C
Cabus
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2011
- Odpowiedzi
- 20
Dzień dobry,
Mam taki case - nie znam się dokładnie na prawach konsumenta, liczę na mądre sugestie co mogę zrobić w mojej sytuacji?
W zeszłym roku w listopadzie zamówiłem wraz z żoną meble kuchenne w znanym salonie meblowym. W połowie grudnia meble były do odbioru. Zamówiliśmy montaż firmy zewnętrznej, polecanej przez sprzedawcę. Z racji odległości terminów umówiliśmy się na montaż na koniec stycznie. Podczas wykonywania usługi okazało się że 7 elementów meblowych wymaga reklamacji, są porysowane albo obite. Napisałem wiadomość do sprzedawcy - dostałem odpowiedź, żeby kontaktować się z odpowiednim działem pod adresem mailowym raklamcje@. W związku z czym dnia 2.02 napisałem wiadomość i załączyłem dokumentację zdjęciową. Po sześciu dniach bez odpowiedzi napisałem email z zapytaniem co w temacie - również bez odpowiedzi. Po kolejnych 3 dniach napisałem kolejną wiadomość, dołączając do dw adres działu kuchennego i ogólny adres mailowy. Następnego dnia otrzymałem info drogą sms że 7 reklamacji ma właśnie nadawany bieg!
Po dwóch tygodniach otrzymałem info że 2 fronty meblowe są już do odbioru i kierowca może je dostarczyć. Na miejscu okazało się że kierowca oprócz zadania dostarczenia frontów otrzymał jeszcze misje obejrzenia mebli innego producenta, które widniały pod numerem ewidencyjnym mebla który zamawiałem i reklamowałem. Sporządziliśmy notatkę z info że mebli innego producenta nie mam i nie zamawiałem. Kilka dni później skontaktował się ze mną producent rzekomego mebla z zapytaniem czy na pewno nie mam. Odpowiedź email - "nie, nie mam".
Zniecierpliwiony udałem się do salonu, do działu reklamacji żeby cała sprawę wyjaśnić. Na miejscu okazało się że mają bałagan w systemie i według pracownika nic złego się nie dzieje i że napisze do producenta wiadomość z prośbą o produkcję moich mebli priorytetowo. To był koniec lutego.
Po kolejnych dwóch tygodniach (tj 12.03) udałem się ponownie do salonu z zapytaniem co się dzieje w mojej sprawie. Zdawkowa odpowiedź - na razie czekamy. Dnia 12 marca napisałem mail na ogólną skrzynkę z prośbą o pilny kontakt i próbą rozmowy jak salon zamierza podejść do całej sprawy. Oczywiście do dzisiaj bez odpowiedzi...
Rozumiem że salon ma zapis w regulaminie że może nie wyrobić się w terminie 30 dni z rozwiązaniem reklamacji, wynika to głównie z powodu czasem z konieczności produkcji nie standardowych, do których producent linię produkcyjną ustawia np. raz na dwa miesiące. Chociaż moje są dosyć standardowe... Natomiast w skutek niechęci przyjęcia mojej reklamacji w terminie, braku zaangażowania pracowników, słabej jakości produktów i braku informacji o etapie postępowania - ponoszę dodatkowe koszty ponieważ płacę kredy hipoteczny i kredyt za AGD za lokal, do którego nie mogę się wprowadzić!!! Pytanie czy istnieje podstawa prawna, która umożliwiałaby mi obciążenie tymi kosztami salon? Czy jest jakaś inna metoda "walki o swoje" w takiej sytuacji?
Pozdrawiam
Mam taki case - nie znam się dokładnie na prawach konsumenta, liczę na mądre sugestie co mogę zrobić w mojej sytuacji?
W zeszłym roku w listopadzie zamówiłem wraz z żoną meble kuchenne w znanym salonie meblowym. W połowie grudnia meble były do odbioru. Zamówiliśmy montaż firmy zewnętrznej, polecanej przez sprzedawcę. Z racji odległości terminów umówiliśmy się na montaż na koniec stycznie. Podczas wykonywania usługi okazało się że 7 elementów meblowych wymaga reklamacji, są porysowane albo obite. Napisałem wiadomość do sprzedawcy - dostałem odpowiedź, żeby kontaktować się z odpowiednim działem pod adresem mailowym raklamcje@. W związku z czym dnia 2.02 napisałem wiadomość i załączyłem dokumentację zdjęciową. Po sześciu dniach bez odpowiedzi napisałem email z zapytaniem co w temacie - również bez odpowiedzi. Po kolejnych 3 dniach napisałem kolejną wiadomość, dołączając do dw adres działu kuchennego i ogólny adres mailowy. Następnego dnia otrzymałem info drogą sms że 7 reklamacji ma właśnie nadawany bieg!
Po dwóch tygodniach otrzymałem info że 2 fronty meblowe są już do odbioru i kierowca może je dostarczyć. Na miejscu okazało się że kierowca oprócz zadania dostarczenia frontów otrzymał jeszcze misje obejrzenia mebli innego producenta, które widniały pod numerem ewidencyjnym mebla który zamawiałem i reklamowałem. Sporządziliśmy notatkę z info że mebli innego producenta nie mam i nie zamawiałem. Kilka dni później skontaktował się ze mną producent rzekomego mebla z zapytaniem czy na pewno nie mam. Odpowiedź email - "nie, nie mam".
Zniecierpliwiony udałem się do salonu, do działu reklamacji żeby cała sprawę wyjaśnić. Na miejscu okazało się że mają bałagan w systemie i według pracownika nic złego się nie dzieje i że napisze do producenta wiadomość z prośbą o produkcję moich mebli priorytetowo. To był koniec lutego.
Po kolejnych dwóch tygodniach (tj 12.03) udałem się ponownie do salonu z zapytaniem co się dzieje w mojej sprawie. Zdawkowa odpowiedź - na razie czekamy. Dnia 12 marca napisałem mail na ogólną skrzynkę z prośbą o pilny kontakt i próbą rozmowy jak salon zamierza podejść do całej sprawy. Oczywiście do dzisiaj bez odpowiedzi...
Rozumiem że salon ma zapis w regulaminie że może nie wyrobić się w terminie 30 dni z rozwiązaniem reklamacji, wynika to głównie z powodu czasem z konieczności produkcji nie standardowych, do których producent linię produkcyjną ustawia np. raz na dwa miesiące. Chociaż moje są dosyć standardowe... Natomiast w skutek niechęci przyjęcia mojej reklamacji w terminie, braku zaangażowania pracowników, słabej jakości produktów i braku informacji o etapie postępowania - ponoszę dodatkowe koszty ponieważ płacę kredy hipoteczny i kredyt za AGD za lokal, do którego nie mogę się wprowadzić!!! Pytanie czy istnieje podstawa prawna, która umożliwiałaby mi obciążenie tymi kosztami salon? Czy jest jakaś inna metoda "walki o swoje" w takiej sytuacji?
Pozdrawiam