D
dwasil1
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2012
- Odpowiedzi
- 3
Witam serdecznie,
W lutym mam sprawe odnosnie alimentow na 10-miesiecznego synka. Z pozwanym zylismy w nieformalnym zwiazku prawie dwa lata, zamieszkalismy razem dopiero pol roku przed rozstaniem, a bylo to 7 miesiecy przed porodem. Zylismy wlasciwie na lasce mojego brata i jego malzonki. Nie pobierali od nas oplat za wyzywienie, media i inne. Mielismy na wlasne wydatki, kazdy posiadal osobne konto w banku. Czesto kupywalam partnerowi drogie prezenty. Za obiady na miescie, wypady do knajp raz placil on raz ja. Wyprawke sama sporzadzilam, a jest to okolo 8 tys. Zl . Po rozstaniu ojciec dziecka widzial je wlasciwie tylko raz po porodzie. Mialo byc normalne rodzicielstwo tylko bez partnerstwa miedzy nami. Dodatkowo zgodzil sie placic 1000 zl alimentow, ale byla to tylko umowa slowna. Owszem zaplacil raz miesiac po porodzie, po kolejnych 2 okolo 300 zl i raz 250 po 7- ale to juz chyba za namowa wlasnego adwokata, bo w tym czasie wnioslam przeciwko niemu pozew.
Ojciec dziecka zarabia na pismie 4.199 zl, na pismie procesowym zaznaczyl, ze wydaje na siebie okolo 1500 zl, dodatkowo, stwierdzil ze zdecydowanie zawyzam wydatki miesieczne na Miloszka, ktore po czesci sa udowodnione z mojej strony i poparte fakturami. Jest to okolo 2 tys. Na miesiac. Przyznal, ze moze placic jedyne 350 zl. Ponadto sklamal, ze utrudniam oraz zabraniam jemu kontaktowac sie z synem ( gdzie miedzy nami od jego ostatniej wizyty nie bylo zadnego polaczenia. Chociaz czasami dzwonilam w celu zapytania kiedy zamierza wplacic pieniadze na dziecko), ani razu sie nie skontaktowal, nie przyjechal, nie zapytal. Napisal rowniez nieprawde jakoze mnie utrzymywal i ze wspolnie prowadzilismygospodarstwo domowe, gdzie to to juz w ogole jest dla mnie absurdalne.
Po tych naszych perypetiach pisemnych sad wydal tymczasowe orzeczenie o zabezpieczeniu alimentow oraz ich wysokosci na 500 zl uzasadniajac , ze jest to kwota w pelni nalezaca na utrzymanie dziecka jak na polskie warunki.
Moj pozew skladal sie o walke:
Na alimento w kwocie 1000 zl.
Zwrocenie polowy kosztow wyprawki tj4tys.
Oraz 1,5 tys. Kosztow leczenia w okresie ciazy i porodu.
Zaznaczam, ze ja nie mam adwokata.
I stad moje pytanie:
Z tego wszystkiego widze, ze jednak sad nie patrzy na dokumentacje? Tylko bierze sume z powietrza?
Mam faktury, rachunki. Zaswiadczenia od lekarzy, koszty szczepionek. Wszystko- choc pewnie i to malo. Moj synek jest czysciutki i zadbany, ma doskonale warunki mieszkalne oraz psychofizyczne. Na same sloiczki wydaje prawie 400 zl (4,30 zl x3 =12,90/dziennie 387 miesiecznie), pieluchy pampers okolo 300 zl, a gdzie kosmetyki, zabawki, mleko, rachunki, lekarze i inne cuda.
Niby moge sie powolywac na kty prawne, ale z tego co wychodzi jednak sedzia tez czlowiek. I wszystkich bierze jedna miara. Znajoma miala podobna sytuacje, chociaz jej byly mezczyzna az tak duzo nie zarabial i ona tez tyle nie wydawala na potomka.
Doradzcie jak mam sie bronic by uzyskac nalezna sume.
Po wszystkim bede chciala ograniczyc prawa ojcowskie.
Aa i dodam, ze mimo zabezpieczenia alimentow na czas rozprawy pozwany nie wykazal zadnej checi i do tej pory nie dostalam ani jednej zlotowki od niego. Pozdrawiam serdecznie i prosze mnie nie krytykowac, szukam fachowej prawnej porady.
W lutym mam sprawe odnosnie alimentow na 10-miesiecznego synka. Z pozwanym zylismy w nieformalnym zwiazku prawie dwa lata, zamieszkalismy razem dopiero pol roku przed rozstaniem, a bylo to 7 miesiecy przed porodem. Zylismy wlasciwie na lasce mojego brata i jego malzonki. Nie pobierali od nas oplat za wyzywienie, media i inne. Mielismy na wlasne wydatki, kazdy posiadal osobne konto w banku. Czesto kupywalam partnerowi drogie prezenty. Za obiady na miescie, wypady do knajp raz placil on raz ja. Wyprawke sama sporzadzilam, a jest to okolo 8 tys. Zl . Po rozstaniu ojciec dziecka widzial je wlasciwie tylko raz po porodzie. Mialo byc normalne rodzicielstwo tylko bez partnerstwa miedzy nami. Dodatkowo zgodzil sie placic 1000 zl alimentow, ale byla to tylko umowa slowna. Owszem zaplacil raz miesiac po porodzie, po kolejnych 2 okolo 300 zl i raz 250 po 7- ale to juz chyba za namowa wlasnego adwokata, bo w tym czasie wnioslam przeciwko niemu pozew.
Ojciec dziecka zarabia na pismie 4.199 zl, na pismie procesowym zaznaczyl, ze wydaje na siebie okolo 1500 zl, dodatkowo, stwierdzil ze zdecydowanie zawyzam wydatki miesieczne na Miloszka, ktore po czesci sa udowodnione z mojej strony i poparte fakturami. Jest to okolo 2 tys. Na miesiac. Przyznal, ze moze placic jedyne 350 zl. Ponadto sklamal, ze utrudniam oraz zabraniam jemu kontaktowac sie z synem ( gdzie miedzy nami od jego ostatniej wizyty nie bylo zadnego polaczenia. Chociaz czasami dzwonilam w celu zapytania kiedy zamierza wplacic pieniadze na dziecko), ani razu sie nie skontaktowal, nie przyjechal, nie zapytal. Napisal rowniez nieprawde jakoze mnie utrzymywal i ze wspolnie prowadzilismygospodarstwo domowe, gdzie to to juz w ogole jest dla mnie absurdalne.
Po tych naszych perypetiach pisemnych sad wydal tymczasowe orzeczenie o zabezpieczeniu alimentow oraz ich wysokosci na 500 zl uzasadniajac , ze jest to kwota w pelni nalezaca na utrzymanie dziecka jak na polskie warunki.
Moj pozew skladal sie o walke:
Na alimento w kwocie 1000 zl.
Zwrocenie polowy kosztow wyprawki tj4tys.
Oraz 1,5 tys. Kosztow leczenia w okresie ciazy i porodu.
Zaznaczam, ze ja nie mam adwokata.
I stad moje pytanie:
Z tego wszystkiego widze, ze jednak sad nie patrzy na dokumentacje? Tylko bierze sume z powietrza?
Mam faktury, rachunki. Zaswiadczenia od lekarzy, koszty szczepionek. Wszystko- choc pewnie i to malo. Moj synek jest czysciutki i zadbany, ma doskonale warunki mieszkalne oraz psychofizyczne. Na same sloiczki wydaje prawie 400 zl (4,30 zl x3 =12,90/dziennie 387 miesiecznie), pieluchy pampers okolo 300 zl, a gdzie kosmetyki, zabawki, mleko, rachunki, lekarze i inne cuda.
Niby moge sie powolywac na kty prawne, ale z tego co wychodzi jednak sedzia tez czlowiek. I wszystkich bierze jedna miara. Znajoma miala podobna sytuacje, chociaz jej byly mezczyzna az tak duzo nie zarabial i ona tez tyle nie wydawala na potomka.
Doradzcie jak mam sie bronic by uzyskac nalezna sume.
Po wszystkim bede chciala ograniczyc prawa ojcowskie.
Aa i dodam, ze mimo zabezpieczenia alimentow na czas rozprawy pozwany nie wykazal zadnej checi i do tej pory nie dostalam ani jednej zlotowki od niego. Pozdrawiam serdecznie i prosze mnie nie krytykowac, szukam fachowej prawnej porady.