I
iwannaknow
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2021
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
w dniu 9 czerwca 2021 podpisałam umowę zlecenie na czas określony (do 5 września 2021), jednak zmuszona sytuacją w życiu i niezadowoleniem z warunków pracy (grafik wysyłany na ostatnią chwilę, brak odpowiedzi od szefa na moje smsy) najpierw dałam znać, że nie przyjdę w kilka dni (28-30 czerwca), a następnie 1 lipca zadzwoniłam z informacją, że rezygnuję z pracy. Powiedział, że jeśli będzie trzeba podpisać jakieś dokumenty to będzie się odzywał, jednak nie zrobił tego. 10 lipca powinnam otrzymać należne mi wynagrodzenie, a kiedy nie wpływało na konto zadzwoniłam do pracodawcy z pytaniem. Nie odbierał, po czym odezwał się po kilku dniach z pretensjami, że nie rozumie czemu się zwolniłam i twierdząc, że nawet go o tym nie poinformowałam. Miał wysłać mi jakiś (sam nie wiedział jaki) dokument i po tym zrobić przelew, ale od tygodnia nie dostałam nic, nawet mimo mojego upomnienia trzy dni temu. W umowie zapisane jest, że wypłatę otrzymywać miałam nie częściej niż raz w miesiącu, a podczas ostatniej rozmowy upierał się, że miała być co dwa tygodnie - co nie zmienia faktu, że nie otrzymałam wynagrodzenia. Dziewczyny, które pracowały tam z tego co wiem dostały wypłatę z opóźnieniem i do ręki, ponieważ twierdził, że nie zgłosił jeszcze ich umów i nie może przez to zrobić przelewu.
Ewidentnie próbuje uniknąć wypłacenia mi należnych pieniędzy, tak jakby próbował mnie ukarać za nagłe zwolnienie. Pojawia się więc pytanie co zrobić w tej sytuacji - próbować się dogadać czy gdzieś to zgłosić? Będę bardzo wdzięczna za pomoc.
w dniu 9 czerwca 2021 podpisałam umowę zlecenie na czas określony (do 5 września 2021), jednak zmuszona sytuacją w życiu i niezadowoleniem z warunków pracy (grafik wysyłany na ostatnią chwilę, brak odpowiedzi od szefa na moje smsy) najpierw dałam znać, że nie przyjdę w kilka dni (28-30 czerwca), a następnie 1 lipca zadzwoniłam z informacją, że rezygnuję z pracy. Powiedział, że jeśli będzie trzeba podpisać jakieś dokumenty to będzie się odzywał, jednak nie zrobił tego. 10 lipca powinnam otrzymać należne mi wynagrodzenie, a kiedy nie wpływało na konto zadzwoniłam do pracodawcy z pytaniem. Nie odbierał, po czym odezwał się po kilku dniach z pretensjami, że nie rozumie czemu się zwolniłam i twierdząc, że nawet go o tym nie poinformowałam. Miał wysłać mi jakiś (sam nie wiedział jaki) dokument i po tym zrobić przelew, ale od tygodnia nie dostałam nic, nawet mimo mojego upomnienia trzy dni temu. W umowie zapisane jest, że wypłatę otrzymywać miałam nie częściej niż raz w miesiącu, a podczas ostatniej rozmowy upierał się, że miała być co dwa tygodnie - co nie zmienia faktu, że nie otrzymałam wynagrodzenia. Dziewczyny, które pracowały tam z tego co wiem dostały wypłatę z opóźnieniem i do ręki, ponieważ twierdził, że nie zgłosił jeszcze ich umów i nie może przez to zrobić przelewu.
Ewidentnie próbuje uniknąć wypłacenia mi należnych pieniędzy, tak jakby próbował mnie ukarać za nagłe zwolnienie. Pojawia się więc pytanie co zrobić w tej sytuacji - próbować się dogadać czy gdzieś to zgłosić? Będę bardzo wdzięczna za pomoc.