K
korpik
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2015
- Odpowiedzi
- 3
Witam.
Nie wiem już gdzie z tym problemem iść, szczególnie że nastąpiła zmowa milczenia i mataczenie w obrębie przedszkola.
Miasto Bydgoszcz, przedszkole miejskie.
Moja córka (5lat) wielokrotnie była pobita przez inne dziecko (dziewczynkę) w swojej przedszkolnej grupie.
Efektem czego były siniaki i zadrapania. Sprawa była kilkukrotnie zgłoszona wychowawcom, bez jakichkolwiek notatek i oczywiście bezskutecznie.
Jednak nie wytrzymałem, gdy w czasie przygotowania do snu, zauważyliśmy z żoną u córki otarcia w miejscu intymnym, i na pytanie co Ci się stało padła odpowiedź "xxxxx mi to zrobiła", a dlaczego nie mówiłaś Pani? "bo nie chciałam by była smutna". Aby mieć dowody, żona wykonała zdjęcie zaczerwienionych miejsc.
Napisałem maila do wychowawczyni, z adnotacją, że przekaże go również dyrekcji.
W mailu zasugerowałem usunięcie/przeniesienie dziecka xxxxxx do innej grupy/poza przedszkole i prośbę o interwencję, bo to już ne pierwszy raz ma miejsce napaść na moje dziecko.
Dyrekcja wykpiła sprawę traktując nas jak niespełna rozumu i fałszywie oskarżających, na dodatek wychowaczyni przeprowadziła rozmowę z dzieckiem i zrobiła notatkę, z której wyniknęło, że... w sumie to moja córka nic nie zgłasza, a datę i czas powstania urazu absolutnie nie zgadza się z grafikiem w przedszkolu z danego dnia (dziecko nie ma prawa dokładnie przecież pamiętać).
Na domiar złego, zorganizowano spotkanie obojga stron rodziców, dyrekcji i wychowawców, gdzie usłyszałem właśnie tę treść notatki wychowawcy oraz... zarzuty, że próbuję zniesławiać, sugerując, że skoro dziecko xxxxx (dziewczynka) dokonuje takich zachowań, to gdzieś je widziało. Sama dyrekcja twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a wychowawczynie tak spreparowały notatki, jakby nie było zgłoszeń z naszej strony na temat pobić. Jeszcze wypierały się jakichkolwiek takich uwag.
Wyszedłem z tego spotkania, trzaskając drzwiami, bo co ja mam robić? Ja sam i 5 osób przeciw mnie. Nawet nie było próby stwierdzenia czy to miało faktycznie miesce i przyjęcia informacji o tym, że są takie zdarzenia. Zmowa ewidentna i krycie, aby tylko wszystko się zgadzało w papierach i posadki ciepłe były zachowane.
Co mam robić? Moje dziecko na pewno znów zostanie pobite.
Interwencja u dyrekcji jest bezsensu. Interwencja w kuratorium nic nie da, bo są już papierkowo przygotowani w przedszkolu.
Żeby było trudniej, przedszkole zgłosiło sprawę w Policji i żona składała już wyjaśnienia. Jednak NIKT z psychologów (jedynie wychowawczyni-zresztą zrobiła o tym notatkę) nie rozmawiał z móim dzieckiem.
Pomocy.
Moje dziecko było napastowane fizycznie i seksualnie. Sprawa ze strony przedszkola i tamtych rodziców dąży do zamiecienia pod dywan.
Nie chcę robić szopek typu TVN Uwaga, ale jak inaczej mam sprawić, by ktoś ruszył tę klikę?
Szczególnie, gdy przygotowali sobie papierkowe zaplecze i pamięć 5-latka do dat jest zawodna. Jedyne co mamy jako namacalny dowód to zdjęcie z datą...
Nie wiem już gdzie z tym problemem iść, szczególnie że nastąpiła zmowa milczenia i mataczenie w obrębie przedszkola.
Miasto Bydgoszcz, przedszkole miejskie.
Moja córka (5lat) wielokrotnie była pobita przez inne dziecko (dziewczynkę) w swojej przedszkolnej grupie.
Efektem czego były siniaki i zadrapania. Sprawa była kilkukrotnie zgłoszona wychowawcom, bez jakichkolwiek notatek i oczywiście bezskutecznie.
Jednak nie wytrzymałem, gdy w czasie przygotowania do snu, zauważyliśmy z żoną u córki otarcia w miejscu intymnym, i na pytanie co Ci się stało padła odpowiedź "xxxxx mi to zrobiła", a dlaczego nie mówiłaś Pani? "bo nie chciałam by była smutna". Aby mieć dowody, żona wykonała zdjęcie zaczerwienionych miejsc.
Napisałem maila do wychowawczyni, z adnotacją, że przekaże go również dyrekcji.
W mailu zasugerowałem usunięcie/przeniesienie dziecka xxxxxx do innej grupy/poza przedszkole i prośbę o interwencję, bo to już ne pierwszy raz ma miejsce napaść na moje dziecko.
Dyrekcja wykpiła sprawę traktując nas jak niespełna rozumu i fałszywie oskarżających, na dodatek wychowaczyni przeprowadziła rozmowę z dzieckiem i zrobiła notatkę, z której wyniknęło, że... w sumie to moja córka nic nie zgłasza, a datę i czas powstania urazu absolutnie nie zgadza się z grafikiem w przedszkolu z danego dnia (dziecko nie ma prawa dokładnie przecież pamiętać).
Na domiar złego, zorganizowano spotkanie obojga stron rodziców, dyrekcji i wychowawców, gdzie usłyszałem właśnie tę treść notatki wychowawcy oraz... zarzuty, że próbuję zniesławiać, sugerując, że skoro dziecko xxxxx (dziewczynka) dokonuje takich zachowań, to gdzieś je widziało. Sama dyrekcja twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, a wychowawczynie tak spreparowały notatki, jakby nie było zgłoszeń z naszej strony na temat pobić. Jeszcze wypierały się jakichkolwiek takich uwag.
Wyszedłem z tego spotkania, trzaskając drzwiami, bo co ja mam robić? Ja sam i 5 osób przeciw mnie. Nawet nie było próby stwierdzenia czy to miało faktycznie miesce i przyjęcia informacji o tym, że są takie zdarzenia. Zmowa ewidentna i krycie, aby tylko wszystko się zgadzało w papierach i posadki ciepłe były zachowane.
Co mam robić? Moje dziecko na pewno znów zostanie pobite.
Interwencja u dyrekcji jest bezsensu. Interwencja w kuratorium nic nie da, bo są już papierkowo przygotowani w przedszkolu.
Żeby było trudniej, przedszkole zgłosiło sprawę w Policji i żona składała już wyjaśnienia. Jednak NIKT z psychologów (jedynie wychowawczyni-zresztą zrobiła o tym notatkę) nie rozmawiał z móim dzieckiem.
Pomocy.
Moje dziecko było napastowane fizycznie i seksualnie. Sprawa ze strony przedszkola i tamtych rodziców dąży do zamiecienia pod dywan.
Nie chcę robić szopek typu TVN Uwaga, ale jak inaczej mam sprawić, by ktoś ruszył tę klikę?
Szczególnie, gdy przygotowali sobie papierkowe zaplecze i pamięć 5-latka do dat jest zawodna. Jedyne co mamy jako namacalny dowód to zdjęcie z datą...
Ostatnia edycja: