Potrącenie pieszego na pasach

  • Autor wątku Autor wątku AndSt
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

AndSt

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2017
Odpowiedzi
6
Witam wczoraj zdarzył mi się wypadek. Niestety potrąciłem pieszego na pasach.
Jechałem przepisowo około 50 km/h, na skrzyżowaniu bez świateł. Widziałem osobę na pasach, która jak mi się wydaje schodziła już z pasów, ale nagle zrobiła jakiś dziwny manewr i odwróciła się z powrotem na pasy jakby chciała się cofnąć. Wtedy zacząłem hamować, co niestety skutkowało poślizgiem bo mocno padał deszcz. Wpadłem w poślizg uderzając najpierw bocznymi kołami w wysoki krawężnik i następnie w tą osobę. Na jezdni byłem sam nie było innych pojazdów. Tą osobą okazał się prawdopodobnie bezdomny, kiedy ja ściągałem go z ulicy w bezpieczne miejsce, inny kierowca już zadzwonił po pogotowie. Osoba była przytomna, z tego co mi powiedział to ze boli go tylko noga, która była jakaś skręcona albo złamana. W sumie nic nie mówił - jedyne co go interesowało to alkohol, który miał ze sobą i czy w szpitalu dostanie jedzenie. Następnie przyjechała straż i policja.
Zabrano mi dowód rejestracyjny i prawo jazdy. Zarówno ja jak i poszkodowany byliśmy trzeźwi. Nigdy nie byłem karany mandatem oprócz malej stłuczki, właściwie zadrapania zderzaka. Prawo jazdy mam od 11 lat.
Jak byłem w radiowozie zabrali poszkodowanego, niestety nie wiem do jakiego szpitala. Kiedy już ochłonąłem chciałem się dowiedzieć od policji jaki jest jego stan zdrowia, to poinformowali mnie, że takich rzeczy nie ujawniają, że dowiem się na sprawie. W szpitalach też nie udzielają takich informacji, jak nie jest się z rodziny. Więc dokładnie nie wiem co jest poszkodowanemu.

Mam kilka pytań:
1. Ile się czeka na takie wezwanie w ramach przesłuchania na komisariacie?
2. W jakim czasie może dojść do sprawy w sądzie?
3. Czy warto wynajmować jakiegoś prawnika w tej sytuacji?
4. Sprawa może zakończyć się w sądzie albo zaocznie, co w takim przypadku byłoby lepsze - czy warto przyznać się ze jest się winnym, bo tak do końca nie jestem pewien, ponieważ osoba dziwnie się zachowywała na tych pasach.
5. Skąd jest brane ewentualne odszkodowanie dla takiej osoby - czy wszystko pokrywa OC?
6. Czy warto na własna rękę szukać tego poszkodowanego, bo zarówno policja jak i znajomy odradza mi takie spotkanie?
7. Jaka może być kara za takie potrącenie: grzywna, mandat, odebranie prawa jazdy, kara w zawieszeniu czy jakieś inne konsekwencje?
 
ad 1. Różnie.
ad 2. Różnie.
ad 3. Poczekałbym z tym do czasu otrzymania zarzutu - z tego, co piszesz nie wiadomo czy będzie to przestępstwo, czy wykroczenie.
ad 4. Sprawa skończy się w sądzie. Może jedynie odbyć się bez rozprawy. Jeżeli dostaniesz wyrok nakazowy, to możesz zdecydować czy ci odpowiada, czy też chcesz składać sprzeciw. Z opisu wynika, że jesteś jedynym winnym potrącenia.
ad 5. Tak.
ad 6. Nikt ci nie udzieli takich informacji.
ad 7. W zależności od kwalifikacji: grzywna, ograniczenie wolności, pozbawienie wolności, zakaz kierowania.
 
Dziękuję Ripper za odpowiedzi. No nic teraz pozostaje tylko czekać na wezwanie i ewentualne zarzuty.
 
A ja myślę, że pieszy nie jest tu bez winy.
Przepis prawny:
PoRD, Art. 14
Zabrania się:
3) zwalniania kroku lub zatrzymywania się bez uzasadnionej potrzeby podczas przechodzenia przez jezdnię lub torowisko;

(sądzę, że takie zawracanie przez pieszego, spokojnie można uznać jako niezgodne z intencją tego artykułu)

Gdyby pieszy przeszedł 'jak człowiek' przez przejście, to pewnie do żadnego zdarzenia by nie doszło.
Pewnie niejednemu z nas (mnie tak) zdarzyło się zblizając się do przejścia, że oceniając sytuację (pozycja pieszego, nasza pozycja i predkość) uznaliśmy, że choć pieszy jest jeszcze na przejściu, to nie ma potrzeby hamowania, bo gdy my znajdziemy się na przejściu, to pieszego już tam nie będzie.
Podobnie zapewne zakładał autor wątku. I miał prawo tak zakładać, bo:
Przepis prawny:
Art. 4
Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, (...)

czyli, że pieszy zastosuje się do art. 14.3 i nie będzie 'kombinował' na przejściu.

Wprawdzie art.4 ma dalszą część (zwaną 'zasadą ograniczonego zaufania'), mówiącą:
Przepis prawny:
Art. 4
Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć (...), chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania.

Ale tu raczej nie było podstaw do jej stosowania. Bo żeby zachodziła potrzeba ograniczenia zaufania do innego uczestnika ruchu, muszą wystąpić 'okoliczności' wskazujące na odmienne zachowanie niż przewidziane przepisami. Czyli, musiałaby wystąpić jakaś przesłanka wskazująca, że pieszy nagle zrobi 'w tył zwrot' (np grupa 'dresów' na drodze bezdomnego, wykazująca wrogie zamiary wobec niego, wobec których lepiej 'dać nogę'). Jeśli nie było nic, co mogło wskazywać na takie zachowanie pieszego, to autor sądzę spokojnie mógł być przekonany, że "inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego".
Dlatego ja uważam, że pieszy swoim zachowaniem przyczynił się do wypadku i autor mógłby w przedstawiony powyżej sposób próbować bronić się w sądzie.
 
zgred_LV dzięki za odpowiedź.
Nie chcę tu udowadniać, że nie jestem bez winy bo na pewno jakaś moja wina jest. Jednak z mojego punktu widzenia jednak ten pieszy zachowywał się dziwnie na tym przejściu, nie szedł ani w jedną ani drugą stronę normalnym krokiem.
Tak, ja bylem przekonany, że nie mam co hamować bo go już nie będzie na przejściu, jednak chwilę później okazało się że on nadal tam jest w tym samym miejscu. Wtedy hamowanie mimo niedużej prędkości nie przyniosło skutków i wpadłem w poślizg.
Wszystko to powiedziałem policji, ale co oni tam spisali to ciężko powiedzieć.
 
AndSt napisał:
mojego punktu widzenia jednak ten pieszy zachowywał się dziwnie na tym przejściu, nie szedł ani w jedną ani drugą stronę normalnym krokiem
Jeśli tak było, to lepiej się tym nie chwal wszem i wobec, bo moim zdaniem są to już "okoliczności wskazujące na możliwość odmiennego zachowania" (bo może to sugerować, że pieszy np jest nietrzeźwy, a to z pewnością jest okolicznością uzasadniającą ograniczone zaufanie do niego).
 
zgred_LV napisał:
A ja myślę, że pieszy nie jest tu bez winy.
Pieszy może być ukarany za zwalnianie kroku czy zatrzymanie się na przejściu bez uzasadnionej potrzeby. Nie ma to jednak nic wspólnego z odpowiedzialnością za potrącenie.

zgred_LV napisał:
Pewnie niejednemu z nas (mnie tak) zdarzyło się zblizając się do przejścia, że oceniając sytuację (pozycja pieszego, nasza pozycja i predkość) uznaliśmy, że choć pieszy jest jeszcze na przejściu, to nie ma potrzeby hamowania, bo gdy my znajdziemy się na przejściu, to pieszego już tam nie będzie.
Podobnie zapewne zakładał autor wątku. I miał prawo tak zakładać, bo:
Niestety masz rację, niejednemu z nas się to zdarza, zarówno w stosunku do pieszych, jak i innych uczestników ruchu, i jest to przyczyną całkiem sporej ilości zdarzeń drogowych. Takie "obliczanie", ze pieszy zdąży przejść, pojazd zdąży przejechać jest zupełnie nieuzasadnione i nieuprawnione, i kierujący nie miał prawa "tak zakładać", bo równie dobrze pieszy może się nagle zatrzymać na przejściu mając ku temu uzasadnioną przyczynę.
 
Oboje Panowie macie rację, to wszystko jest tylko teraz gdybaniem.
Mam jednak pytanie o zatrzymane prawo jazdy.
Policjant powiedział mi, ze zatrzymują prawo jazdy, bo istnieje możliwość przewinienia za które może zostać ono zabrane.
Wystawiono mi świstek dzięki któremu mogę prowadzić pojazdy jeszcze przez tydzień, bez żadnych konsekwencji.
Wezwanie ma nastąpić podobno w ciągu 2 tygodni.
Powiedzieli mi również, że w moim przypadku prawo jazdy będzie zwrócone na 99%, ale po sprawie.
Ale dodali jakbym chciał wcześniej się dowidzięć o zwrot to mam udać się do Sądu rejonowego.
Stad moje pytanie czy istnieje szansa odbioru tego prawa jazdy przed jakims wyrokiem sądu, bo z tych wypowiedzi policji to już nie za bardzo wiem o co chodzi?
 
Osobną sprawą jest to, że ja po prostu chciałem się zatrzymać przed pasami.
Hamowałem normalnie, nie gwałtownie, była spora odległość od pasów, więc nawet mi przez myśl nie przyszło, że się nie zatrzymam.
Niestety skrzyżowanie było trochę po łuku i to plus woda na jezdni spowodowały poślizg.
No, ale czy to ma większe znaczenie to szczerzę wątpię.
 
Szansa na odbiór przed wyrokiem jest jak najbardziej. Pamiętaj, że do wydania wyroku jedyne na co się narażasz to mandat jak za "zapomnienie" dokumentu i co chyba najważniejsze OC działa.
Natomiast co do całości sprawy to moim zdaniem jeżeli będzie przestępstwo, a nie wykroczenie i jeśli wtedy nie wynegocjujesz fajnej kary w ramach warunkowego umorzenia (czyli grzywny) to bezwzględnie adwokat potrzebny. Zgadzam się, że sprawa sporna i być może przy dużych nakładach i potwierdzeniu przez świadków Twojej wersji możliwa współwina albo i (hipotetyczne)uniewinnienie.
 
Qwarrttet napisał:
Pamiętaj, że do wydania wyroku jedyne na co się narażasz to mandat jak za "zapomnienie" dokumentu i co chyba najważniejsze OC działa.

Nie, nie jest to jedyne.

O winie pieszego można zapomnieć skoro kierujący wpadł w poślizg.
 
AndSt napisał:
Jechałem przepisowo około 50 km/h,

AndSt napisał:
Hamowałem normalnie, nie gwałtownie, była spora odległość od pasów, więc nawet mi przez myśl nie przyszło, że się nie zatrzymam.
Niestety skrzyżowanie było trochę po łuku i to plus woda na jezdni spowodowały poślizg.

Czyli nie jechałeś przepisowo. Wróć do podstaw i przypomnij sobie z jaką prędkością należy się poruszać po drogach. Pomogę - nie maksymalnie dozwoloną.
 
kub86 napisał:
Nie, nie jest to jedyne.

To co jeszcze? Tak twierdzi znajomy policjant, stad info, choć z WRD nie jest Jak wprowadziłem w błąd to przepraszam ;)
 
Ostatnia edycja:
forg napisał:
Kod:
Czyli nie jechałeś przepisowo. Wróć do podstaw i przypomnij sobie z jaką prędkością należy się poruszać po drogach. Pomogę - nie maksymalnie dozwoloną.

Łapiesz mnie za słówka, a przecież nigdzie nie napisałem jaka to była droga.
Droga była dwupasmowa i ograniczenie było do 70km, więc nie jechałem maksymalna prędkością.
Już pisałem, że nie czuje się bez winy bo ona jest po mojej stronie, chciałem tylko dowiedzieć się kilku rzeczy na temat takiego wypadku i postepowania
 
Jestem akurat dzisiaj po rozprawie sądowej w uderzająco podobnej sprawie. Znajoma została potrącona na końcówce pasów bo nagle zatrzymała się, a kierowca uważał że już wejdzie na chodnik. Jechał około 20 km/h i nic tak bardzo poważnego się nie stało - stłuczenie nogi , ale chorobowe się przedłużyło i zrobiła się sprawa karna.
Na początku kierowca szedł na opór , był butny i zaprzeczał, że to było na pasach, dzwonił do poszkodowanej (pokrzywdzonej) i namawiał żeby dała sobie spokój z tą sprawą, a na rozprawę w sądzie powołał swojego świadka - pasażera. Miał też adwokata przyznanego z urzędu. Oczywiście po wypadku nie zawiadomił policji.
Podczas rozprawy zmiękł, chyba sobie uświadomił, że grozi mu zakaz prowadzenia pojazdów. Od razu zaproponował ugodę i wypłacenie zadośćuczynienia. Proponował 2 000 , skończyło się na 3 000. Do tego wszystkie koszty sądowe , w tym również za adwokata drugiej strony. Bardzo też przepraszał pokrzywdzoną. Ostatecznie świadkowie nie zostali przesłuchani, a ugoda oficjalnie zawarta.
Oczywiście jeszcze pozostaje odszkodowanie pieniężne , ale to adwokat pokrzywdzonej będzie ścigał ubezpieczyciela kierowcy (czyli składka OC pójdzie ostro w górę, oj pójdzie :) )

Z przebiegu z tej całej sprawy wynika, że zebra to świętość. Pieszy może sobie na oznaczonym przejściu nawet tańczyć, a przepis z k.k. jest jasny i czytelny: odpowiada ten kto chociażby nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa i spowodował nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała.

Nasuwają się od razu też takie wnioski: (1) skontaktować się z osobą pokrzywdzoną i ją przeprosić (2) zainteresować się czy są potrzebne jakieś leki , pomoc/opieka medyczna (3) szybko ustalić z nią i wypłacić zadośćuczynienie pieniężne na wskazane konto bankowe (w kooperacji ze swoim ubezpieczycielem lub bez co by składki OC nie poszły w górę).
Takie zachowanie będzie bardzo dobrze świadczyć o sprawcy i mocno złagodzi ewentualny wymiar kary, a może w ogóle nie dojdzie do rozprawy sądowej, a jak już, to z góry ustalonej ugody (czyli adwokat będzie zbędny) .

Aha, a sprawa trwała równie 10 miesięcy bez 2 dni (licząc od dnia wypadku do dzisiaj czyli dnia rozprawy sądowej)
 
Ostatnia edycja:
AndSt napisał:
Łapiesz mnie za słówka, a przecież nigdzie nie napisałem jaka to była droga.
Droga była dwupasmowa i ograniczenie było do 70km, więc nie jechałem maksymalna prędkością.
Już pisałem, że nie czuje się bez winy bo ona jest po mojej stronie, chciałem tylko dowiedzieć się kilku rzeczy na temat takiego wypadku i postepowania

50km/h to nadal za dużo zważywszy na efekt końcowy. W przypadku prowadzenia auta mówimy o zachowaniu prędkości bezpiecznej, a skoro nie zdążyłeś wyhamować to znaczy, że odpowiednio jej nie dostosowałeś. Oczywiście nie mam zamiaru robić zarzucać winy, bo pewnie sam mógłbym się znaleźć w podobnej sytuacji. Niestety miałeś pecha i liczę na to, że uda Ci się to w jakimś stopniu pozytywnie rozwiązać.

OmniModo napisał:
Oczywiście jeszcze pozostaje odszkodowanie pieniężne , ale to adwokat pokrzywdzonej będzie ścigał ubezpieczyciela kierowcy (czyli składka OC pójdzie ostro w górę, oj pójdzie :) )

Nie więcej niż w przypadku innych zdarzeń drogowych.

OmniModo napisał:
Pieszy może sobie na oznaczonym przejściu nawet tańczyć

Nie może.
 
Ostatnia edycja:
To, że przepis prawa mówi teoretycznie co pieszy na przejściu może (w miarę szybko je pokonać,bez zatrzymywania, zawracania i kombinowania) to jedno, a praktyka sali sądowej to niestety drugie. Jak potracasz pieszego na pasach, to sąd na 99 % przyjmuje twoja winę, jak ktoś wyżej zauważył zebra to świętość, i jedyne co może Cię uratować to nietrzeźwość pieszego, jego oswiadczenie, ze miał myśli samobójcze i celowo wbiegł Ci pod auto, albo tabun niezależnych świadków potwierdzających zachowanie pieszego,

Wysłane z mojego HUAWEI GRA-L09 przy użyciu Tapatalka
 
Yas123 napisał:
Ależ może. Co najwyżej otrzyma mandat za wykroczenie drogowe. Oczywiście, że dzięki temu można wykazywać w sądzie przyczynienie się do zdarzenia, ale to nie znaczy z automatu zwolnienia od odpowiedzialności karnej kierującego.
I dobrze DarthPaulus prawi, że w stosunku do kierowcy jest swoiste "domniemanie winy".
Zresztą jak wynika z orzecznictwa kierowca przy przejeżdżaniu pasów zachowuje SZCZEGÓLNĄ ostrożność o której zresztą mowa w art. 26 ust. 1 Kodeksu drogowego ("Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu").
Czytałem, że nawet zielone światło dla pojazdów to tylko okoliczność usprawiedliwiająca, a nie zwalniająca tak od razu z odpowiedzialności za wypadek z udziałem pieszego na pasach. Przepisy nakładają na kierującego pojazdem obowiązek spodziewania się pieszego w rejonie zebry i to niezależnie od sygnalizacji świetlnej.
Może to niesprawiedliwe, ale tak już jest, że to kierowca musi najbardziej tłumaczyć się z techniki jazdy, obserwacji okolicy drogi, swojego zachowania w momencie zauważenia pieszego itp. okoliczności.
Więc jak pieszy tańczył na drodze (co rodzi najwyżej odpowiedzialność wykroczeniową, a nie jest przestępstwem w przeciwieństwie do odpowiedzialności kierowcy z art. 177 § 1 k.k.) to przydałaby się nagranie z kamerki lub świadkowie na potwierdzenie takiego zachowania.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra