P
pomozcieprosze
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2010
- Odpowiedzi
- 17
Witam serdecznie.
Żona pracowała ostatni miesiąc na umowie zlecenie w sklepie spożywczym. Została pomówiona (ona i "kierowniczka") o kradzież zarówno towarów, jak i gotówki (nieokreślona ilość). Pracodawca straszy sądem i stwierdził, że o wynagrodzeniu "mogą sobie pomarzyć".
Uprzejmie proszę o pomoc, jak to zacząć?
1. W sklepie nie był prowadzony rejestr KP/KW, nie przeszkolono kasjerek jak rzeczywiście powinno się rozliczać gotówkę (przy zmianie itd.), a szefostwo przyjeżdżało, brało pieniądze co jakiś czas i nigdzie to nie było uwzględniane.
2. Szefostwo wywiozło cały asortyment celem przeprowadzenia remanentu i wykazania kradzieży/braków towaru. Bez udziału pracowników i osób postronnych będą to przeprowadzać.
3. Dwójkę pracowników przekupili, żeby zeznali na korzyść pracodawcy i na nagraniu na telefonie oświadczają, że potwierdzają za zarzuty pracodawcy wobec oskarżanych osób.
4. W sklepie nie ma monitoringu. Żadna kradzież nie została uwieczniona na monitoringu itp., nikt nikogo za rękę nie złapał z szefostwa, ani współpracowników. Poza tym zamknęli sklep na kilka dni celem wyjaśnień braków finansowych i stanowych i za parę dni znów otwierają.
5. Na ostatnim zebraniu przy użyciu donośnego głosu, żona i "kierowniczka" zostały znów straszone sądem, że ich podlicza za wszystko.
6. Podobno (muszę to sprawdzić jeszcze) pracownicy nie zostali zgłoszeni do ZUS, mimo podpisanych umów.
7. Spółka ma długi, co łatwo idzie ustalić w internecie. Nie robili przelewów, tylko wybierali pieniądze z innych swoich sklepów celem "uzbierania" na wypłaty.
8. Żona nie dostała kopii wypowiedzenia umowy od szefostwa.
Czy powinno się bać o wyrok w sądzie, czy sprawa jest od ręki do wygrania i jeszcze można ową spółkę pociągnąć do odpowiedzialności za pomówienia i pozbawienie wynagrodzenia?
Pozdrawiam
Żona pracowała ostatni miesiąc na umowie zlecenie w sklepie spożywczym. Została pomówiona (ona i "kierowniczka") o kradzież zarówno towarów, jak i gotówki (nieokreślona ilość). Pracodawca straszy sądem i stwierdził, że o wynagrodzeniu "mogą sobie pomarzyć".
Uprzejmie proszę o pomoc, jak to zacząć?
1. W sklepie nie był prowadzony rejestr KP/KW, nie przeszkolono kasjerek jak rzeczywiście powinno się rozliczać gotówkę (przy zmianie itd.), a szefostwo przyjeżdżało, brało pieniądze co jakiś czas i nigdzie to nie było uwzględniane.
2. Szefostwo wywiozło cały asortyment celem przeprowadzenia remanentu i wykazania kradzieży/braków towaru. Bez udziału pracowników i osób postronnych będą to przeprowadzać.
3. Dwójkę pracowników przekupili, żeby zeznali na korzyść pracodawcy i na nagraniu na telefonie oświadczają, że potwierdzają za zarzuty pracodawcy wobec oskarżanych osób.
4. W sklepie nie ma monitoringu. Żadna kradzież nie została uwieczniona na monitoringu itp., nikt nikogo za rękę nie złapał z szefostwa, ani współpracowników. Poza tym zamknęli sklep na kilka dni celem wyjaśnień braków finansowych i stanowych i za parę dni znów otwierają.
5. Na ostatnim zebraniu przy użyciu donośnego głosu, żona i "kierowniczka" zostały znów straszone sądem, że ich podlicza za wszystko.
6. Podobno (muszę to sprawdzić jeszcze) pracownicy nie zostali zgłoszeni do ZUS, mimo podpisanych umów.
7. Spółka ma długi, co łatwo idzie ustalić w internecie. Nie robili przelewów, tylko wybierali pieniądze z innych swoich sklepów celem "uzbierania" na wypłaty.
8. Żona nie dostała kopii wypowiedzenia umowy od szefostwa.
Czy powinno się bać o wyrok w sądzie, czy sprawa jest od ręki do wygrania i jeszcze można ową spółkę pociągnąć do odpowiedzialności za pomówienia i pozbawienie wynagrodzenia?
Pozdrawiam