K
kalina89
Użytkownik
- Dołączył
- 09.2012
- Odpowiedzi
- 58
Jakiś czas temu moja umowa z Netią zawarta na dwa lata dobiegała końca. Zgodnie z warunkami tej umowy, w przypadku braku wypowiedzenia z mojej strony, umowa ta przechodzi w umowę na czas nieokreślony. Jako, że nie mieszkam już pod starym adresem, złożyłam wypowiedzenie aby umowa dobiegła końca wraz z końcem okresu, na jaki została zawarta. Zdążyłam i otrzymałam potwierdzenie rezygnacji.
Jakiś czas później zadzwonił do mnie konsultant z Netii z pytaniem, czy pod moim starym adresem nie mieszka ktoś, kto chciałby ten internet po mnie przejąć. Powiedziałam, że być może mój tata by był zainteresowany. Podałam Pani numer mojego taty i powiedziała, że już z nim będzie się dogadywała.
Po kilku dniach otrzymałam od Netii maila z propozycją rozbudowania umowy o jakąś usługę. Zaniepokoiło mnie to, bo przecież złożyłam rezygnację, zadzwoniłam tam i Pani poinformowała mnie, że w związku z CESJĄ (słowo to padło po raz pierwszy, wcześniej byłam przekonana, że będzie to na zasadzie - moja umowa się kończy i podpisują umowę z moim tatą) konsultant musiał anulować moją rezygnację! Byłam wzburzona, powiedziałam, że ja nie chcę już tego internetu, bo nie mieszkam pod dawnym adresem i nie chcę za to płacić - Pani mnie uspokoiła, że na pewno żadne faktury już na mnie nie przyjdą i że nie ma się czym martwić.
Niedawno mój tata zdecydował, że on nie chce jednak tego internetu. Zadzwoniłam do niego, okazało się, że Netia przysłała mu dokumenty cesji, ale ich nie podpisał i nie odesłał. Termin mojej starej umowy dobiegł końca, więc zaniepokojona zadzwoniłam do Netii.
Okazało się, że w związku z tym, że nie doszło do cesji, moja umowa uległa przedłużeniu, ale nie - jak jest zapisane w jej warunkach - na czas nieokreślony z możliwością miesięcznego wypowiedzenia, ale na 2 lata! I teraz jeśli będę chciała zerwać umowę, będę musiała zapłacić 400 zł! Nie mam pojęcia, jakim prawem to się stało, że bez żadnej konsultacji ze mną umowa została przedłużona na 2 lata. Podejrzewam, że konsultant, który dzwonił do mojego taty ustalił z nim, że tata chce umowę na dwa lata, ale ja nie miałam o tym bladego pojęcia! Złożyłam pismo z reklamacją i teraz je rozpatrują, a ja jestem strzępkiem nerwów. Mam ciężką sytuację finansową w związku z przeprowadzką, nie stać mnie, żeby płacić im dalej za internet, z którego nie korzystam, czy za karę.
Moje pytanie brzmi: czy mam jakieś podstawy, żeby żądać natychmiastowego rozwiązania umowy bez konieczności płacenia kary? Moim argumentem jest to, że nigdy nie wyraziłam zgody na przedłużenie umowy na 2 lata i nie odpowiadam za to, co postanowi mój tata - dlaczego umowa omówiona z nim została przedłużona na mnie? I dlaczego dowiedziałam się o cesji dopiero po przesłaniu dokumentów do mojego taty?
Chciałabym po prostu wiedzieć, czy prawo jest po mojej stronie i czy mam podstawy, żeby w razie czego dochodzić swoich praw na drodze sądowej, czy też było to niedopatrzenie z mojej strony - wynikające z mojej niewiedzy i muszę ponieść konsekwencje?
Jakiś czas później zadzwonił do mnie konsultant z Netii z pytaniem, czy pod moim starym adresem nie mieszka ktoś, kto chciałby ten internet po mnie przejąć. Powiedziałam, że być może mój tata by był zainteresowany. Podałam Pani numer mojego taty i powiedziała, że już z nim będzie się dogadywała.
Po kilku dniach otrzymałam od Netii maila z propozycją rozbudowania umowy o jakąś usługę. Zaniepokoiło mnie to, bo przecież złożyłam rezygnację, zadzwoniłam tam i Pani poinformowała mnie, że w związku z CESJĄ (słowo to padło po raz pierwszy, wcześniej byłam przekonana, że będzie to na zasadzie - moja umowa się kończy i podpisują umowę z moim tatą) konsultant musiał anulować moją rezygnację! Byłam wzburzona, powiedziałam, że ja nie chcę już tego internetu, bo nie mieszkam pod dawnym adresem i nie chcę za to płacić - Pani mnie uspokoiła, że na pewno żadne faktury już na mnie nie przyjdą i że nie ma się czym martwić.
Niedawno mój tata zdecydował, że on nie chce jednak tego internetu. Zadzwoniłam do niego, okazało się, że Netia przysłała mu dokumenty cesji, ale ich nie podpisał i nie odesłał. Termin mojej starej umowy dobiegł końca, więc zaniepokojona zadzwoniłam do Netii.
Okazało się, że w związku z tym, że nie doszło do cesji, moja umowa uległa przedłużeniu, ale nie - jak jest zapisane w jej warunkach - na czas nieokreślony z możliwością miesięcznego wypowiedzenia, ale na 2 lata! I teraz jeśli będę chciała zerwać umowę, będę musiała zapłacić 400 zł! Nie mam pojęcia, jakim prawem to się stało, że bez żadnej konsultacji ze mną umowa została przedłużona na 2 lata. Podejrzewam, że konsultant, który dzwonił do mojego taty ustalił z nim, że tata chce umowę na dwa lata, ale ja nie miałam o tym bladego pojęcia! Złożyłam pismo z reklamacją i teraz je rozpatrują, a ja jestem strzępkiem nerwów. Mam ciężką sytuację finansową w związku z przeprowadzką, nie stać mnie, żeby płacić im dalej za internet, z którego nie korzystam, czy za karę.
Moje pytanie brzmi: czy mam jakieś podstawy, żeby żądać natychmiastowego rozwiązania umowy bez konieczności płacenia kary? Moim argumentem jest to, że nigdy nie wyraziłam zgody na przedłużenie umowy na 2 lata i nie odpowiadam za to, co postanowi mój tata - dlaczego umowa omówiona z nim została przedłużona na mnie? I dlaczego dowiedziałam się o cesji dopiero po przesłaniu dokumentów do mojego taty?
Chciałabym po prostu wiedzieć, czy prawo jest po mojej stronie i czy mam podstawy, żeby w razie czego dochodzić swoich praw na drodze sądowej, czy też było to niedopatrzenie z mojej strony - wynikające z mojej niewiedzy i muszę ponieść konsekwencje?