D
didas
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 7
Witam,
Na poczatku miesiaca sprzedałem auto (Subaru Impreza WRX 2001r)
Umowa kupna sprzedazy ( osoba prywatna - osoba prywatna)
Auto uzytkowalem ponad rok i nigdy nie bylo z nim problemów.
Pojawił się potecjalny klient, zadzwonil że jest zainteresowany i chce obejrzeć auto jednak ma prośbę aby silnik był zimny, nie odpalany.
Oczywiscie zgodzilem sie bo nie mialem nic do ukrycia.
Pojawił sie nastepnego dnia, z dwoma osobami. Wszyscy dokladnie obejrzali auto, zostali poinformowani o wszytskich wadach jakie tylko znalem, przez miejsce gdzie bylo uderzone, fragment gdzie byla robiona wyprawka az po fakt o zacinajacym sie zamku drzwi kierowcy, slabej bateri w pilocie, wymianie oleju i świec za 5 tys km oraz zbliżającej się wymianie tylnych klockow.
Auto zostalo przejrzane przez znajacych temat klientow (gdyż wczęścniej już mieli tego typu auta), sluchanie silnika na wolnych wysokich obrotach, gazowanie, sprawdzanie wydechu itp. znaleziono jakis wyciek oleju z lewej strony, oczywiscie zostalo to uwzglednione przy negocjacji ceny.
Klienta najpierw ja przewiozłem autem, nastepnie sam prowadził, stwierdził że auto "jedzie" lepiej niż poprzednie Subaru jakie oglądał.
Po powrocie pod dom sprawdzil ponownie, skonsultował się z towarzyszami i zaproponował swoja cene, dogadaliśmy się.
Zaprosiłem ich do domu, przy kawie podpisalismy umowę oraz miło porozmawialiśmy że gdyby mieli jakies pytania to mogą smiało dzwonić.
Po 4 dniach od zakupu zadzwonił do mnie kupujący z pytanierm
czy mozemy przepisac umowe, żeby puścić auto przez komis, niestety odmowilem gdyz juz wyslałem dokumenty do urzędu komunikacji w celu zawiadomienia o zbyciu.
Tego samego dnia pod wieczór zadzwonił ponownie twierdzac ze coś dolega autu, metaliczny dźwiek w silniku, i mozliwe że to pewnie panewka.
Wspomniał jednak że już to słyszał jak wracał autem do domu (wczesniej przy gazownaiu na postoju oraz jezdzie gdzie mu towarzyszyłem tego jakoś nie było)
Poinformował mnie że jutro podjedzie do warsztatu zajmującego sie Subaru.
Kolejnego dnia dzwoni ponownie, rozmowa trwa kilkanascie minut i w jej trakcie wychodzi nieco inaczej gdyz kupujący twierdzi że dzwięk ten uslyszal znajomy gdy on akurat odpalal auto, hmmmm okej okej, że w środuk w kabinie tego nie slychac (wracając wczesniej twierdził że słyszał ten dzwięk jak wracał do domu w dniu kupna auta)
Wspomniał jednka że był w warsztacie zajmującym sie tylko Subaru ( u swojego przyjaciela) twierdzi ze to panewka, dodał ze koszt remontu to ok 10tys
jednak tak sie sklada ze jego przyjaciel ma taki silnik na sprzedaż za 5000zł ( sprawdzajac na allegro widzialem po 2000 ).
Wspomniał też że rozmawiał z swoim "mecenasem" a w wartsztacie akurat był rzeczopznawca i powiedzieli ze jak sprawe skieruje do sądu to potrwa 2 lata ale na 95% wygra)
Zaproponowal podział kosztów. W trakcie rozmowy kupujący przyznał sie ze nie sądzi zebym o tym wiedział i to musi byc nieszcześliwy pech.
Mialem sie zastanowic co z tym fantem zrobic, z auta bylem zadowolony i zadnych problemow nie mialem, powod sprzedazy to kolejne dziecko w dordze i potrzeba kombi.
Po 2 dniach od propozycji podzialu kosztów wysyla mi zdjecie rozebranego silnika z uszkodzona panewka.
Czy może rozbierać silnik bez dogadanai wszystkiego ze mna?
Moje pytanie - co robic?? Dzielic koszta, mysle ze troszke tutaj duzo zbiegow okolicznosc.
Czy może czekać ąz wyśle mi zawiadomienie, skieruje sprawe do sądu i będzie domagac się większych pieniedzy z tytulu rękojmi?
Z drugiej strony jest to 14 letnie, dość sportowe auto i takie rzeczy ulegaja eksploatacji.
Jaka jest szansa że może wygrać wsądzie i narazić mnie na koszta.
Na poczatku miesiaca sprzedałem auto (Subaru Impreza WRX 2001r)
Umowa kupna sprzedazy ( osoba prywatna - osoba prywatna)
Auto uzytkowalem ponad rok i nigdy nie bylo z nim problemów.
Pojawił się potecjalny klient, zadzwonil że jest zainteresowany i chce obejrzeć auto jednak ma prośbę aby silnik był zimny, nie odpalany.
Oczywiscie zgodzilem sie bo nie mialem nic do ukrycia.
Pojawił sie nastepnego dnia, z dwoma osobami. Wszyscy dokladnie obejrzali auto, zostali poinformowani o wszytskich wadach jakie tylko znalem, przez miejsce gdzie bylo uderzone, fragment gdzie byla robiona wyprawka az po fakt o zacinajacym sie zamku drzwi kierowcy, slabej bateri w pilocie, wymianie oleju i świec za 5 tys km oraz zbliżającej się wymianie tylnych klockow.
Auto zostalo przejrzane przez znajacych temat klientow (gdyż wczęścniej już mieli tego typu auta), sluchanie silnika na wolnych wysokich obrotach, gazowanie, sprawdzanie wydechu itp. znaleziono jakis wyciek oleju z lewej strony, oczywiscie zostalo to uwzglednione przy negocjacji ceny.
Klienta najpierw ja przewiozłem autem, nastepnie sam prowadził, stwierdził że auto "jedzie" lepiej niż poprzednie Subaru jakie oglądał.
Po powrocie pod dom sprawdzil ponownie, skonsultował się z towarzyszami i zaproponował swoja cene, dogadaliśmy się.
Zaprosiłem ich do domu, przy kawie podpisalismy umowę oraz miło porozmawialiśmy że gdyby mieli jakies pytania to mogą smiało dzwonić.
Po 4 dniach od zakupu zadzwonił do mnie kupujący z pytanierm
czy mozemy przepisac umowe, żeby puścić auto przez komis, niestety odmowilem gdyz juz wyslałem dokumenty do urzędu komunikacji w celu zawiadomienia o zbyciu.
Tego samego dnia pod wieczór zadzwonił ponownie twierdzac ze coś dolega autu, metaliczny dźwiek w silniku, i mozliwe że to pewnie panewka.
Wspomniał jednak że już to słyszał jak wracał autem do domu (wczesniej przy gazownaiu na postoju oraz jezdzie gdzie mu towarzyszyłem tego jakoś nie było)
Poinformował mnie że jutro podjedzie do warsztatu zajmującego sie Subaru.
Kolejnego dnia dzwoni ponownie, rozmowa trwa kilkanascie minut i w jej trakcie wychodzi nieco inaczej gdyz kupujący twierdzi że dzwięk ten uslyszal znajomy gdy on akurat odpalal auto, hmmmm okej okej, że w środuk w kabinie tego nie slychac (wracając wczesniej twierdził że słyszał ten dzwięk jak wracał do domu w dniu kupna auta)
Wspomniał jednka że był w warsztacie zajmującym sie tylko Subaru ( u swojego przyjaciela) twierdzi ze to panewka, dodał ze koszt remontu to ok 10tys
jednak tak sie sklada ze jego przyjaciel ma taki silnik na sprzedaż za 5000zł ( sprawdzajac na allegro widzialem po 2000 ).
Wspomniał też że rozmawiał z swoim "mecenasem" a w wartsztacie akurat był rzeczopznawca i powiedzieli ze jak sprawe skieruje do sądu to potrwa 2 lata ale na 95% wygra)
Zaproponowal podział kosztów. W trakcie rozmowy kupujący przyznał sie ze nie sądzi zebym o tym wiedział i to musi byc nieszcześliwy pech.
Mialem sie zastanowic co z tym fantem zrobic, z auta bylem zadowolony i zadnych problemow nie mialem, powod sprzedazy to kolejne dziecko w dordze i potrzeba kombi.
Po 2 dniach od propozycji podzialu kosztów wysyla mi zdjecie rozebranego silnika z uszkodzona panewka.
Czy może rozbierać silnik bez dogadanai wszystkiego ze mna?
Moje pytanie - co robic?? Dzielic koszta, mysle ze troszke tutaj duzo zbiegow okolicznosc.
Czy może czekać ąz wyśle mi zawiadomienie, skieruje sprawe do sądu i będzie domagac się większych pieniedzy z tytulu rękojmi?
Z drugiej strony jest to 14 letnie, dość sportowe auto i takie rzeczy ulegaja eksploatacji.
Jaka jest szansa że może wygrać wsądzie i narazić mnie na koszta.
Ostatnia edycja: