Prawo oświatowe a Konstytucja RP

  • Autor wątku Autor wątku FundacjaOFF
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
F

FundacjaOFF

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2014
Odpowiedzi
4
Obowiązek szkolny trwa w Polsce 12 lat. Te 12 lat dzieci spędzają w rygorze precyzyjnie i bezalternatywnie określonych rozkładów zajęć, decydujących w szczegółach, ile godzin dzieci mają spędzać np. na ćwiczeniach rachunkowych, ile na zajęciach fizycznych, a ile wreszcie na lekcjach religii. Równie precyzyjnie określone są treści, według których dzieci są „nauczane” oraz metody, według których to „nauczanie” się odbywa. Inaczej mówiąc, polski system oświaty usiłuje szczegółowo zaplanować zawartość dziecięcych głów. Wszystkie te przepisy i receptury wydaje się w trybie jednoosobowych decyzji, nie pozwalając ani dzieciom, ani ich rodzicom wpływać na nie w jakikolwiek legalny sposób. Decyzje zapadające na różnych szczeblach systemu oświaty często przesądzają o całym życiu zainteresowanych. Nie podlegają jednak możliwości zaskarżenia, sądowej ani społecznej kotroli. Czy to jest zgodne z Konstytucją?

  1. Konstytucja wyraźnie określa obowiązek nauki. Artykuł 70. mówi o tym wprost, ustanawiając również obowiązek szkolny. Czy oznacza to, że – w odróżnieniu od innych sfer rodzicielskiej suwerenności, która jest w Konstytucji zasadą i którą państwu wolno ograniczyć wyłącznie decyzją sądu – za wykształcenie dzieci odpowiada państwo, a nie rodzice? Czy zatem władza rodziców jest w tym zakresie ograniczona z góry lub wyłączona?
  2. Czy obowiązek nauki określony w Art. 70. Konstytucji i czytany łącznie z jej Art. 31. nie powinien być rozumiany jako gwarancja realizacji jednostkowego prawa do nauki, rozumianego jako prawo do swobodnego i pełnego rozwoju jednostki – czy zatem Konstytucja nie wyklucza w ten sposób standaryzacji wykształcenia i realizacji przy pomocy obowiązku szkolnego jakichkolwiek innych wspólnotowych wartości?
  3. Czy ustawa o systemie oświaty nie narusza konstytucyjnej intencji pluralizmu w szkole? Czy nie narusza praw rodziców do wyboru szkoły dla własnych dzieci, czy nie narusza wolności nauki i swobody nauczania?
  4. Czy usankcjonowany ustawą o systemie oświaty tryb decyzji podejmowanych jednoosobowo i bez możliwości odwołania przez urzędników resortu oświaty – poczynając od ministra, przez dyrektora szkoły, a na pojedynczym nauczycielu kończąc – i dotyczących nierzadko kwestii ważnych dla całego życia zainteresowanego dziecka jest rzeczywiście zgodny z konstytucyjnymi normami ustrojowymi?
 
No, dobra, jakoś brak chętnych do odpowiedzi - może za grube pytania. Konkretniej więc:

Jestem ojcem sześciolatka. Uważam szkołę za pomysł fatalny głównie z powodów programowych. Nie jestem np. religijnym fundamentalistą - uważam, że szkoła szkodzi na myślenie i nie akceptuję jej programu - jestem gotów dowodzić przed sądem, że on jest zły, niszczy chęć poznania, tresuje w bezrozumnych odruchach, oducza myślenia itd. Nie chcę zapisać dziecka do szkoły i nie akcpetuję przewidzianej przez ustawę możliwości "realizacji obowiązku szkolnego poza szkołą" - bo i tak mam się podporządkować oficjalnym wymaganiom programowym. Mógłbym z tej możliwości korzystać, bo doroczne egzaminy nie są specjalnie dolegliwe, ani nie wyrządzają wielkich szkód. Ale uważam ustrój szkoły za skandal, który zasługuje raczej na obywatelskie nieposłuszeństwo.

To trochę tak, jakby unikać wojska, kombinując lewe papiery lekarskie - jakkolwiek to radykalne, bardziej "po obywatelsku" było wówczas spalić książeczkę i odmówić (odmowa karana była do 5 lat). W przypadku szkoły - zdaje się - jeśli nie poślę dziecka, spotkają mnie wyłącznie grzywny bez możliwości dochodzenia czegokolwiek przed sądem. Aż do momentu, kiedy się mną zainteresuje sąd rodzinny, występując o ograniczenie władzy rodzicielskiej.

Czy ktoś potrafi wskazać jakąkolwiek sensowną drogę obywatelskiego protestu?
 
Ja znam. Projekt ustawy obywatelskiej, aczkolwiek nie sądzę, aby ktokolwiek poparł tak absurdalny pomysł, jak likwidacja szkolnictwa.
 
@ thebest

Absurdalny pomysł likwidacji szkolnictwa nie jest mój. Niczego takiego nie napisałem ani tutaj, ani na stronach, do których odsyłam. Charakterystyczna reakcja ludzi nawykłych do bezalternatywnego drylu: komu się nie podoba szkoła obecna, ten na pewno chce likwidacji szkoły w ogóle. Żeby w taki automatyzm skojarzeń nie popaść, trzeba sobie umieć wyobrazić szkołę inną niż ta, którą sami znamy z wielopokoleniowego doświadczenia.

Myśl, żeby szkoły - wszelkiej - się pozbyć, doczekała się sporej literatury filozoficznej i ona jest poważna, a nie absurdalna. Ale jeszcze raz - nie o ten pomysł tu chodzi. Tylko o to, że prualizm oświatowy wyraźnie projektowany w Konstytucji ustawa o systemie oświaty i wydane na jej podstawie rozporządzenia zamieniają w pruski dryl pozbawiający wszelkich praw wszystkich zainteresowanych
 
Ostatnia edycja:
Dzień dobry, mam pytanie, bo ingerencja mojej teściowej ( emerytowanej nauczycielki) już mnie denerwuje. Czy szkoła - liceum może ujawniać oceny mojego dziecka, frekwencję itp bez mojej zgody teściowej chyba jest coś takiego jak ochrona danych i dziecko ( 17 lat) ma do tego prawo. Teściowa już od podstawówki poprzez swoje koleżanki wypytuje o wyniki mojego dziecka w nauce i otrzymuje informację bez problemu jak z tym walczyć??
 
FundacjaOFF napisał:
Wątek z tego samego forum i zwrócić uwagę zwłaszcza na te porady, żeby nie rozpoczynać wojenki z nauczycielką, która zawsze udowodni, że ma prawo postąpić, jak postąpiła.
Nie ma innej drogi jak wojna z nauczycielem. Prawo zabrania przemocy, a prze 12 lat edukacji nasze dzieci są jej poddawane. Nauczyciele krzyczą, wrzeszczą, czasami szarpią, niesprawiedliwie oceniają, czasami wyśmiewają, a w klasie integracyjnej mojego syna nauczyciel uderzył ucznia. Od lat w szkołach wszystko zamiata się pod dywan. Moje dziecko z powodów zdrowotnych ma nauczanie indywidualne i na koniec roku wystawiane są oceny z przedmiotów, których nikt go nie uczy. TO JEST WŁAŚNIE SZKOŁA.
Od lat śledzę co dzieje się w szkołach i przez szkoły. Nie będę rozpisywać się ile rocznie w Polsce popełnia samobójstwa młodych ludzi właśnie przez szkołę i przez to czego w szkole niewygodnie jest widzieć - przemoc. Najmłodszy samobójca miał lat 12. Nauczyciel zapomniał po co został nauczycielem i staje jak "kapo" nad uczniem.
Ta dziewczynka również doznała przemocy w postaci jakiejś "karnej" kartkówki. A przecież to nie kolonia karna, tylko szkoła. Szkoła która ma za zadanie uczyć uczniów i przygotowywać ich do dorosłego odpowiedzialnego życia. I to robi nieudolnie z błędami i tylko my rodzice musimy te błędy naprawiać. Nauczyciel miał prawo na kolejnej lekcji, czy nawet dodatkowej lekcji zrobić nieobecnym kartkówkę, ale na pewno nie miał prawa zabierać uczniów z obowiązkowej lekcji historii. Gdyby chodziło o moje dziecko szukałabym rozwiązania nieprawidłowym zwolnieniem z lekcji historii, dla "karnej" kartkówki.
Ja szukając szkoły dla moich dzieci, brał wyłącznie pod uwagę szacunek nauczycieli do uczniów. W Wawie znalazłam kilka fajnych szkół i wiem, że są to szkoły rozwijające dzieci, a nie niszczące ich twórczą wyobraźnię i zdrowe myślenie.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra