Ripper napisał:
Nazywając Hitlera zbrodniarzem nie mamy na myśli tego, że został prawomocnie skazany za zbrodnie, tylko jego działalność. Podobnie, jak, nazywając kogoś oszustem nie mamy najczęściej na myśli tego, że został on prawomocnie skazany z art. 286 KK.
Hm. Trochę wchodzę tu w rolę "adwokata diabła", ale przecież nie można ot tak sobie nazwać kogoś "oszustem" czy "złodziejem", że już o cięższych epitetach nie wspomnę, nie narażając się na proces o zniesławienie. Podejrzewam, że ten Niemiec (o ile jego motywacją nie była jakaś złośliwość czy prowokacja) po prostu poczuł się obrażony, bo w jego rodzinie nie było świadomości, że jego przodek był nie dość że przestępcą, ale w dodatku mordercą. Rozumiem to, zważywszy na to, jak dużą wagę Niemcy przywiązują do praworządności.
Zbrodnie Stahela są wymieniane we wszystkich źródłach historycznych i nie stanowią żadnej tajemnicy. Ciekaw jestem czy Wikipedię również jego krewni będą pozywać

.
Nie wystarczy z pewnością "powszechna wiedza" o tym, że zbrodnie miały miejsce - tu raczej chodzi o kwestię przypisania ich konkretnej osobie, a z tym może być problem. Linia obrony np. może przebiegać tak, że jego żołnierze dopuszczali się samowoli (jeśli nie zachowały się żadne dowody na piśmie bądź zeznania żołnierzy, jakie rozkazy otrzymali).
Gdyby ktoś się uparł, to i w Wikipedii też znalazłby zapewne wiele twierdzeń, które jakiś zajadły obrońca czci niemieckiej armii mógłby próbować podważyć, choćby przez braki dowodowe czy opierając się na ideologicznym wyolbrzymianiu zbrodni przez propagandę komunistyczną. Jeszcze tylko tego by było trzeba, żeby znaleźli się jacyś geniusze, którzy by potrafili np. obalić tezę, że Hitler wiedział o Zagładzie (taka opinia wciąż pokutuje - skoro brak jest dowodów na to, że bezpośrednio wydawał konkretne rozkazy, to znaczy, że brak dowodów na jego bezpośredni w tym udział).
Podsumowując - jeśli ten pozew rzeczywiście trafi do sądu i będzie miał silne wsparcie prawników reprezentujących tego Niemca, może to być przysłowiowy "granat w szambie" - rzecz cała bowiem kręci się wokół tego, że "zbrodnia wojenna" jest czynem ściśle prawnie zdefiniowanym i nie można pochopnie tego określenia używać (w domyśle - bez rozstrzygnięcia sprawy przez system prawny). Ciekawe, jak rzecz się rozwinie.