RE: szkolenie indywidualne z UP
A ja doskonale rozumiem natura 57 i uważam, że ma rację. Zdecydowanie.
O ew. pieniactwo w spr. szkoleń finansowanych ze środków publicznych oraz unijnych naprawdę nietrudno, gdyż piana sama ciśnie się na usta.
Cały ten szkoleniowy biznes w ramach tych środków, a CEL jakiemu ma on w teorii i cytowanych przez Kosssz odnośnych przepisów służyć, to dwa odrębne, mijające się ze sobą światy. Od lat PRAKTYKA wskazuje na to, iż biznes ten służy ..... temu biznesowi i niczemu innemu. Jest grupa ludzi zarabiających na bardzo wątpliwej jakości, nikomu nie potrzebnych szkoleniach, ot i rzeczywisty cel, a w każdym razie skutek inwestowania naszych podatków, jak i podatków naszych unijnych sąsiadów.
Tylko w pewnym, ograniczonym (a na pewno NIE założonym) zakresie służy cały ten szkoleniowy biznes ograniczeniu i przeciwdziałaniu bezrobociu w Polsce. Mianowicie przeciwdziała bezrobociu ludzi zajmujących się, prowadzących owe szkolenia. Odbiorcy (uczestnicy) szkoleń, nie są w żadnym razie beneficjentami wydatkowanych środków publicznych, a jedynie firmy, osoby prowadzące takie szkolenia.
Ja osobiście jestem oburzona, a nawet wstrząśnięta tym, jak bardzo i jak jawnie środki publiczne są marnotrawione, kierowane na rzecz innych beneficjentów niż ich oficjalny tytuł. I od lat nie widać znikąd żadnej dobrej woli, by zrobić z tym porządek.
Uzasadnienie ? Co ja mam tu uzasadniać ?! Każda średnio rozgarnięta osoba, nie będąca analfabetą może sobie porównać ofertę szkoleniową dla bezrobotnych z rzeczywistymi ofertami pracy i stawianymi w nich wymogami kwalifikacji. Trochę najprostszej analizy i najprostszej statystyki, dosłownie kilka godzin pochylenia się nad tematem, by wywnioskować jak bardzo odrębne są to rzeczywistości. Np. konia z rzędem komuś, kto znajdzie ofertę pracy, w której jest podany wymóg znajomości jęz. angielskiego w stopniu podstawowym. No exist ! Nic dziwnego, bo po co to komu ? Język angielski, jeśli potrzeby, to na poziomie min B2, częściej C1, a nawet C2, albo nie potrzebny wcale na dane stanowisko, bo komu potrzebny poziom podstawowy ? Nikomu. I to odzwierciedla się w zerowej ilości ofert pracy z j. angielskim na poziomie podstawowym. Jednocześnie szkolenia ze środków publicznych oferują bogaty wachlarz kursów angielskiego na poziomie .....podstawowym. A na poziomie B2 do C2 zero ofert szkoleniowych dla bezrobotnych, za to mnóstwo ofert pracy.
To tylko przykład, tak jest ze wszystkimi szkoleniami dla bezrobotnych, finansowanymi ze środków publicznych i unijnych.
Ponad to, proszę zajrzeć choćby na stronę zarejestrowanych instytucji szkoleniowych (np z ramienia WUP warszawskiego). To jest hańba, jak w dzisiejszych czasach wygląda ta strona. Nazwy instytucji nawet nie uporządkowane w kolejności alfabetycznej, brak wyszukiwania choćby pod względem lokalizacji instytucji, wyszukiwarka prymitywna jak sprzed 20 lat, tudzież wcale nie działająca.
Miliony i miliardy zł pobrane od podatników są inwestowane w sektor szkoleniowy (gdzie duża część sprawia wrażenie firm szemranych / krzaków), a brak jest pieniędzy na 1 (słownie : jednego) informatyka/administratora, który zajmie się tą stroną na ułamek etatu. Brak środków na analityka, zdolnego skorelować potrzeby rynku pracy z ofertą szkoleniową dla bezrobotnych ? To ciekawe.
Powyższe ukazuje rzeczywiste "zaangażowanie" odnośnych władz, urzędów w problematykę zmniejszenia bezrobocia.
Są to tak jawne i długo trwające zaniedbania, nieprawidłowości, że trudno uwierzyć w np. brak kompetencji, doświadczenia itp., a jawi się niestety jakaś smutna celowość takiego a nie innego gospodarowania, zarządzania środkami publicznymi przeznaczonymi na ograniczenie bezrobocia.
Mówią, że jak nie wiadomo o co chodzi, to ......chodzi o pieniądze. A biznes szkoleniowy kwitnie - za nasze pieniądze właśnie. I tylko on. A bezrobocie rośnie.