E
edwardosss
Użytkownik
- Dołączył
- 12.2011
- Odpowiedzi
- 61
Dzień dobry wszystkim
Szukam porady, pomocy prawnej lub zwykłego wyjaśnienia na ile moja była żona ma rację i muszę się dostosować. Mój przypadek wygląda następująco:
Jesteśmy 10 lat po rozwodzie. Mamy ze sobą 2 dzieci (14 i 12 lat). Była żona ma jeszcze jedno dziecko (8 lat) z mężczyzną z którym nie utrzymuje kontaktu. Najmłodsze traktuję jak swoje własne zresztą on sam mówi do mnie "tato". Od zawsze pracuję w gastronomii a zatem głównie w weekendy dlatego nie mamy ustalonego sądownie prawa do odwiedzin i przez 10 lat nie było z tym problemu, nigdy nie przeszkadzało jej, że widuję się z dziećmi w dni poza weekendami. Od jakiegoś czasu jednak po pewnej kłótni rzuciła mi, że nie pozwoli dzieciom na widywanie się ze mną w dni poprzedzające szkołę czyli niedziela-czwartek wiedząc, że w obecnej pracy wolne mam tylko poniedziałki oraz popołudnia w niedzielę, wtorek i środę. I rzecz jasna nie mam problemu z tym, że jeśli jest nauka to jest ona priorytetem. Zresztą bywało już wielokrotnie tak, że nie widziałem się z dziećmi w danym dniu z powodu dużej ilości nauki. Udało mi się jednak (pozornie) załagodzić jej emocje i uprosić to, żeby moje widzenia były nadal na luźnej stopie tak jak dotychczas. Rzeczywistość jednak wygląda tak, że za każdym razem dzwonię do dzieci, pytam czy mają ochotę na "to czy tamto", proszę żeby zapytały mamę czy mogą to odbijamy się o odmowę. Powody są dla mnie dosyć irracjonalne na przykład:
Jest brzydka pogoda, proponuję wyjście na lody.
Odp: Nie możemy bo nie zjedli obiadu.
Ja: W takim razie niech zjedzą i wtedy pojedziemy.
Odp: Nie bo nie zrobili zadania.
Ja: To niech zrobią i wtedy pojedziemy albo niech zrobią wieczorem a teraz wyjdziemy na godzinę, jest godz 16:00 mamy na to wszystko czas.
Odp: Nie możemy bo Antek (najmłodszy) jest chory i będzie mu przykro, że on nie może.
To tylko jeden z wielu przykładów. Była żona zaczęła spotkania dzieci ze mną traktować jako metodę kar czyli "nie zrobiłeś zadania to nie zobaczysz się z ojcem" i to mnie najbardziej martwi. W dodatku zakazała mi dzwonić w pierwszej kolejności do dzieci tylko mam dzwonić do niej i pytać czy mogę się z nimi spotkać bo jak to określiła "nie chce wychodzić na tą wredną matkę". Przypomniała mi również, że mam się z dziećmi spotykać w dni nie poprzedzające szkołę czyli wychodzi na to, że piątki i soboty co jest dla mnie nie wykonalne.
Uprzedzając pytania nadmienię, że nie chodzi jej o pieniądze, alimenty ma przelane zawsze na czas i to w wysokości 2x wyższej niż te zasądzone bo tak jakiś czas temu ustaliliśmy między sobą. Dodatkowo pokrywam koszty związane z dodatkowymi wydatkami jak korepetycje, rozpoczęcie szkoły itd.
Pytanie moje brzmi:
Czy moja była żona może od tak narzucić mi dni spotkań z dziećmi, które dla mnie są nie możliwe do zrealizowania i czy jej zachowanie nie zakrawa o utrudnianie mi widzeń z dziećmi.
Drugie pytanie to czy jeżeli nie ma ona racji to gdzie mam szukać pomocy i w jaki sposób na nią wpłynąć jeśli nie koniecznie chcę wchodzić na drogę sądową?
Szukam porady, pomocy prawnej lub zwykłego wyjaśnienia na ile moja była żona ma rację i muszę się dostosować. Mój przypadek wygląda następująco:
Jesteśmy 10 lat po rozwodzie. Mamy ze sobą 2 dzieci (14 i 12 lat). Była żona ma jeszcze jedno dziecko (8 lat) z mężczyzną z którym nie utrzymuje kontaktu. Najmłodsze traktuję jak swoje własne zresztą on sam mówi do mnie "tato". Od zawsze pracuję w gastronomii a zatem głównie w weekendy dlatego nie mamy ustalonego sądownie prawa do odwiedzin i przez 10 lat nie było z tym problemu, nigdy nie przeszkadzało jej, że widuję się z dziećmi w dni poza weekendami. Od jakiegoś czasu jednak po pewnej kłótni rzuciła mi, że nie pozwoli dzieciom na widywanie się ze mną w dni poprzedzające szkołę czyli niedziela-czwartek wiedząc, że w obecnej pracy wolne mam tylko poniedziałki oraz popołudnia w niedzielę, wtorek i środę. I rzecz jasna nie mam problemu z tym, że jeśli jest nauka to jest ona priorytetem. Zresztą bywało już wielokrotnie tak, że nie widziałem się z dziećmi w danym dniu z powodu dużej ilości nauki. Udało mi się jednak (pozornie) załagodzić jej emocje i uprosić to, żeby moje widzenia były nadal na luźnej stopie tak jak dotychczas. Rzeczywistość jednak wygląda tak, że za każdym razem dzwonię do dzieci, pytam czy mają ochotę na "to czy tamto", proszę żeby zapytały mamę czy mogą to odbijamy się o odmowę. Powody są dla mnie dosyć irracjonalne na przykład:
Jest brzydka pogoda, proponuję wyjście na lody.
Odp: Nie możemy bo nie zjedli obiadu.
Ja: W takim razie niech zjedzą i wtedy pojedziemy.
Odp: Nie bo nie zrobili zadania.
Ja: To niech zrobią i wtedy pojedziemy albo niech zrobią wieczorem a teraz wyjdziemy na godzinę, jest godz 16:00 mamy na to wszystko czas.
Odp: Nie możemy bo Antek (najmłodszy) jest chory i będzie mu przykro, że on nie może.
To tylko jeden z wielu przykładów. Była żona zaczęła spotkania dzieci ze mną traktować jako metodę kar czyli "nie zrobiłeś zadania to nie zobaczysz się z ojcem" i to mnie najbardziej martwi. W dodatku zakazała mi dzwonić w pierwszej kolejności do dzieci tylko mam dzwonić do niej i pytać czy mogę się z nimi spotkać bo jak to określiła "nie chce wychodzić na tą wredną matkę". Przypomniała mi również, że mam się z dziećmi spotykać w dni nie poprzedzające szkołę czyli wychodzi na to, że piątki i soboty co jest dla mnie nie wykonalne.
Uprzedzając pytania nadmienię, że nie chodzi jej o pieniądze, alimenty ma przelane zawsze na czas i to w wysokości 2x wyższej niż te zasądzone bo tak jakiś czas temu ustaliliśmy między sobą. Dodatkowo pokrywam koszty związane z dodatkowymi wydatkami jak korepetycje, rozpoczęcie szkoły itd.
Pytanie moje brzmi:
Czy moja była żona może od tak narzucić mi dni spotkań z dziećmi, które dla mnie są nie możliwe do zrealizowania i czy jej zachowanie nie zakrawa o utrudnianie mi widzeń z dziećmi.
Drugie pytanie to czy jeżeli nie ma ona racji to gdzie mam szukać pomocy i w jaki sposób na nią wpłynąć jeśli nie koniecznie chcę wchodzić na drogę sądową?
Ostatnia edycja: