N
netmare
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2007
- Odpowiedzi
- 5
(Nie wiem do końca czy to dobry dział, ale starałem się wybrać możliwie najlepiej)
Jakiś miesiąc temu uczestniczyłem w delikatnym zdarzeniu drogowym. Jestem stroną poszkodowaną (porysowany zderzak i lekko zarysowane nadkole). Sprawca wyparł się, że zdarzenie w ogóle miało miejsce. Zacząłem za nim podążać dzwoniąc jednocześnie pod 112. Tam uzyskałem informacje, że w związku ze zmianą jakichś uregulowań, nie będą faceta ścigali od ręki tylko mam podjechać do sekcji ruchu drogowego złożyć zeznanie. Pojechałem tam, złożyłem zeznanie. Funkcjonariusz je przyjął , zrobił opis i zdjęcia szkód, poinformował mnie że sprawa zostanie przekazana do innego funkcjonariusza i muszę zadzwonić za parę dni dowiedzieć się kto sprawę prowadzi i jaki jest telefon do prowadzącego. Tak też uczyniłem, dysponuję numerem sprawy i nazwiskiem funkcjonariusza prowadzącego. Zdarzenie miało miejsce około miesiąca temu. Kiedy zadzwoniłem po raz pierwszy okazało się że funkcjonariusz jest nieobecny przez tydzień czy dwa i nikt za niego sprawy nie prowadzi (zgroza, prawda?). Kiedy zadzwoniłem po jakimś czasie, oświadczył że dzień wcześniej dostał wszystkie sprawy i dopiero się w nie wdraża. Dzisiaj również zadzwoniłem i na pytanie do prowadzącego funkcjonariusza o postępy w dochodzeniu, usłyszałem że sprawa jest na pewno prowadzona, a ja zostanę powiadomiony jeśli będzie się miała ku końcowi (tu się trochę zdenerwowałem), poinformowałem prowadzącego że po prostu się obawiam o rezultaty dochodzenia, jeśli sprawa się tak będzie przeciągać, na co otrzymałem odpowiedź drwiącym głosem "dużo spraw, mało ludzi, smutna rzeczywistość..."(już w ogóle bez komentarza
). Czy możecie mi coś doradzić. Jedyne co wiem, to że mam prawo złożyć skargę do Komendy Wojewódzkiej o nie podjęcie skutecznych działań, czy coś takiego. Co powinienem zrobić?? Może ktoś z doświadczenia powie jakie mogą być problemy po złożeniu zażalenia na działania policji (nie wiadomo czy obawiać się jakichś represji).
Jakiś miesiąc temu uczestniczyłem w delikatnym zdarzeniu drogowym. Jestem stroną poszkodowaną (porysowany zderzak i lekko zarysowane nadkole). Sprawca wyparł się, że zdarzenie w ogóle miało miejsce. Zacząłem za nim podążać dzwoniąc jednocześnie pod 112. Tam uzyskałem informacje, że w związku ze zmianą jakichś uregulowań, nie będą faceta ścigali od ręki tylko mam podjechać do sekcji ruchu drogowego złożyć zeznanie. Pojechałem tam, złożyłem zeznanie. Funkcjonariusz je przyjął , zrobił opis i zdjęcia szkód, poinformował mnie że sprawa zostanie przekazana do innego funkcjonariusza i muszę zadzwonić za parę dni dowiedzieć się kto sprawę prowadzi i jaki jest telefon do prowadzącego. Tak też uczyniłem, dysponuję numerem sprawy i nazwiskiem funkcjonariusza prowadzącego. Zdarzenie miało miejsce około miesiąca temu. Kiedy zadzwoniłem po raz pierwszy okazało się że funkcjonariusz jest nieobecny przez tydzień czy dwa i nikt za niego sprawy nie prowadzi (zgroza, prawda?). Kiedy zadzwoniłem po jakimś czasie, oświadczył że dzień wcześniej dostał wszystkie sprawy i dopiero się w nie wdraża. Dzisiaj również zadzwoniłem i na pytanie do prowadzącego funkcjonariusza o postępy w dochodzeniu, usłyszałem że sprawa jest na pewno prowadzona, a ja zostanę powiadomiony jeśli będzie się miała ku końcowi (tu się trochę zdenerwowałem), poinformowałem prowadzącego że po prostu się obawiam o rezultaty dochodzenia, jeśli sprawa się tak będzie przeciągać, na co otrzymałem odpowiedź drwiącym głosem "dużo spraw, mało ludzi, smutna rzeczywistość..."(już w ogóle bez komentarza