M
misiup
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2013
- Odpowiedzi
- 2
Witam,
Potrzebuję pomocy z pewnie śmiesznie prostym (dla bardziej doświadczonych osób) kazusem. Mi jednak sprawia on problem ponieważ to moje początki z kazusami dlatego umieszczam go tutaj i liczę na pomoc i zrozumienie
Poseł na sejm Juliusz W. otrzymał polecenie wyjazdu służbowego na Dominikanę celem przeprowadzenia negocjacji z tamtejszym rządem w sprawie kontraktu dla polskiego wojska. Jako, że było to daleko, a i sprawa była nie tylko ważna ale i skomplikowana postanowił tam pojechać wraz ze swimi przyjaciółmi i jednocześnie specjalistami w dziedzinie której dotyczył przetarg, kolegami ze szkolnej ławy Jarosławem J. - asesorem komorniczym oraz Mariuszem K. - adwokatem. W takim gronie udali się na Dominikanę. Wypad zapowiadał się jako udany, piękne słońce, plaża, wspaniały hotel, bardzo dobre miejscowe jedzenie, a przede wszystkim, co ważne w tym gronie, bardzo urocze i miłe miejscowe towarzystwo. Koledzy postanowili więc jak najszybciej załatwić sprawy, które ich tam przywiodły. Nie było to jednak proste ponieważ negocjacje w sprawie kontraktu były długie i skomplikowane i w związku z tym zapowiadały się raczej na cały okres pobytu. Wobec powyższego trzeciego dnia pobytu koledzy poczęli się zastanawiać co by tu zrobić żeby w jakiś sposób przyspieszyć finał i zacząć cieszyć się miejscowymi atrakcjami. Wybrali sposób najprostszy i gwarantujący szybkie i pomyślne zakończenie negocjacji, a mianowicie uszczuplili swoje "oszczędności" i w czarnych walizkach wręczyli je przedstawicielom gospodarzy, sugerując, że czas zakończyć żmudne i czasochłonne negocjacje i obiecując oczywiście nadto jednocześnie pomoc przy załatwieniu czegokolwiek w instytucjach państwowych RP w przypadku zaistnienia takiej konieczności. Załatwiwszy sprawy służbowe przystąpili do aktywnego wykorzystania dalszej pozostałej części wyjazdu na miejscowe atrakcje. Po trudach nocy panowie codziennie udawali się celem ochłonięcia z nadmiaru przyjemności na pobliską hotelową plażę, tam pozostawali do późnych godzin wieczornych itd. Ostatniego dnia, gdy skończył się zaplanowany pobyt panowie byli tam zmęczęni, że nie mieli siły wsiąść do samolotu i wracać do kraju. Postanowili więc wziąć sobie urlop i jeszcze przynajmniej dwa dni pozostać w raju finansując oczywiście uczciwie dalszy pobyt już z własnej kieszeni. Przebywając pewnego dnia jak codzień na plaży "wpadli w oko" dwóm miejscowym złodziejaszkom Mario J. Castillo W., którzy bliżej zainteresowali się przede wszystkim posiadanym przez nich sprzętem, a mianowicie laptopem,trzema cyfrowymi aparatami fotograficznymi oraz trzema wysokiej klasy telefonami komórkowymi, a także posiadaną przez nich gotówką na pokrycie "kosztów" pobytu. Bezceremonialnie podeszli do plażujących z owym sprzętem kolegów i zabrali interesujące ich przedmioty oraz gotówke. Zmęczeni koledzy Juliusz W., Mariusz K. oraz Jarosław J. usiłowali bronić swojego dobytku, ale bezskutecznie, nie mieli żadnych szans z wypoczętymi tubylcami. W wyniku zajścia stracili wyżej wymienione przedmioty co do których szkodę wraz z utraconą gotówką wycenili na 60 tys. złotych oraz nabawili się uszkodzeń ciała w postaci Juliusz W. złamania nosa oraz wybicia dwóch zębów, Mariusz K. wybicia dwóch zębów oraz uszkodzenia rogówki w jednym oku, natomiast Jarosław J. złamania prawej ręki oraz wstrząśnienia mózgu.
Proszę rozważyć możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej dwóch miejscowych złodziejaszków Mario J., Castillo W., w szczególności proszę wskaza za jaki ewentualnie typ czynu zabrodnionego mogą odpowiadać, a także na jakich zasadach ta odpowiedzialność będzie mieć miejsce (z uwagi na miejsce popełnienia czuny zabronionego). To samo proszę uczynić w stosunku do trzech kolegów Juliusza W, Mariusza K oraz Jarosława J.
Potrzebuję pomocy z pewnie śmiesznie prostym (dla bardziej doświadczonych osób) kazusem. Mi jednak sprawia on problem ponieważ to moje początki z kazusami dlatego umieszczam go tutaj i liczę na pomoc i zrozumienie
Poseł na sejm Juliusz W. otrzymał polecenie wyjazdu służbowego na Dominikanę celem przeprowadzenia negocjacji z tamtejszym rządem w sprawie kontraktu dla polskiego wojska. Jako, że było to daleko, a i sprawa była nie tylko ważna ale i skomplikowana postanowił tam pojechać wraz ze swimi przyjaciółmi i jednocześnie specjalistami w dziedzinie której dotyczył przetarg, kolegami ze szkolnej ławy Jarosławem J. - asesorem komorniczym oraz Mariuszem K. - adwokatem. W takim gronie udali się na Dominikanę. Wypad zapowiadał się jako udany, piękne słońce, plaża, wspaniały hotel, bardzo dobre miejscowe jedzenie, a przede wszystkim, co ważne w tym gronie, bardzo urocze i miłe miejscowe towarzystwo. Koledzy postanowili więc jak najszybciej załatwić sprawy, które ich tam przywiodły. Nie było to jednak proste ponieważ negocjacje w sprawie kontraktu były długie i skomplikowane i w związku z tym zapowiadały się raczej na cały okres pobytu. Wobec powyższego trzeciego dnia pobytu koledzy poczęli się zastanawiać co by tu zrobić żeby w jakiś sposób przyspieszyć finał i zacząć cieszyć się miejscowymi atrakcjami. Wybrali sposób najprostszy i gwarantujący szybkie i pomyślne zakończenie negocjacji, a mianowicie uszczuplili swoje "oszczędności" i w czarnych walizkach wręczyli je przedstawicielom gospodarzy, sugerując, że czas zakończyć żmudne i czasochłonne negocjacje i obiecując oczywiście nadto jednocześnie pomoc przy załatwieniu czegokolwiek w instytucjach państwowych RP w przypadku zaistnienia takiej konieczności. Załatwiwszy sprawy służbowe przystąpili do aktywnego wykorzystania dalszej pozostałej części wyjazdu na miejscowe atrakcje. Po trudach nocy panowie codziennie udawali się celem ochłonięcia z nadmiaru przyjemności na pobliską hotelową plażę, tam pozostawali do późnych godzin wieczornych itd. Ostatniego dnia, gdy skończył się zaplanowany pobyt panowie byli tam zmęczęni, że nie mieli siły wsiąść do samolotu i wracać do kraju. Postanowili więc wziąć sobie urlop i jeszcze przynajmniej dwa dni pozostać w raju finansując oczywiście uczciwie dalszy pobyt już z własnej kieszeni. Przebywając pewnego dnia jak codzień na plaży "wpadli w oko" dwóm miejscowym złodziejaszkom Mario J. Castillo W., którzy bliżej zainteresowali się przede wszystkim posiadanym przez nich sprzętem, a mianowicie laptopem,trzema cyfrowymi aparatami fotograficznymi oraz trzema wysokiej klasy telefonami komórkowymi, a także posiadaną przez nich gotówką na pokrycie "kosztów" pobytu. Bezceremonialnie podeszli do plażujących z owym sprzętem kolegów i zabrali interesujące ich przedmioty oraz gotówke. Zmęczeni koledzy Juliusz W., Mariusz K. oraz Jarosław J. usiłowali bronić swojego dobytku, ale bezskutecznie, nie mieli żadnych szans z wypoczętymi tubylcami. W wyniku zajścia stracili wyżej wymienione przedmioty co do których szkodę wraz z utraconą gotówką wycenili na 60 tys. złotych oraz nabawili się uszkodzeń ciała w postaci Juliusz W. złamania nosa oraz wybicia dwóch zębów, Mariusz K. wybicia dwóch zębów oraz uszkodzenia rogówki w jednym oku, natomiast Jarosław J. złamania prawej ręki oraz wstrząśnienia mózgu.
Proszę rozważyć możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej dwóch miejscowych złodziejaszków Mario J., Castillo W., w szczególności proszę wskaza za jaki ewentualnie typ czynu zabrodnionego mogą odpowiadać, a także na jakich zasadach ta odpowiedzialność będzie mieć miejsce (z uwagi na miejsce popełnienia czuny zabronionego). To samo proszę uczynić w stosunku do trzech kolegów Juliusza W, Mariusza K oraz Jarosława J.