[cytat="ubilexibi"]No, bez jaj. Tak nie mogło być. Zajrzyj do akt. Na pewno jest protokół ogłoszenia wyroku.
Zakładając, że byłoby tak jak piszesz - wyrok ten byłby typowym przykładem sententia non existens, czyli wyrokiem nieistniejącym. Nie można go zaskarżyć, ponieważ w sensie procesowym go nie ma.[/cytat]
Dzięki.
Mam świadomość "dziwności" sytuacji.
Stawiałam się na wszystkie 3 terminy wyznaczone na publikację. W pierwszym terminie sędzia "oko w oko" powiadomiła mnie o odroczeniu na następny tydzień. W drugim terminie o zmianie ze względu na chorobę sędziego powiadomiła mnie sekretarka przed salą sądową. W trzecim terminie nikt nie pojawił się o wyznaczonej godzinie i w wyznaczonej sali, a w sekretariacie II Wydziału Cywilnego , do którego po 20 min. oczekiwania udałam się, pracowniczka sekretariatu odczytała mi sentencję.