M
milosz_gladysz
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2019
- Odpowiedzi
- 13
Dzień dobry,
jakiś czas temu podjąłem się zlecenia (projekt architektoniczny rozbudowy domu). Ustaliłem z inwestorem zakres prac i wysokość wynagrodzenia w mailu i nawet pobrałem niewielką zaliczkę (na poczet poniesionych kosztów, jak uzyskanie mapy geodezyjnej - którą przekazałem inwestorowi). Nie podpisaliśmy jednak umowy i nie ustaliliśmy konkretnego terminu, a w momencie, gdy prace były już dosyć zaawansowane, musiałem niestety wycofać się z tego projektu, ponieważ poważnie się rozchorowałem, co na kilka miesięcy wyłączyło mnie z życia zawodowego.
Przeprosiłem go i powiedziałem, że ze względu na sytuację osobistą muszę wycofać się z tej inicjatywy. Ponieważ inwestorem był dalszy znajomy, do którego miałem zaufanie, przekazałem mu lekkomyślnie ukończoną w 90% dokumentację uzgadniając, że znajdzie architekta, który dokończy to za mnie i uzgodnimy następnie wysokość rekompensaty za dotychczasowe prace.
Następnie straciłem zainteresowanie tematem ze względu na poważniejsze problemy, które miałem na głowie, żeby po kilku miesiącach dowiedzieć się, że inwestor przekazał moje rysunki zaprzyjaźnionemu architektowi, który dokończył je (projekt obecnie jest w budowie). Inwestor odmówił mi jakiejkolwiek zapłaty.
I teraz tak: jeśli chodzi o zapłatę, nie sądzę żeby było tu coś do ugrania. Choć jeśli się mylę, byłoby mi bardzo miło.
Bardziej chodzi mi o to, że architekt, który przejął po mnie dokumentację, nigdy nie skontaktował się ze mną, nie poinformował o kontynuowaniu prac, nie doszło do żadnego przekazania praw autorskich z mojej strony. Wiem, że podobne sprawy kończyły się w moim mieście tymczasowym odebraniem praw do wykonywania zawodu przez izbę zawodową za nieetyczne zachowanie. Ale czy ktoś widzi tu szansę na skuteczne pozwanie go (lub ugodę) o odszkodowanie?
Pozdrawiam
jakiś czas temu podjąłem się zlecenia (projekt architektoniczny rozbudowy domu). Ustaliłem z inwestorem zakres prac i wysokość wynagrodzenia w mailu i nawet pobrałem niewielką zaliczkę (na poczet poniesionych kosztów, jak uzyskanie mapy geodezyjnej - którą przekazałem inwestorowi). Nie podpisaliśmy jednak umowy i nie ustaliliśmy konkretnego terminu, a w momencie, gdy prace były już dosyć zaawansowane, musiałem niestety wycofać się z tego projektu, ponieważ poważnie się rozchorowałem, co na kilka miesięcy wyłączyło mnie z życia zawodowego.
Przeprosiłem go i powiedziałem, że ze względu na sytuację osobistą muszę wycofać się z tej inicjatywy. Ponieważ inwestorem był dalszy znajomy, do którego miałem zaufanie, przekazałem mu lekkomyślnie ukończoną w 90% dokumentację uzgadniając, że znajdzie architekta, który dokończy to za mnie i uzgodnimy następnie wysokość rekompensaty za dotychczasowe prace.
Następnie straciłem zainteresowanie tematem ze względu na poważniejsze problemy, które miałem na głowie, żeby po kilku miesiącach dowiedzieć się, że inwestor przekazał moje rysunki zaprzyjaźnionemu architektowi, który dokończył je (projekt obecnie jest w budowie). Inwestor odmówił mi jakiejkolwiek zapłaty.
I teraz tak: jeśli chodzi o zapłatę, nie sądzę żeby było tu coś do ugrania. Choć jeśli się mylę, byłoby mi bardzo miło.
Bardziej chodzi mi o to, że architekt, który przejął po mnie dokumentację, nigdy nie skontaktował się ze mną, nie poinformował o kontynuowaniu prac, nie doszło do żadnego przekazania praw autorskich z mojej strony. Wiem, że podobne sprawy kończyły się w moim mieście tymczasowym odebraniem praw do wykonywania zawodu przez izbę zawodową za nieetyczne zachowanie. Ale czy ktoś widzi tu szansę na skuteczne pozwanie go (lub ugodę) o odszkodowanie?
Pozdrawiam
Ostatnia edycja: