S
Señorita
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2010
- Odpowiedzi
- 2
Witam wszystkich!
Zarejestrowalam sie na tym forum po dlugich godzinach przeszukiwania sieci w celu znalezienia jakiejs rozsadnej odpowiedzi na moj problem. Wiem, ze kwestia praw autorskich byla tu poruszana x razy, niemniej jednak wydaje mi sie, ze moja sytuacja jest na swoj wlasny (i raczej nieszczesliwy) sposob wyjatkowa.
Moim ogromnym hobby jest fotografia - robie prywatne sesje, z ktorych do tej pory nie wyciagalam zadnych korzysci materialnych, strzelam na miescie i dla znajomych - wszystko dla przyjemnosci, z pelnym zachowaniem praw do "owocow mojej pracy". Nie mam problemu, gdy ktos tych zdjec uzywa - prywatnie czy tez publicznie - JESLI:
a) mnie o tym poinformuje
b) wymienia mnie jako fotografa
c) nie zbija na nich (posrednio lub bezposrednio) pieniedzy.
Moj problem pojawil sie pare dni temu, gdy calkiem dobry znajomy poinformowal mnie, ze "wystapil" w reklamie bardzo duzej firmy (w ktorej przy okazji jest zatrudniony) zamieszczonej w znanym ogolnopolskim dzienniku. W ramach "rekrutacji" wyslal swoje zdjecie, notabene robione przeze mnie (oczywiscie jestem w posiadaniu oryginalu oraz negatywu cyfrowego tej fotografii), ktore - UWAGA - zostalo obciachane wedle uznania grafikow i uzyte przez firme bez mojej wiedzy, a tym bardziej zgody. Pomimo iz opublikowany zostal maly kawalek oryginalu, to jednak bardzo wyraznie na nim widac, ze pochodzi ze zdjecia mojego autorstwa.
Sprawe jeszcze bardziej komplikuje fakt, ze znajomy wydal oswiadczenie, ze fotografia nalezy do niego oraz wyrazil pisemna zgode na jej uzycie w kampanii reklamowej. Zachowal sie nie w porzadku, jednak wierze gleboko, ze wynikalo to bardziej z nieprzemyslenia sytuacji, niz zlej woli - w koncu sam mnie o tej reklamie (po fakcie) poinformowal.
Pytania do Was:
1. Jak sie zachowac?
2. Kto tak naprawde jest odpowiedzialny przed prawem za ta kradziez (?!) - on, czy firma, ktorej nie zaalarmowal fakt, ze zdjecie, ktore im dostarczyl bylo kiepskiej (jak na taki kaliber sprawy) rozdzielczosci?
Dodam, ze jestem bardzo rozdarta - z jednej strony jestem wsciekla, ze taka sytuacja w ogole miala miejsce, chcialabym ja wyjasnic i dostac (od firmy!) nalezyte zadoscuczynienie (niekoniecznie finansowe), z drugiej - kumpel to kumpel, dal ciala, ale nie chce mu narobic zadnych wiekszych nieprzyjemnosci i bagna w zyciu ... W skrocie - da sie cos zrobic, by i wilk byl syty i owca cala?
Z gory dziekuje za wszelkie odpowiedzi ...
Zarejestrowalam sie na tym forum po dlugich godzinach przeszukiwania sieci w celu znalezienia jakiejs rozsadnej odpowiedzi na moj problem. Wiem, ze kwestia praw autorskich byla tu poruszana x razy, niemniej jednak wydaje mi sie, ze moja sytuacja jest na swoj wlasny (i raczej nieszczesliwy) sposob wyjatkowa.
Moim ogromnym hobby jest fotografia - robie prywatne sesje, z ktorych do tej pory nie wyciagalam zadnych korzysci materialnych, strzelam na miescie i dla znajomych - wszystko dla przyjemnosci, z pelnym zachowaniem praw do "owocow mojej pracy". Nie mam problemu, gdy ktos tych zdjec uzywa - prywatnie czy tez publicznie - JESLI:
a) mnie o tym poinformuje
b) wymienia mnie jako fotografa
c) nie zbija na nich (posrednio lub bezposrednio) pieniedzy.
Moj problem pojawil sie pare dni temu, gdy calkiem dobry znajomy poinformowal mnie, ze "wystapil" w reklamie bardzo duzej firmy (w ktorej przy okazji jest zatrudniony) zamieszczonej w znanym ogolnopolskim dzienniku. W ramach "rekrutacji" wyslal swoje zdjecie, notabene robione przeze mnie (oczywiscie jestem w posiadaniu oryginalu oraz negatywu cyfrowego tej fotografii), ktore - UWAGA - zostalo obciachane wedle uznania grafikow i uzyte przez firme bez mojej wiedzy, a tym bardziej zgody. Pomimo iz opublikowany zostal maly kawalek oryginalu, to jednak bardzo wyraznie na nim widac, ze pochodzi ze zdjecia mojego autorstwa.
Sprawe jeszcze bardziej komplikuje fakt, ze znajomy wydal oswiadczenie, ze fotografia nalezy do niego oraz wyrazil pisemna zgode na jej uzycie w kampanii reklamowej. Zachowal sie nie w porzadku, jednak wierze gleboko, ze wynikalo to bardziej z nieprzemyslenia sytuacji, niz zlej woli - w koncu sam mnie o tej reklamie (po fakcie) poinformowal.
Pytania do Was:
1. Jak sie zachowac?
2. Kto tak naprawde jest odpowiedzialny przed prawem za ta kradziez (?!) - on, czy firma, ktorej nie zaalarmowal fakt, ze zdjecie, ktore im dostarczyl bylo kiepskiej (jak na taki kaliber sprawy) rozdzielczosci?
Dodam, ze jestem bardzo rozdarta - z jednej strony jestem wsciekla, ze taka sytuacja w ogole miala miejsce, chcialabym ja wyjasnic i dostac (od firmy!) nalezyte zadoscuczynienie (niekoniecznie finansowe), z drugiej - kumpel to kumpel, dal ciala, ale nie chce mu narobic zadnych wiekszych nieprzyjemnosci i bagna w zyciu ... W skrocie - da sie cos zrobic, by i wilk byl syty i owca cala?
Z gory dziekuje za wszelkie odpowiedzi ...