie mają problemów mu wystawiać zaświadczeń, że to jakiś rodzaj nerwicy połączonych z zaburzeniami obsesyjno kompulsywnymi. Dodam, że on faktycznie przez dłuższy czas robił pozory typowej osoby z nerwicą (że sam przez jakiś czas mu wierzyłem):
mył kilka razy ręce, cofał się po kilka razy, czyli umiejętnie połączył realne objawy takiej choroby z tym co pisałem wcześniej, czyli że kazał również w jego obecności nie używać jego imienia ani nazwiska, nie robić mu zdjęć, nie wymawiać pewnych liczb, bo niby wywoływało to u niego jakieś kompulsję nerwowe. Po prostu piszę bardzo oszczędnie i dużo szczegółów najzwyczajniej tutaj nie piszę, ale uwierz mi, że sąd na pewno nie będzie miał powodów, żeby nie wierzyć w tą jego chorobę, już pomijając fakt, że po swojej stronie będzie miał ojca i przede wszystkim matkę, która jako, że jest po rozwodzie z ojcem będzie sprawiać wrażenie 'obiektywnego' świadka.

Owner99 napisał:
Ogólnie to ręce opadają jak się czyta takie teorie. Ja temat kończę, wróć jak już sprawa trafi do sądu.
Może dlatego, że nie czytasz ze zrozumieniem i wciąż podaje bardzo mało szczegółów? Wyskoczyłeś z tekstem, że "ojciec z bratem nagle się skapli, że kredyt to lipa i dlatego postanowili mnie wrobić"
No mi właśnie ręce opadają jak czytam takie coś i jakim cudem wywnioskowałeś taką teorie kiedy cały czas piszę, że kredyt był wzięty z premedytacją.
W skrócie:
2019r - brat zaczyna konfabulować chorobę
2020r - biora kredyt
Mijają 2 lata, maleje szansa na dojście do monitoringu i świadków z banku, przy okazji przez ten czas brat zbiera pseudo-dowody na swoją chorobę, czyli chodzenie po psychologach/psychiatrach, żeby uwiarygodnić to teraz przed sądem, że nie mógł się podpisać.
No i teraz wiem, że moja matka dała pozew do sądu, że ojciec wykorzystał mojego brata, żeby oczywiście wyjśc na osobę, która jest pokłócona i nie ma dobrych relacji z ojcem i póżniej z takiej pozornie 'obiektywnej' pozycji już podczas rozprawy to ze mnie zrobią kozła ofiarnego, który się podpisał, bo chciał np. pomóc ojcu na czas kiedy brat niby nie mógł się podpisać.

Sąd jak najbardziej w taką wersję uwierzy ze względu właśnie na okoliczności. To właśnie mi nikt nie uwierzy, idealnym przykładem jesteś ty, wyskakując z tekstem, że to zbyt wielkie 'teorie'.
I to jest właśnie clue, jak się robi przekręt na setki tysięcy to poświecisz nawet kilka lat, żeby uwiarygodnić swoją wersję.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra