J
JKlodzko
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2012
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry,
Mam nietypową, jak sądzę, sytuację. 08 Października tego roku miałem wypadek we Wrocławiu. Jechałem prawym pasem po czym zacząłem wyprzedzać, zjechałem na lewy pas. Przede mną było przejście dla pieszych, kiedy się zorientowałem, że auto na prawym pasie zaczyna hamować aby wpuścić pieszego na pasy, też zacząłem mocno hamować aby nie przejechać przez przejście dla pieszych. Okazało się, że jadący Fiatem Punto za mną nie wyhamował i z dużą siłą we mnie wjechał. Przyjechała Policja, wskazała tego Pana jako winnego i wystawiła mu mandat a ja zostałem puszczony bez mandatu. Dopiero potem okazało się, że Pan, który we mnie wjechał odmówił przyjęcia mandatu. Policja skierowała sprawę do biegłego, który ku mojemu zdziwieniu przypisał całą winę mi. Chciałem na komisariacie zapoznać się z ekspertyzą biegłego aby móc się do tego odnieść. Ale Pani Policjantka odmówiła twierdząc, że nie może tego zrobić, i ze mogę się zapoznać z ekspertyzą tylko jeżeli sprawa zostałaby skierowana do sądu. Wskazała mnie jako winnego i powiedziała, że wprawdzie Policjant na miejscu zdarzenia wskazał jako winnego Pana, który we mnie wjechał, ale jednak biegły stwierdził inaczej więc wina jest po mojej stronie. Dodam, że biegły zaznaczył, że wyprzedzałem na linii ciągłej, w miejscu gdzie nie wolno mi było wyprzedzać, do tego mocne hamowanie uniemożliwiające jadącemu za mną uniknięcie kolizji. Jako, że nie mam wiedzy technicznej aby to zweryfikować to przyjąłem i zapłaciłem mandat.
I teraz zaczyna się ciekawostka: zadzwoniłem do ubezpieczyciela, który zaczął podważać ustalenia biegłego. Do tego Pani z ubezpieczeń powiedziała, że Policjantka nie miała prawa odmówić mi wglądu w ekspertyzę, a więc odmówić mi możliwości odniesienia się do niej. Pomijam fakt, że nie mam wiedzy technicznej aby się w pełni do niej odnieść.
Pani z ubezpieczenia powiedziała też, że ona nie widzi podstaw aby wypłacić odszkodowanie Panu, który we mnie wjechał bo jej zdaniem wina jest po jego stronie (moim zdaniem Pan jadący za mną miał możliwość wyhamowania, nie zajechałem mu drogi w jakiś bezsprzecznie ordynarny sposób, był spory kawałek za mną. Prędkość też nie była duża, ja jechałem 47km/h natomiast biegły stwierdził, że jadący za mną jechał niewiele wolniej. Biegły stwierdził, że zmieścił się w sekundzie reakcji więc nie popełnił błędu - moim zdaniem to bardzo dyskusyjne).
Mam kilka pytań:
1. Czy Policjantka miała prawo odmówić mi wglądu w ekspertyzę? Czy jest jakaś podstawa prawna? Czy mogę się od tego dzisiaj odwołać i uzyskać ekspertyzę, jeżeli tak to jaka jest podstawa prawna, na której mogę się oprzeć.
2. Czy Ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania? Jakie są konsekwencje?
3. Jeżeli zdarzyłaby się sytuacja, że Ubezpieczyciel odmówiłby wypłacenia ubezpieczenia bazując na tym, że wina jednak nie była po mojej stronie, to co w takie sytuacji i czy jest ona w ogóle możliwa?
Z góry bardzo dziękuję.
Pozdrawiam,
Paweł
Mam nietypową, jak sądzę, sytuację. 08 Października tego roku miałem wypadek we Wrocławiu. Jechałem prawym pasem po czym zacząłem wyprzedzać, zjechałem na lewy pas. Przede mną było przejście dla pieszych, kiedy się zorientowałem, że auto na prawym pasie zaczyna hamować aby wpuścić pieszego na pasy, też zacząłem mocno hamować aby nie przejechać przez przejście dla pieszych. Okazało się, że jadący Fiatem Punto za mną nie wyhamował i z dużą siłą we mnie wjechał. Przyjechała Policja, wskazała tego Pana jako winnego i wystawiła mu mandat a ja zostałem puszczony bez mandatu. Dopiero potem okazało się, że Pan, który we mnie wjechał odmówił przyjęcia mandatu. Policja skierowała sprawę do biegłego, który ku mojemu zdziwieniu przypisał całą winę mi. Chciałem na komisariacie zapoznać się z ekspertyzą biegłego aby móc się do tego odnieść. Ale Pani Policjantka odmówiła twierdząc, że nie może tego zrobić, i ze mogę się zapoznać z ekspertyzą tylko jeżeli sprawa zostałaby skierowana do sądu. Wskazała mnie jako winnego i powiedziała, że wprawdzie Policjant na miejscu zdarzenia wskazał jako winnego Pana, który we mnie wjechał, ale jednak biegły stwierdził inaczej więc wina jest po mojej stronie. Dodam, że biegły zaznaczył, że wyprzedzałem na linii ciągłej, w miejscu gdzie nie wolno mi było wyprzedzać, do tego mocne hamowanie uniemożliwiające jadącemu za mną uniknięcie kolizji. Jako, że nie mam wiedzy technicznej aby to zweryfikować to przyjąłem i zapłaciłem mandat.
I teraz zaczyna się ciekawostka: zadzwoniłem do ubezpieczyciela, który zaczął podważać ustalenia biegłego. Do tego Pani z ubezpieczeń powiedziała, że Policjantka nie miała prawa odmówić mi wglądu w ekspertyzę, a więc odmówić mi możliwości odniesienia się do niej. Pomijam fakt, że nie mam wiedzy technicznej aby się w pełni do niej odnieść.
Pani z ubezpieczenia powiedziała też, że ona nie widzi podstaw aby wypłacić odszkodowanie Panu, który we mnie wjechał bo jej zdaniem wina jest po jego stronie (moim zdaniem Pan jadący za mną miał możliwość wyhamowania, nie zajechałem mu drogi w jakiś bezsprzecznie ordynarny sposób, był spory kawałek za mną. Prędkość też nie była duża, ja jechałem 47km/h natomiast biegły stwierdził, że jadący za mną jechał niewiele wolniej. Biegły stwierdził, że zmieścił się w sekundzie reakcji więc nie popełnił błędu - moim zdaniem to bardzo dyskusyjne).
Mam kilka pytań:
1. Czy Policjantka miała prawo odmówić mi wglądu w ekspertyzę? Czy jest jakaś podstawa prawna? Czy mogę się od tego dzisiaj odwołać i uzyskać ekspertyzę, jeżeli tak to jaka jest podstawa prawna, na której mogę się oprzeć.
2. Czy Ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania? Jakie są konsekwencje?
3. Jeżeli zdarzyłaby się sytuacja, że Ubezpieczyciel odmówiłby wypłacenia ubezpieczenia bazując na tym, że wina jednak nie była po mojej stronie, to co w takie sytuacji i czy jest ona w ogóle możliwa?
Z góry bardzo dziękuję.
Pozdrawiam,
Paweł