A
Andrzejkrajewaki1991
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2022
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry,
Zwracam się do Was z prośbą o sugestię co mogę zrobić w sytuacji której się znalazłem. Wraz z narzeczoną postanowiliśmy wyjechać z miasta, jako że decyzja była dość spontaniczna nie decydowaliśmy się na zakup domu/działki pod budowę, ale trafiliśmy na mieszkanie w ponad 100 letniej kamienicy w której znajdują się łącznie z naszym 6 lokali mieszkalnych. Podwórko i sam budynek wymaga włożenia serca i pracy ale mieszkańcy(prawie sami starsi ludzie, chętni do przywrócenia dawnej świetności budynkowi) Problemem okazało się jedno mieszkanie. Brak drzwi, goła cegłą. Myślałem że to pustostan. A jednak właścicielem jest tutejszy "wiraszka" Mieszkanie zapisane na jego nieletnią córkę. Okazało się że w budynku dach wymieniony jest tylko nad moją/sąsiadki z dołu częścią, a reszta przecieka jak ser szwajcarski. Mimo że 2 lata temu był łatany. Zaproponowałem sąsiadom remont dachu, wiele rzeczy mozemy zrobić sami, co uchroni dach przed zawaleniem się. Jednak "właściciel" pustostatniu, stwierdził że on tam nie mieszka, jak chcemy naprawiać dach to proszę bardzo. On złotówki nie da. Co kilka dni zreszta pojawiają się u nas komornicy szukająć owego typa. Jako że ma też mieszkanie w tym budynku to rości sobie prawiwa do części wspólmych i tak od kiedy tu mieszkamy na podwórku stoją jego firmowe ciężarówki, jakieś resztki złomu(facet prowadzi firmę ze odpadami wielkogabarytowymi). W ogrodzie przed domem mamy wysypanę resztki z wyprucia jego mieszkania, tynk, cegły, podłogi. i tak sobie to zarasta od 2 lat, a ów przyjemniaczek ma to brzydko mówiąc w 4 literach, od sąsiadów wiem że wielokrotnie próbowali interweniować aby zabrał swoje śmieci, jednak 2 metrowy osiłek "zatrudniający" cały okoliczny element niewiele robi sobie z próśb sąsiadów. Sam też obawiam się wchodzić z nim w ostrzejszą wymianę zdań.
Reasumując, facet kupił 3 lata temu mieszkanie od gminy za ok 10k, przepisał je na córkę, dzieki czemu zrobił sobie z podwórka i ogródka swój teren roboczy. Nie interesuje go ratowania dachu który do zimy się zawali, bo i tak tu nie mieszka, potrzebuje terenu nie mieszkania. Nie chce ruszać swojego gruzu, który wywalił nam pod oknami bo jak wyżej tu nie mieszka. Wiem że najłatwiejszym wyjściem byłoby sprzedanie mieszkania i zmiana miejsca, ale zakochaliśmy się w okolicy i trochę jako misję traktuje uratowanie budynku, co już samo w sobie nie będzie łatwe, a mając takiego hamulcowego wyjade sie jeszcze bardziej odległo.
Proszę o rady co możemy zrobić aby pozbyć się szkodnika?
Zwracam się do Was z prośbą o sugestię co mogę zrobić w sytuacji której się znalazłem. Wraz z narzeczoną postanowiliśmy wyjechać z miasta, jako że decyzja była dość spontaniczna nie decydowaliśmy się na zakup domu/działki pod budowę, ale trafiliśmy na mieszkanie w ponad 100 letniej kamienicy w której znajdują się łącznie z naszym 6 lokali mieszkalnych. Podwórko i sam budynek wymaga włożenia serca i pracy ale mieszkańcy(prawie sami starsi ludzie, chętni do przywrócenia dawnej świetności budynkowi) Problemem okazało się jedno mieszkanie. Brak drzwi, goła cegłą. Myślałem że to pustostan. A jednak właścicielem jest tutejszy "wiraszka" Mieszkanie zapisane na jego nieletnią córkę. Okazało się że w budynku dach wymieniony jest tylko nad moją/sąsiadki z dołu częścią, a reszta przecieka jak ser szwajcarski. Mimo że 2 lata temu był łatany. Zaproponowałem sąsiadom remont dachu, wiele rzeczy mozemy zrobić sami, co uchroni dach przed zawaleniem się. Jednak "właściciel" pustostatniu, stwierdził że on tam nie mieszka, jak chcemy naprawiać dach to proszę bardzo. On złotówki nie da. Co kilka dni zreszta pojawiają się u nas komornicy szukająć owego typa. Jako że ma też mieszkanie w tym budynku to rości sobie prawiwa do części wspólmych i tak od kiedy tu mieszkamy na podwórku stoją jego firmowe ciężarówki, jakieś resztki złomu(facet prowadzi firmę ze odpadami wielkogabarytowymi). W ogrodzie przed domem mamy wysypanę resztki z wyprucia jego mieszkania, tynk, cegły, podłogi. i tak sobie to zarasta od 2 lat, a ów przyjemniaczek ma to brzydko mówiąc w 4 literach, od sąsiadów wiem że wielokrotnie próbowali interweniować aby zabrał swoje śmieci, jednak 2 metrowy osiłek "zatrudniający" cały okoliczny element niewiele robi sobie z próśb sąsiadów. Sam też obawiam się wchodzić z nim w ostrzejszą wymianę zdań.
Reasumując, facet kupił 3 lata temu mieszkanie od gminy za ok 10k, przepisał je na córkę, dzieki czemu zrobił sobie z podwórka i ogródka swój teren roboczy. Nie interesuje go ratowania dachu który do zimy się zawali, bo i tak tu nie mieszka, potrzebuje terenu nie mieszkania. Nie chce ruszać swojego gruzu, który wywalił nam pod oknami bo jak wyżej tu nie mieszka. Wiem że najłatwiejszym wyjściem byłoby sprzedanie mieszkania i zmiana miejsca, ale zakochaliśmy się w okolicy i trochę jako misję traktuje uratowanie budynku, co już samo w sobie nie będzie łatwe, a mając takiego hamulcowego wyjade sie jeszcze bardziej odległo.
Proszę o rady co możemy zrobić aby pozbyć się szkodnika?