prawo do widzenia z dzieckiem/adopcja

  • Autor wątku Autor wątku MeggRyan
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

MeggRyan

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2013
Odpowiedzi
5
Witam,

Po śmierci mojej siostry, mieszkającej w Niemczech od wielu lat, opiekę nad jej córką objął były mąż-biologiczny ojciec. Dziecko ma obywatelstwo niemieckie. Mam pytanie, czy on może mi oraz mojej rodzinie w jakiś sposób ograniczać kontakt z moją siostrzenicą, np. nie zezwolić na jej odwiedziny w Polsce, zabronić mówić po polsku? Czy w razie problemów jest możliwość uregulowania sądownie? Mam tez drugie pytanie-czy miałabym szanse na adopcję siostrzenicy, gdyby ojciec zrzekł się prawa do dziecka? Bardzo dziękuję za pomoc
 
Proszę napisać, ile dziewczynka ma lat. Niemieckie sądy preferują naturalnych rodziców i ich wynikające z tego prawa. Oczywiście, że ma Pani szansę na adopcję dziecka, jeśli naturalny ojciec wyrazi na to zgodę. Sądy bardziej preferują adopcję, której wnioskodawcy są małżeństwem, aniżeli pojedyncze osoby; absolutną regułą jednak to nie jest. Jeżeli chodzi o kontakty z Panią lub rodzeństwem zmarłej matki dziecka, sąd opiekuńczy nie może wymusić na ojcu dziecka umożliwienia takich kontaktów, a w szczególności odwiedzin dziecka w Polsce. Zabranianie dziecku kontaktu z kimkolwiek w języku, który dziecko zna, byłoby chamstwem, ale proszę się nie kierować obrosłymi w legendę rzekomymi zakazami sądowymi rozmawiania z dzieckiem po niemiecku; w tamtych sprawach miały miejsce ostre walki pomiędzy rozwodzącymi lub rozwiedzionymi rodzicami dzieci, w których dzieci były narzędziem w tej walce, prawdą jest, że urzędy lub sądy niekiedy dały się przekonać lub po prostu zwieźć argumentami walczących stron. Nic Pani nie pisze na temat Pani kontaktów z ojcem dziecka. Czy te kontakty są, a jeśli tak, to czy są napięte, czy też wręcz wrogie? W każdym razie dążyłbym do tego, aby te kontakty były dobre i przyjazne. Proszę napisać więcej właśnie na temat ojca dziecka.
 
Przepraszam, dopiero teraz zobaczyłem, że przez pomyłkę napisałem "po niemiecku", zamiast "po polsku" odnośnie rozmawiania z dzieckiem. A więc prostuję to i podkreślam, że problem rozmawiania z dzieckiem w języku polskim jest tylko problemem konkretnych osób i ewentualnie chamskiego, złośliwego i prymitywnego nastawienia tych konkretnych osób. Miejmy nadzieję, że takich problemów nie będzie robił ojciec dziewczynki, i że rozumie korzyści dla dziecka, jakie płyną ze znajomości drugiego języka i z kontaktów z rodziną matki. Każdy, kto ma chociaż trochę oleju w głowie, wie, jakim bogactwem duchowym jest wielojęzyczność, która także niemal w każdej dziedzinie życia zwiększa szanse i perspektywy; zwłaszcza ta nabyta w sposób naturalny w dzieciństwie i w młodości. We wspomnianych przeze mnie głośnych sprawach dotyczących rozmawiania z dzieckiem po polsku, chodziło przede wszystkim o to, że rodzice wzajemnie zarzucali sobie manipulowanie dzieckiem przy wykorzystywaniu języka, którego jedno z rodziców nie znało. I prawdą jest, że Jugendamt (niem. urząd do spraw dzieci i młodzieży, którego decyzje podlegają pełnej kontroli sądów rodzinnych), często dawał się zwieźć temu rodzicowi, który sprytnie, efektywnie i przekonywująco przekonywał o rzekomym manipulowaniu dzieckiem przez drugiego rodzica. Niestety, często takie manipulowanie miało w rzeczywistości miejsce, a jakiś nierozsądny urzędnik uznał, że najlepszym sposobem będzie zakazanie rozmów z dzieckiem w języku polskim, a to z kolei jeszcze bardziej przyczyniło się do eskalacji walki pomiędzy rodzicami przy użyciu urzędów i sądów. Na szczęście w niemieckiej doktrynie prawniczej i w niemieckim orzecznictwie w sprawach rodzinnych panuje przekonanie i świadomość, że sfery życia małżeńskiego i rodzinnego nigdy nie dadzą się w pełni uregulować ani przepisami prawa, ani też urzędowymi i sądowymi decyzjami, i że pogłębianie i radykalizowanie ingerencji państwa w życie małżeńskie i rodzinne ponad istniejące regulacje prawne jest błędne i szkodliwe, i że zawsze pozostanie sfera tego życia, do której żaden sąd i żaden urząd dostępu nie ma i nigdy mieć nie powinien.
 
Ostatnia edycja:
Witam i bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.

Siostrzenica ma 4 lata i mówi bardzo dobrze zarówno po polsku jak i po niemiecku. Z ojcem dziecka mam dobry kontakt, nie ma między nami wrogości, często się kontaktujemy. Wiem, że ważne jest dojrzałe podejście do sprawy. Jedyne co mnie zmartwiło, to gdy poprosiłam go by siostrzenica mogła przyjechać do Polski na kilka dni, ale odmawiał, gdyż powiedział mi, że Jugendamt wystraszył go, że będziemy próbować porwać dziecko, co wydało się mojej najbliższej rodzinie absurdalne. Wytłumaczyłam mu, że nie mamy takiego zamiaru, bo on jest ojcem i ma wszelkie prawa. Zgodził się po długich namowach na przyjazd, ale nie wiem czy w przyszłości jeszcze się zgodzi. Stał się bardziej powściągliwy, jeśli chodzi o kontakty mojej rodziny z siostrzenicą.
Mam męża, nie mamy jeszcze swoich dzieci. Miałam na myśli, czy ja jako najbliższa rodzina mam z mężem szansę zaadoptować siostrzenicę, jeśli szwagier się zgodzi. Póki co zależy mi na kontakcie z dzieckiem i zapewnieniu jej dobra. Nie chciałabym, żeby zapomniała języka polskiego oraz rodziny w Polsce.
Jeszcze raz dziękuję za pomoc
 
Proszę utrzymywać dobre kontakty z nim, i nie dawać mu najmniejszych powodów do podejrzeń. W miarę możliwości, zapraszajcie go Państwo do Polski i gośćcie, żeby się trochę "wyluzował" i niech poczuje, że w jakimś faktycznym sensie jesteście także i dla niego rodziną. Ta sugestia ze strony Jugendamtu była głupia, ale kto tam wie, jak ta jego rozmowa w Jugendamt-cie przebiegała, i co mu tam powiedziano. Zdarzają się przypadki uprowadzania dzieci przez jedno ze skłóconych "śmiertelnie" rodziców lub ich krewnychj do innych krajów, najczęściej do tych islamskich; ale także do Polski. Stąd też ten temat. Ale przecież ostatecznie zgodził się, i dziecko było w Polsce u Państwa. Ważne byłoby wiedzieć, czy żyje w jakichś uregulowanych stosunkach; mam tu na myśli gospodarstwo domowe, żonę lub partnerkę. Jeżeli jest przeciętnym, niemieckim pracującym mężczyzną samotnym, to na pewno będzie się musiał "dwoić i troić", żeby wychowawać jak się należy to dziecko i o nie dbać. Ostatecznie, emocje i uczucie muszą ustąpić rozsądkowi. W Niemczech wielu mężczyzn wychowuje i dba samotnie swoje dzieci, i nie można powiedzieć, że większości z nich można coś zarzucić. Zależy to tylko i wyłącznie od tego, jakim człowiekiem jest ten mężczyzna. Poza tym w takich przypadkach mniej lub więcej sądy opiekuńcze i Jugendamty nadzorują te przypadki.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra