D
dj_tygrys
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2009
- Odpowiedzi
- 15
Witam opiszę sprawę możliwie krótko i treściwie.
Wczoraj miała miejsce dośc dziwna sytuacja, moja narzeczona wracając z pracy najechała na tył innego samochodu, wszystko z tą sprawą jest ok i zjechali na pobocze w zatoczkę autobusową.
Zadzwoniła do mnie bym przyjechał i pomógł napisać oświadczenie bo Pan z drugiego auta był ugodowy i nie chciał policji.
Ja jadąc z przeciwnej strony będąc na wysokości wypadku narzeczonej wpadłem w lekki poślizg i przyhamowałem a kierowca jadący za mną uderzył we mnie, następnie kolejne auto za panem który we mnie uderzył (trzecie licząc od mojego) zatrzymało się a jeszcze następne (czwarte licząc ode mnie) uderzyło w trzecie, kierowca który we mnie uderzył poszedł do tamtych kierowców i ustalili jakąś dziwną wersję wydarzeń, ze ja chciałem zawrócić z pasa do jazdy na wprost by przedostać się na drugą stronę bo tam stała moja dziewczyna z rozwalonym autem, oczywiście mój zamysł był inny, ponieważ doskonale wiedziałem gdzie stała i znam miasto na tyle, że wiedziałem, iż zawrócić mogę dopiero na następnych światłach a moje przyhamowanie było spowodowane lekkim poślizgiem w efekcie którego zniosło mnie troszke na lewo i dostałem strzał w środek bagażnika od pana z auta za mną, natomiast on zahaczył mnie swoim lewym narożnikiem, według każdych praw fizyki jeśli bym skręcał to po pierwsze z pasa do tego wyznaczonego, a skręt w lewo nic by mi nie dał bo bym po prostu przejechał skrzyżowanie a potrzebowałem zawrócić stąd moja jazda pasem na wprost i zamiar zawrócenia dopiero na następnych światłach gdzie możliwość jest możliwość zawracania.
Policja po zapoznaniu się z wersją moją i pana który we mnie uderzył postanowiła wziąć na świadków panów z drugiej stłuczki czyli auto trzecie i czwarte (oni między sobą się dogadali bo nie był to karambol tylko 2 stłuczki), dziwne troche bo jak osoba jadąca jako trzecie auto już nie wspomnę o osobie jadącej jako czwarte auto skąd oni mogli znać mój zamiar i skąd wywnioskowali że skręcałem (gdzie fizycznie bym się nie zmieścił bo już przejeżdżałem skrzyżowanie) skoro jechali daleko z tyłu, policjant wlepił mi 250 zł mandatu i 6 punktów nie zważając na stan faktyczny, stwierdził że zahamowałem ... a ja przychamowałem z 50km/h na 30km/h bo wpadłem w poślizg natomiast pan z tyłu widocznie oglądał się za siebie na wypadek mojej dziewczyny i nie zdążył wyhamować i uderzył we mnie, pierw wysiadł i chciał się dogadać a jak się dowiedział że to moja dziewczyna to wmówił mi i reszcie "świadków" że chciałem skręcić.
Uszkodzenia nie są duże i mandat podpisałem ale pytanie do znających się choć trochę na prawie czy mam możliwość odwołać się od mandatu ? nie wiem sam co o tym myśleć, policjant stwierdził że moje zahamowanie było niepotrzebne bo nei było zagrożenia ale poślizg to jest chyba zagrożenie na co moja reakcją było zmniejszenie prędkości a kierowca za mną albo się zagapił albo również wpadł w jakiś poślizg bo nawierzchnia było mokra i nie wykluczam, że może coś było na drodze bo dziwna sprawa 6 aut w tym samym czasie się rozbija, co do narzeczonej to bez dwóch zdań, gość zamiast przejechać na pomarańczowym zahamował i miał prawo a jak ktoś w poślizg wpada to już musi lecieć na barierki nie może wyhamować ?
Wczoraj miała miejsce dośc dziwna sytuacja, moja narzeczona wracając z pracy najechała na tył innego samochodu, wszystko z tą sprawą jest ok i zjechali na pobocze w zatoczkę autobusową.
Zadzwoniła do mnie bym przyjechał i pomógł napisać oświadczenie bo Pan z drugiego auta był ugodowy i nie chciał policji.
Ja jadąc z przeciwnej strony będąc na wysokości wypadku narzeczonej wpadłem w lekki poślizg i przyhamowałem a kierowca jadący za mną uderzył we mnie, następnie kolejne auto za panem który we mnie uderzył (trzecie licząc od mojego) zatrzymało się a jeszcze następne (czwarte licząc ode mnie) uderzyło w trzecie, kierowca który we mnie uderzył poszedł do tamtych kierowców i ustalili jakąś dziwną wersję wydarzeń, ze ja chciałem zawrócić z pasa do jazdy na wprost by przedostać się na drugą stronę bo tam stała moja dziewczyna z rozwalonym autem, oczywiście mój zamysł był inny, ponieważ doskonale wiedziałem gdzie stała i znam miasto na tyle, że wiedziałem, iż zawrócić mogę dopiero na następnych światłach a moje przyhamowanie było spowodowane lekkim poślizgiem w efekcie którego zniosło mnie troszke na lewo i dostałem strzał w środek bagażnika od pana z auta za mną, natomiast on zahaczył mnie swoim lewym narożnikiem, według każdych praw fizyki jeśli bym skręcał to po pierwsze z pasa do tego wyznaczonego, a skręt w lewo nic by mi nie dał bo bym po prostu przejechał skrzyżowanie a potrzebowałem zawrócić stąd moja jazda pasem na wprost i zamiar zawrócenia dopiero na następnych światłach gdzie możliwość jest możliwość zawracania.
Policja po zapoznaniu się z wersją moją i pana który we mnie uderzył postanowiła wziąć na świadków panów z drugiej stłuczki czyli auto trzecie i czwarte (oni między sobą się dogadali bo nie był to karambol tylko 2 stłuczki), dziwne troche bo jak osoba jadąca jako trzecie auto już nie wspomnę o osobie jadącej jako czwarte auto skąd oni mogli znać mój zamiar i skąd wywnioskowali że skręcałem (gdzie fizycznie bym się nie zmieścił bo już przejeżdżałem skrzyżowanie) skoro jechali daleko z tyłu, policjant wlepił mi 250 zł mandatu i 6 punktów nie zważając na stan faktyczny, stwierdził że zahamowałem ... a ja przychamowałem z 50km/h na 30km/h bo wpadłem w poślizg natomiast pan z tyłu widocznie oglądał się za siebie na wypadek mojej dziewczyny i nie zdążył wyhamować i uderzył we mnie, pierw wysiadł i chciał się dogadać a jak się dowiedział że to moja dziewczyna to wmówił mi i reszcie "świadków" że chciałem skręcić.
Uszkodzenia nie są duże i mandat podpisałem ale pytanie do znających się choć trochę na prawie czy mam możliwość odwołać się od mandatu ? nie wiem sam co o tym myśleć, policjant stwierdził że moje zahamowanie było niepotrzebne bo nei było zagrożenia ale poślizg to jest chyba zagrożenie na co moja reakcją było zmniejszenie prędkości a kierowca za mną albo się zagapił albo również wpadł w jakiś poślizg bo nawierzchnia było mokra i nie wykluczam, że może coś było na drodze bo dziwna sprawa 6 aut w tym samym czasie się rozbija, co do narzeczonej to bez dwóch zdań, gość zamiast przejechać na pomarańczowym zahamował i miał prawo a jak ktoś w poślizg wpada to już musi lecieć na barierki nie może wyhamować ?