N
nippon
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2015
- Odpowiedzi
- 9
Zakładając pierwszy własny temat - witam wszystkich raz jeszcze.
Przeczytałem temat przyklejony (presco itd) i mam wrażenie, że mojego casusu nie było.
Stan jest taki: internetowa pożyczkownia po przelewie tzw. weryfikującym (złoty lub grosz) przelała kwotę pożyczki, nadała jej numer. Po miesiącu powinien nastąpić zwrot w kwocie nominalnej, bez potrącania tego przelewu weryfikującego, lub tzw. opłata za przedłużenie - dość lichwiarska. Opłatę pożyczkobiorca uiścił raz. Potem nie miał z czego, ustalił telefonicznie spłatę kwoty zaproponowanej przez pożyczkodawcę, wziętej IMHO z kosmosu (ani nominalna, ani nominalna+krotność opłat za przedłużenie), ale do przeżycia. Spłatę na raty. Pierwszą ratę wpłacił, kolejnych nie zdążył, bo przed terminem zaczęły się kolejne telefony, zgodnie z którymi poprzednie telefony tracą ważność. Powstaje pytanie, po co w takim razie cokolwiek z nimi ustalać.
Ślad tych uzgodnień odnośnie rat jest w mailach, przy czym mailowo pożyczkobiorca wpiera w pożyczkodawcę zwrot jw., a pożyczkodawca się wypiera.
I otóż okazuje się, że pożyczkobiorca, niechcący zresztą, nie odesłał podpisanej umowy (tak przynajmniej wynika z tego, co dziś odkryłem - są 2 egzemplarze i raczej więcej nie było). Czy ten fakt cokolwiek zmienia? Czy wychylać się i proponować zwrot w kwocie nominalnej różnicy przelewów (żeby było etycznie i bez bezpodstawnego wzbogacenia)? Trzymać dotychczasowych ustaleń, których lichwiarz najwyraźniej nie chce?
Ze swej strony, ponieważ pożyczkobiorca to bliska mi osoba, łatwo przejmująca się i stresująca, a oberwała z buta zylionem agresywnych telefonów, uważam, że nie byłoby nieuczciwe oddawać mniej lub nawet, jeśli inaczej się nie da (musi zapłacić 2x albo nic) - własnie zgoła nic. Instytucja finansowa się od tego nie zawali, a na otarcie łez by było. Niemniej tę opcję dodaję niejako z ostrożności. A nuż...
Co się da teraz zrobić, żeby wyjść najmniej skrojonym? I jak się ma kwestia sprzedaży tak kontrowersyjnej wierzytelności, gdyż m.in. tym lichwiarz się odgraża?
Z góry dziękuję za wszelkie konstruktywne uwagi i pomoc. Jeśli odgrzewam dawno rozwiązaną sprawę, lub bredzę, upraszam o wyrozumiałość dla mej ignorancji
Przeczytałem temat przyklejony (presco itd) i mam wrażenie, że mojego casusu nie było.
Stan jest taki: internetowa pożyczkownia po przelewie tzw. weryfikującym (złoty lub grosz) przelała kwotę pożyczki, nadała jej numer. Po miesiącu powinien nastąpić zwrot w kwocie nominalnej, bez potrącania tego przelewu weryfikującego, lub tzw. opłata za przedłużenie - dość lichwiarska. Opłatę pożyczkobiorca uiścił raz. Potem nie miał z czego, ustalił telefonicznie spłatę kwoty zaproponowanej przez pożyczkodawcę, wziętej IMHO z kosmosu (ani nominalna, ani nominalna+krotność opłat za przedłużenie), ale do przeżycia. Spłatę na raty. Pierwszą ratę wpłacił, kolejnych nie zdążył, bo przed terminem zaczęły się kolejne telefony, zgodnie z którymi poprzednie telefony tracą ważność. Powstaje pytanie, po co w takim razie cokolwiek z nimi ustalać.
Ślad tych uzgodnień odnośnie rat jest w mailach, przy czym mailowo pożyczkobiorca wpiera w pożyczkodawcę zwrot jw., a pożyczkodawca się wypiera.
I otóż okazuje się, że pożyczkobiorca, niechcący zresztą, nie odesłał podpisanej umowy (tak przynajmniej wynika z tego, co dziś odkryłem - są 2 egzemplarze i raczej więcej nie było). Czy ten fakt cokolwiek zmienia? Czy wychylać się i proponować zwrot w kwocie nominalnej różnicy przelewów (żeby było etycznie i bez bezpodstawnego wzbogacenia)? Trzymać dotychczasowych ustaleń, których lichwiarz najwyraźniej nie chce?
Ze swej strony, ponieważ pożyczkobiorca to bliska mi osoba, łatwo przejmująca się i stresująca, a oberwała z buta zylionem agresywnych telefonów, uważam, że nie byłoby nieuczciwe oddawać mniej lub nawet, jeśli inaczej się nie da (musi zapłacić 2x albo nic) - własnie zgoła nic. Instytucja finansowa się od tego nie zawali, a na otarcie łez by było. Niemniej tę opcję dodaję niejako z ostrożności. A nuż...
Co się da teraz zrobić, żeby wyjść najmniej skrojonym? I jak się ma kwestia sprzedaży tak kontrowersyjnej wierzytelności, gdyż m.in. tym lichwiarz się odgraża?
Z góry dziękuję za wszelkie konstruktywne uwagi i pomoc. Jeśli odgrzewam dawno rozwiązaną sprawę, lub bredzę, upraszam o wyrozumiałość dla mej ignorancji
Ostatnia edycja: