Polskie Auta jezdzace w niemczech

  • Autor wątku Autor wątku wiki88
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

wiki88

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2014
Odpowiedzi
1
Witam. Mam pytanie odnosnie uzytkowania pojazdu osobowego zarejestrowanego w polsce ale uzytkowanego na terenie niemiec.Wlascicielem samochodu jest osoba niespokrewniona a mianowicie maz kolezanki. Mam obywatelstwo niemieckie jak i rowniez mieszkam i pracuje w niemczech, obecnie na macierzynskim.Powiedziano mi,ze moge bez problemu uzytkowac pojazd za granica na polskich nr. rejestracyjnych jezeli zrobie sobie umowe notarialna z wlascicielem pojazdu o uzyczeniu samochodu na czas nieokreslony i umowa ta bedzie przetlumaczona na jezyk niemiecki przez tlumacza przysieglego.
Pytanie czy grozi mi jakas kara badz koszta albo czy musze zaplacic jakis podatek z tego tytulu? Auto uzytkuje od 2009 roku a dzis poraz pierwszy mialam kontrole z tego tytulu. Co zrobic i jak mozna sie tlumaczyc jezeli zajdzie taka ewentualnosc?

Bardzo prosze o pomoc w tej sprawie i szybka odpowiedz

wiki88
 
Ten temat byl sto razy walkowany na roznych forach polskich. Przepisy niemieckie mowia wyraznie, ze nie liczy sie wlasciciel samochodu, tylko miejsce jego uzytkowania. W Niemczech jest podatek drogowy (kfz-steuer), ktory trzeba placic za pojazdy uzytkowane w wiekszosci na ternie Niemiec. Na poczatek, gdy ktos jeszcze nie jest pewny, czy zostanie tu dluzej, w niektorych landach jest mozliwosc oplacenia tego podatku, ale pozostawienia auta na poczatek na tablicach polskich. Ale generalnie po pewnym czasie (tu prawnicy sie troche spieraja) najpozniej po roku taki samochod trzeba albo zarejestrowac na tablice niemieckie albo oddac wlascicielowi w Polsce.

Uchylanie sie od placenia podatku drogowego moze przyniesc nieprzyjemnie konsekwencje karno-skarbowe
 
cytat z gazety.
Niemcy odkręcają rejestracje Polakom
Policja w Kolonii poluje na auta Polaków mieszkających w Niemczech i zabiera im polskie tablice rejestracyjne. Chce ich zmusić do płacenia podatku drogowego.

Dwa miesiące temu Marek Firmanty, Polak spod Kielc, który mieszka i pracuje w Kolonii, wyjeżdżał ze swojego garażu. Po kilkunastu metrach forda fiestę pana Firmantego zatrzymał patrol niemieckiej policji. Policjanci sprawdzili nazwisko kierowcy w komputerze, a chwilę później jeden z nich scyzorykiem odkręcił tablice rejestracyjne i skonfiskował dowód rejestracyjny.

- Zostawił mnie na ulicy. Napisał na kartce nazwisko i numer telefonu do prezydium policji, powiedział "cześć" i odjechał. Żadnego protokołu nie zostawił - mówi pan Marek. Auto trzyma teraz w garażu.

"Naszemu znajomemu tablice po prostu oderwali"

- Dobrze, że tylko odkręcili. Naszemu znajomemu tablice po prostu oderwali - dodaje Edward Wiatr, też z Kolonii. Pan Wiatr kupił sobie w Niemczech renault lagunę, zawiózł auto do Polski, przerejestrował i wrócił do Niemiec. Kilka tygodni temu policjanci odkręcili mu tablice.

- Przewiozłem auto do Polski. Nie mogę go na nowo zarejestrować, bo blachy ma niemiecka policja. Mieli mi je oddać, ale mija kolejny miesiąc i nic. Napisałem na niemiecką policję skargę, ale nie odpowiedzieli.

Polscy dyplomaci w zachodnich Niemczech co miesiąc mają kilkanaście podobnych przypadków. Najwięcej z Kolonii, Düsseldorfu i Zagłębia Ruhry.

Policjanci odkręcają mieszkającym tam Polakom tablice, po to by ci przerejestrowali auta i zaczęli płacić niemiecki podatek drogowy.

"Gdyby nie kontrole, wielu Niemców przerejestrowałoby samochody w Polsce"
Zgodnie z prawem auto trzeba przerejestrować najpóźniej pół roku po zameldowaniu się w Niemczech. Polacy, którzy założyli za Odrą firmy, nie robią tego, bo polskie ubezpieczenie i przeglądy techniczne są znacznie tańsze od niemieckich. Ponadto w Polsce podatek jest w cenie paliwa, a w Niemczech płaci się go osobno - ok. 150 euro rocznie za auto osobowe.

- Gdyby nie kontrole policji, wielu Niemców przerejestrowałoby samochody w Polsce, by zaoszczędzić - mówi mi niemiecki urzędnik. - I kto by płacił podatki na drogi?

Przerejestrowanie auta w Niemczech to biurokratyczny korowód

Przerejestrowanie auta w Niemczech to biurokratyczny korowód, który się ciągnie tygodniami. Ponadto nie wszystkie auta, które przechodzą badania techniczne w Polsce, przejdą je w Niemczech.

Pytanie tylko, czy niemiecka policja ma prawo konfiskować tablice rejestracyjne. - To przecież dokument wystawiony przez polski urząd. Jesteśmy w Unii Europejskiej. Niemcy mogą dochodzić zaległego podatku, ale od rejestracji powinni trzymać się z daleka. Każdy, kogo coś takiego spotka, powinien zaskarżyć działania policji do sądu. W ciągu tygodnia powinien mieć tablice z powrotem - twierdzi Andreas Gurok, polski adwokat z Düsseldorfu. - W kilku przypadkach wystarczyło, że zadzwoniłem na komendę, i blachy wróciły do właścicieli - opowiada. Jeśli już policja zabrała blachy, powinna wysłać je do polskiej ambasady, a ta przesłać do kraju - do urzędu, który je wydał.

Berlin: Polacy są sami sobie winni

Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. - Generalnie rejestracje ściągane są wtedy, gdy auto nie jest ubezpieczone. W ten sposób uniemożliwia się dalszą jazdę - mówi Wolfgang Badels z prezydium policji w Kolonii. Obiecuje jednak wyjaśnić sprawę.

Według ambasady w Berlinie, w dużej mierze jesteśmy sobie sami winni. Kilka razy udało się wyciągnąć od Niemców tablice, potem okazywało się, że rodak zakładał je z powrotem i dalej nie płacił podatku drogowego.

- Ciągle o tym rozmawiamy z Niemcami. W zeszłym roku wydawało się, że porozumieliśmy się, iż ściganie rejestracji nie powinno być metodą na egzekwowanie płacenia podatków. Po prostu nie mieści mi się w głowie, że niemiecki policjant mógł zabrać tablice i nie zostawić żadnego protokołu - mówi Mieczysław Muszyński, radca w polskiej ambasadzie w Berlinie.

źródło: Gazeta Wyborcza
 
Powrót
Góra