S
serg17
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2009
- Odpowiedzi
- 27
Podczas fali upałów postanowiłem kupić w jednym z marketów budowlanych klimatyzator typu split - montowany przez specjalistyczną firmę. Zapłaciłem i umóiłem się z pierwszym lepszym autoryzowanym serwisem, który zamontował mi urządzenie. Sprzęt działał przez 4 dni, po tym czasie coś się rozszczelniło i uciekał gaz. Monterzy którzy przyjechali stwierdzili, że zdejmą urządzenie, sprawdzą na warsztacie szczelność. Tak też zrobili.
Rozebrali jednostkę wewnętrzną gdzie pod lamelami, w miejscu normalnie niedostępnym, znajdowała się zagięta rurka. Skasowali mnie 150 zł netto za ponowny przyjazd i sprawdzenie urządzenia. Podbili mi kwit, że wg nich urządzenie było uszkodzone fabrycznie w miejscu w którym nie ma możliwości inergencji.
Z jednostką udałem się do marketu. Ten spisał reklamację i odesłał do naprawy urządzenie. Po kilku dniach zadzwonił serwisant mówiąc, że to serwis montujący uszkodził rurki gazowe w środku, że powyginał itp. Jednak Pan Serwisant wykazał się ciekawą inwencją, powiedział, że on mi grzecznościowo to wymieni i odeśle. Tak tez się stało.
Na kartce napisał, że urządzenie zostało uszkodzone podczas montażu i nie miało prawa w ogóle działać <bzdura>. Jednak naprawa została przyjęta, sprzęt jest naprawiony.
Teraz klima leży w markecie, bo sprzedawca chce umyć ręce od poniesienia kosztów ponownego montażu (napełnienia gazem). Opiera się na opinii serwisanta, która jest sprzeczna z opinią moich monterów. Ponadto wskazuje, że powinienem wpierw reklamację złożyć u nich w markecie, przed demontażem urządzenia przez serwis. Jednak sklep reklamację przyjął.
Po tygodniu sprzęt odesłano do marketu i skontaktowano się ze mną. Dwukrotnie byłem tam aby ustalić sposób załatwienia sprawy. W reklamacji zażądałem wymiany wadliwej jednostki (nie naprawy chłodnicy w środku, co zrobili przecież "grzecznościowo" - po co?) oraz ponownego montażu - na ich koszt - w moim domu. Po 8 dniach od zgłoszenia dostałem informację smsem, że sprzęt jest do odbioru z marketu.
Jednak dwa razy kierownika nie było i nie było wiadomo jak ostatecznie załatwić tę sprawę, więc nic nie podpisywałem a jednostka dalej jest na dziale. Pracownica zapewniała mnie, że sprawa została przekazana do dyrekcji sklepu i ktoś się miał ze mną skontaktować. Tak się jednak nie stało.
Wczoraj minęło 14 dni kalendarzowych od zgłoszenia reklamacji. Moje żądania z kwitu nie zostały więc spełnione. Czekam na odzew sklepu. Skoro nie dostałem ostatecznego kwitu zamknięcia sprawy (spełnienia żądań), mogę uznać, że reklamacja została załatwiona na moją korzyść?
Proszę o wyjaśnienie, gdyż zapewne - na podstawie obydwu opinii - ciężko będzie teraz ustalić kto faktycznie zawinił. Fakt jest taki, że reklamacja została przyjęta niezgodnie z procedurą serwisową, a ja jako klient nie miałem w środku karty gwarancyjnej z kontaktem do przedstawiciela serwisu właściwego. Skąd mogłem więc wiedzieć, że to się nie tak robi? Uderzyłem przecież do firmy, która montowała, bo sam myślałem że coś schrzanili.
Skoro minęło 14 dni (k), to sklep powinien uznać wszystkie moje żądania i wymienić jednostkę oraz opłacić serwis, który przyjedzie i od nowa zamontuje mi tak, aby wszystko działało?
Dziękuję za odpowiedź.
Rozebrali jednostkę wewnętrzną gdzie pod lamelami, w miejscu normalnie niedostępnym, znajdowała się zagięta rurka. Skasowali mnie 150 zł netto za ponowny przyjazd i sprawdzenie urządzenia. Podbili mi kwit, że wg nich urządzenie było uszkodzone fabrycznie w miejscu w którym nie ma możliwości inergencji.
Z jednostką udałem się do marketu. Ten spisał reklamację i odesłał do naprawy urządzenie. Po kilku dniach zadzwonił serwisant mówiąc, że to serwis montujący uszkodził rurki gazowe w środku, że powyginał itp. Jednak Pan Serwisant wykazał się ciekawą inwencją, powiedział, że on mi grzecznościowo to wymieni i odeśle. Tak tez się stało.
Na kartce napisał, że urządzenie zostało uszkodzone podczas montażu i nie miało prawa w ogóle działać <bzdura>. Jednak naprawa została przyjęta, sprzęt jest naprawiony.
Teraz klima leży w markecie, bo sprzedawca chce umyć ręce od poniesienia kosztów ponownego montażu (napełnienia gazem). Opiera się na opinii serwisanta, która jest sprzeczna z opinią moich monterów. Ponadto wskazuje, że powinienem wpierw reklamację złożyć u nich w markecie, przed demontażem urządzenia przez serwis. Jednak sklep reklamację przyjął.
Po tygodniu sprzęt odesłano do marketu i skontaktowano się ze mną. Dwukrotnie byłem tam aby ustalić sposób załatwienia sprawy. W reklamacji zażądałem wymiany wadliwej jednostki (nie naprawy chłodnicy w środku, co zrobili przecież "grzecznościowo" - po co?) oraz ponownego montażu - na ich koszt - w moim domu. Po 8 dniach od zgłoszenia dostałem informację smsem, że sprzęt jest do odbioru z marketu.
Jednak dwa razy kierownika nie było i nie było wiadomo jak ostatecznie załatwić tę sprawę, więc nic nie podpisywałem a jednostka dalej jest na dziale. Pracownica zapewniała mnie, że sprawa została przekazana do dyrekcji sklepu i ktoś się miał ze mną skontaktować. Tak się jednak nie stało.
Wczoraj minęło 14 dni kalendarzowych od zgłoszenia reklamacji. Moje żądania z kwitu nie zostały więc spełnione. Czekam na odzew sklepu. Skoro nie dostałem ostatecznego kwitu zamknięcia sprawy (spełnienia żądań), mogę uznać, że reklamacja została załatwiona na moją korzyść?
Proszę o wyjaśnienie, gdyż zapewne - na podstawie obydwu opinii - ciężko będzie teraz ustalić kto faktycznie zawinił. Fakt jest taki, że reklamacja została przyjęta niezgodnie z procedurą serwisową, a ja jako klient nie miałem w środku karty gwarancyjnej z kontaktem do przedstawiciela serwisu właściwego. Skąd mogłem więc wiedzieć, że to się nie tak robi? Uderzyłem przecież do firmy, która montowała, bo sam myślałem że coś schrzanili.
Skoro minęło 14 dni (k), to sklep powinien uznać wszystkie moje żądania i wymienić jednostkę oraz opłacić serwis, który przyjedzie i od nowa zamontuje mi tak, aby wszystko działało?
Dziękuję za odpowiedź.