M
Medyczka
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2014
- Odpowiedzi
- 4
Dzień dobry.
Chciałabym uzyskać informację na temat tego jakie istnieją szanse na pozytywne dla mnie rozwiązanie sprawy - czyli uznania menedżera za winnego oraz czy w ogóle takowy pozew miałby jakikolwiek sens. Przez "sens" rozumiem uznanie oskarżenia za w ogóle możliwe do rozpatrzenia (bo mam co do tego wątpliwości, gdyż świadkami przytaczanej rozmowy byłam tylko ja i menedżer).
Sytuacja prezentuje się następująco:
od 3 miesięcy pracuję w restauracji w moim mieście na stanowisku kelnerki. Wraz ze mną pracuje kilkanaście innych kelnerów oraz 5 menedżerów, w tym jeden - główny menedżer, czyli kierownik. Z tego co wiem większość z nas - kelnerów nie ma podpisanej żadnej umowy, praca jest więc na czarno.
Z wypłatą nie było problemów - dostawałam tyle, ile wypracowałam, zgodnie ze stawką godzinową. Nie miałam również problemów z kontaktem z żadnym z menedżerów.
Dziś kierownik - główny menedżer oskarżył mnie dziś o kradzież napiwków. (Jak mogłam to zrobić - o tym poniżej). Nie powiedział jednak tego wprost: nie użył słowa "kradzież". Mówił, że to dziwne, że przy moim dziennym obrocie ponad 800zł (tyle klienci zostawili w naszej restauracji poprzez zamawianie u mnie) mam tylko około 30zł napiwku, podczas gdy on, który miał mniej gości do obsłużenia i moja koleżanka, która miała podobny obrót do mnie, mają ponad 2 razy więcej pieniędzy z napiwków od gości.
Nie wiedziałam co powiedzieć - nie mogłam się przecież bronić, nie miałam żadnego dowodu na swoją niewinność. Powiedziałam, a potem powtórzyłam, że pracuję uczciwie i rzetelnie i poprosiłam o niewysuwanie podobnych oskarżeń wobec mojej osoby. Menedżer powiedział, że będzie mnie obserwować.
Jak wygląda sprawa od strony technicznej:
Od kiedy pracuję w restauracji obowiązuje zasada, że określony z góry procent napiwków, które wypracowaliśmy danego dnia oddajemy barmanom, gdyż oni nie mają możliwości , lub mają ją tylko w małym stopniu, ich zbierania bezpośrednio od klienta. Każdy z kelnerów ma swój własny kod, którym loguje się do komputera poprzez który składa zamówienia na posiłki i napoje. Ów system umożliwia także wydrukowanie paragonu dla klienta oraz podsumowanie całego dnia pracy kelnera. Po zakończonym dniu pracy kelner idzie z menedżerem do biura, gdzie z owego systemu drukowany jest rachunek z którego wynika ile kelner winien jest zdać pieniędzy w gotówce bądź w zaświadczeniach o płatności kartą. Reszta, która zostaje kelnerowi, jest jego napiwkiem z całego dnia. I procent tego napiwku wędruje do barmana.
W żaden sposób nie jest konrolowane nasze zarządanie pieniędzmi na bieżąco. Mielibyśmy możliwość schowania gdzieś uzbieranych napiwków i potem ich nieokazania przy rozliczeniu, aby w ten sposób nie musieć oddawać danego procenta napiwku barmanowi.
Jeszcze nigdy nie poczułam się tak urażona i niesprawiedliwie potraktowana jak dziś. Zdecydowałam się zrezygnować z pracy o czym powiem jutro menedżerowi, który będzie na zmianie. Popracuję jeszcze tyle czasu, żeby menedżerowie nie mieli nagłego problemu z brakiem pracowników, tj. dopóki nie "załatwią" kogoś na moje miejsce bądź przeorganizują grafik.
Nie tej zniewagi w niepamięć i zastanawiam się nad pozwaniem kierownika o zniesławienie.
Czy moje oskarżenie miałoby w ogóle rację bytu?
Uprzejmie proszę ekspertów o porady i w związku z tym o zadawanie pytań do sprawy, bo z pewnością nie zawarłam wszystkich niezbędnych informacji.
Pozdrawiam
Chciałabym uzyskać informację na temat tego jakie istnieją szanse na pozytywne dla mnie rozwiązanie sprawy - czyli uznania menedżera za winnego oraz czy w ogóle takowy pozew miałby jakikolwiek sens. Przez "sens" rozumiem uznanie oskarżenia za w ogóle możliwe do rozpatrzenia (bo mam co do tego wątpliwości, gdyż świadkami przytaczanej rozmowy byłam tylko ja i menedżer).
Sytuacja prezentuje się następująco:
od 3 miesięcy pracuję w restauracji w moim mieście na stanowisku kelnerki. Wraz ze mną pracuje kilkanaście innych kelnerów oraz 5 menedżerów, w tym jeden - główny menedżer, czyli kierownik. Z tego co wiem większość z nas - kelnerów nie ma podpisanej żadnej umowy, praca jest więc na czarno.
Z wypłatą nie było problemów - dostawałam tyle, ile wypracowałam, zgodnie ze stawką godzinową. Nie miałam również problemów z kontaktem z żadnym z menedżerów.
Dziś kierownik - główny menedżer oskarżył mnie dziś o kradzież napiwków. (Jak mogłam to zrobić - o tym poniżej). Nie powiedział jednak tego wprost: nie użył słowa "kradzież". Mówił, że to dziwne, że przy moim dziennym obrocie ponad 800zł (tyle klienci zostawili w naszej restauracji poprzez zamawianie u mnie) mam tylko około 30zł napiwku, podczas gdy on, który miał mniej gości do obsłużenia i moja koleżanka, która miała podobny obrót do mnie, mają ponad 2 razy więcej pieniędzy z napiwków od gości.
Nie wiedziałam co powiedzieć - nie mogłam się przecież bronić, nie miałam żadnego dowodu na swoją niewinność. Powiedziałam, a potem powtórzyłam, że pracuję uczciwie i rzetelnie i poprosiłam o niewysuwanie podobnych oskarżeń wobec mojej osoby. Menedżer powiedział, że będzie mnie obserwować.
Jak wygląda sprawa od strony technicznej:
Od kiedy pracuję w restauracji obowiązuje zasada, że określony z góry procent napiwków, które wypracowaliśmy danego dnia oddajemy barmanom, gdyż oni nie mają możliwości , lub mają ją tylko w małym stopniu, ich zbierania bezpośrednio od klienta. Każdy z kelnerów ma swój własny kod, którym loguje się do komputera poprzez który składa zamówienia na posiłki i napoje. Ów system umożliwia także wydrukowanie paragonu dla klienta oraz podsumowanie całego dnia pracy kelnera. Po zakończonym dniu pracy kelner idzie z menedżerem do biura, gdzie z owego systemu drukowany jest rachunek z którego wynika ile kelner winien jest zdać pieniędzy w gotówce bądź w zaświadczeniach o płatności kartą. Reszta, która zostaje kelnerowi, jest jego napiwkiem z całego dnia. I procent tego napiwku wędruje do barmana.
W żaden sposób nie jest konrolowane nasze zarządanie pieniędzmi na bieżąco. Mielibyśmy możliwość schowania gdzieś uzbieranych napiwków i potem ich nieokazania przy rozliczeniu, aby w ten sposób nie musieć oddawać danego procenta napiwku barmanowi.
Jeszcze nigdy nie poczułam się tak urażona i niesprawiedliwie potraktowana jak dziś. Zdecydowałam się zrezygnować z pracy o czym powiem jutro menedżerowi, który będzie na zmianie. Popracuję jeszcze tyle czasu, żeby menedżerowie nie mieli nagłego problemu z brakiem pracowników, tj. dopóki nie "załatwią" kogoś na moje miejsce bądź przeorganizują grafik.
Nie tej zniewagi w niepamięć i zastanawiam się nad pozwaniem kierownika o zniesławienie.
Czy moje oskarżenie miałoby w ogóle rację bytu?
Uprzejmie proszę ekspertów o porady i w związku z tym o zadawanie pytań do sprawy, bo z pewnością nie zawarłam wszystkich niezbędnych informacji.
Pozdrawiam