M
Mhrok
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2015
- Odpowiedzi
- 4
Cześć,
ponad półtora roku temu próbowałem zakupić książki w jakimś małym sklepie internetowym. Dzień po zakupie i opłaceniu zamówienia sklep je anulował z powodów technicznych (jakieś problemy po ich stronie). Dzień później poprosiłem ich emailowo o zwrot pieniędzy na konto. Wtedy kontakt stał się mocno utrudniony, nie odbierali telefonów, nie odpisywali na emaile.
Po tygodniu od tego napisany został post na jednym z forów z suchą relacją z przebiegu wydarzeń i pytaniem "co zrobić" (nie podam dokładnej treści, zbyt łatwo byłoby wyszukać
). Warto nadmienić, że już wtedy został przekroczony czas na oddanie pieniędzy przez sklep (podany przez sam sklep).
Jakiś czas potem sklep oddał pieniądze (po przedsądowym wezwaniu do zapłaty, co zostało mi doradzone przez Powiatowego Rzecznika Konsumentów).
Tutaj historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, że kilka tygodni temu sklep odezwał się do mnie w sprawie tego komentarza opublikowanego w internecie, który zarzuca popełnienie tym komentarzem "szkalowania uczciwej firmy".
Wśród zarzutów przewija się również oczernianie, rozpowszechnianie kłamliwych informacji i kilka innych problemów.
Tutaj pytanie do osób znających się na temacie: Czy post w internecie opisujący bieżący stan rzeczy (bez opinii) może być sensowną podstawą do kary, czy raczej ktoś sobie coś uroił i nic mi się nie stanie? Czy konsument ma prawo do relacji przebiegu transakcji ze sklepem (dlatego ten dział)?
Dodam jeszcze tylko, że sklep chce się sądzić z 212 art. kk.
ponad półtora roku temu próbowałem zakupić książki w jakimś małym sklepie internetowym. Dzień po zakupie i opłaceniu zamówienia sklep je anulował z powodów technicznych (jakieś problemy po ich stronie). Dzień później poprosiłem ich emailowo o zwrot pieniędzy na konto. Wtedy kontakt stał się mocno utrudniony, nie odbierali telefonów, nie odpisywali na emaile.
Po tygodniu od tego napisany został post na jednym z forów z suchą relacją z przebiegu wydarzeń i pytaniem "co zrobić" (nie podam dokładnej treści, zbyt łatwo byłoby wyszukać
Jakiś czas potem sklep oddał pieniądze (po przedsądowym wezwaniu do zapłaty, co zostało mi doradzone przez Powiatowego Rzecznika Konsumentów).
Tutaj historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, że kilka tygodni temu sklep odezwał się do mnie w sprawie tego komentarza opublikowanego w internecie, który zarzuca popełnienie tym komentarzem "szkalowania uczciwej firmy".
Wśród zarzutów przewija się również oczernianie, rozpowszechnianie kłamliwych informacji i kilka innych problemów.
Tutaj pytanie do osób znających się na temacie: Czy post w internecie opisujący bieżący stan rzeczy (bez opinii) może być sensowną podstawą do kary, czy raczej ktoś sobie coś uroił i nic mi się nie stanie? Czy konsument ma prawo do relacji przebiegu transakcji ze sklepem (dlatego ten dział)?
Dodam jeszcze tylko, że sklep chce się sądzić z 212 art. kk.
Ostatnia edycja: