N
Narcisse Noir
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2014
- Odpowiedzi
- 2
Witam.
Jak w tytule - mam problem z odzyskaniem długu od osoby prywatnej.
Sytuacja jest specyficzna - studiuję w dużym mieście, wynajmujemy mieszkanie w kilka osób, w tym z moim bezrobotnym przyjacielem. Ponieważ był (i jest) w ciężkiej sytuacji finansowej, zgodziłam się przez dłuższy czas pokrywać jego część czynszu i rachunków (od sierpnia zeszłego roku), na zasadzie "kiedyś oddasz". Nie zawieraliśmy żadnej umowy zwrotu, nie naliczam mu też od tej pożyczki (jeśli można to tak nazwać) żadnych odsetek, bo się na takowe nie umówiliśmy.
Przez kilka pierwszych miesięcy zdarzało się, iż mój przyjaciel oddawał mi część swojego długu albo wykonywał jakieś przysługi - naprawy w domu, obiady dla wszystkich, etc. Obecnie robi to coraz rzadziej, a sumy, które przynosi, są śmieszne (co miesiąc jestem zmuszona płacić za niego kilkaset złotych, co zarzyna mój własny budżet). Nie może złapać pracy na stały etat i tym tłumaczy swój wieczny brak pieniędzy (rzeczywiście jest mu trudno ją znaleźć, ponieważ nie ma żadnego wykształcenia - ale to przecież nie jest mój problem). Prócz tego korzysta z internetu, wody, gazu i prądu, za który płacę ja. Sytuacja zaczyna mnie przerastać, a moja cierpliwość skończyła się dawno temu. Nie pomaga też fakt, że są inne osoby poszkodowane pożyczaniem mojemu przyjacielowi pieniędzy na wieczne nieoddanie - wszystkie zgodnie twierdzą, że zostałam oszukana i nie mam się co spodziewać, że on kiedykolwiek odda te pieniądze. Delikatne przypomnienia o pożyczce kończą się zbywaniem mnie i obiecankami.
Postawiłam mu ultimatum, że albo do końca roku zacznie płacić swoją część i powoli mnie spłacać, albo na początku przyszłego się pożegnamy. Sprawa rozeszła się po kościach i nie wracaliśmy do tej dyskusji. Boję się, że z nadejściem stycznia rzeczywiście się wyprowadzi, ale wówczas go już więcej nie zobaczę - a z nim moich pieniędzy (w tej chwili jest to ponad 7000 złotych).
Sprawę komplikuje fakt, że mój przyjaciel jest ogólnie w domu lubiany i poza tym tylko, że nie płaci, jest bardzo nieuciążliwym lokatorem (mieliśmy przed nim innych, którzy - choć płacili - byli nie do zniesienia, w ostateczności wolałabym więc zostać przy nim). Wiele też dla mnie zrobił, kiedy sama byłam w złej sytuacji finansowej. Jakiekolwiek wyproszenie go z domu, o ile sam nie odejdzie lub ja nie zmienię mieszkania, nie wchodzi więc w grę.
Nasze stosunki wciąż są na tyle dobre, że gdybym podsunęła mu pod nos umowę, byłby zmuszony ją podpisać i zapewne by to zrobił.
I tu rodzą się pytania:
Jak - w tej konkretnej sytuacji, gdy dług stale rośnie i jest "wirtualny" (tj. nie daję tej osobie żadnych pieniędzy do ręki, płacę tylko jej część czynszu i rachunków), skonstruować umowę, tak, by miała moc prawną? Czy tego rodzaju długi różnią się od normalnych?
Komu przedłożyć umowę jako dowód w ewentualnym procesie windykacyjnym?
Czy przy ściąganiu długu z pomocą firmy (jak mi to doradzano), odzyskam rzeczywiście całą sumę, czy tylko jej część?
Z góry serdecznie dziękuję za wszelką pomoc i próby odpowiedzi.
Jak w tytule - mam problem z odzyskaniem długu od osoby prywatnej.
Sytuacja jest specyficzna - studiuję w dużym mieście, wynajmujemy mieszkanie w kilka osób, w tym z moim bezrobotnym przyjacielem. Ponieważ był (i jest) w ciężkiej sytuacji finansowej, zgodziłam się przez dłuższy czas pokrywać jego część czynszu i rachunków (od sierpnia zeszłego roku), na zasadzie "kiedyś oddasz". Nie zawieraliśmy żadnej umowy zwrotu, nie naliczam mu też od tej pożyczki (jeśli można to tak nazwać) żadnych odsetek, bo się na takowe nie umówiliśmy.
Przez kilka pierwszych miesięcy zdarzało się, iż mój przyjaciel oddawał mi część swojego długu albo wykonywał jakieś przysługi - naprawy w domu, obiady dla wszystkich, etc. Obecnie robi to coraz rzadziej, a sumy, które przynosi, są śmieszne (co miesiąc jestem zmuszona płacić za niego kilkaset złotych, co zarzyna mój własny budżet). Nie może złapać pracy na stały etat i tym tłumaczy swój wieczny brak pieniędzy (rzeczywiście jest mu trudno ją znaleźć, ponieważ nie ma żadnego wykształcenia - ale to przecież nie jest mój problem). Prócz tego korzysta z internetu, wody, gazu i prądu, za który płacę ja. Sytuacja zaczyna mnie przerastać, a moja cierpliwość skończyła się dawno temu. Nie pomaga też fakt, że są inne osoby poszkodowane pożyczaniem mojemu przyjacielowi pieniędzy na wieczne nieoddanie - wszystkie zgodnie twierdzą, że zostałam oszukana i nie mam się co spodziewać, że on kiedykolwiek odda te pieniądze. Delikatne przypomnienia o pożyczce kończą się zbywaniem mnie i obiecankami.
Postawiłam mu ultimatum, że albo do końca roku zacznie płacić swoją część i powoli mnie spłacać, albo na początku przyszłego się pożegnamy. Sprawa rozeszła się po kościach i nie wracaliśmy do tej dyskusji. Boję się, że z nadejściem stycznia rzeczywiście się wyprowadzi, ale wówczas go już więcej nie zobaczę - a z nim moich pieniędzy (w tej chwili jest to ponad 7000 złotych).
Sprawę komplikuje fakt, że mój przyjaciel jest ogólnie w domu lubiany i poza tym tylko, że nie płaci, jest bardzo nieuciążliwym lokatorem (mieliśmy przed nim innych, którzy - choć płacili - byli nie do zniesienia, w ostateczności wolałabym więc zostać przy nim). Wiele też dla mnie zrobił, kiedy sama byłam w złej sytuacji finansowej. Jakiekolwiek wyproszenie go z domu, o ile sam nie odejdzie lub ja nie zmienię mieszkania, nie wchodzi więc w grę.
Nasze stosunki wciąż są na tyle dobre, że gdybym podsunęła mu pod nos umowę, byłby zmuszony ją podpisać i zapewne by to zrobił.
I tu rodzą się pytania:
Jak - w tej konkretnej sytuacji, gdy dług stale rośnie i jest "wirtualny" (tj. nie daję tej osobie żadnych pieniędzy do ręki, płacę tylko jej część czynszu i rachunków), skonstruować umowę, tak, by miała moc prawną? Czy tego rodzaju długi różnią się od normalnych?
Komu przedłożyć umowę jako dowód w ewentualnym procesie windykacyjnym?
Czy przy ściąganiu długu z pomocą firmy (jak mi to doradzano), odzyskam rzeczywiście całą sumę, czy tylko jej część?
Z góry serdecznie dziękuję za wszelką pomoc i próby odpowiedzi.