C
chatiflatt
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2014
- Odpowiedzi
- 2
W mieszkaniu pode mną 65-letnia sąsiadka urządziła sobie remont, który trwa od wiosny ub.r.
Remont zaczął się późną wiosną, trwał całe lato, jesień aż do zimy. Wiosną tego roku nastąpił "nawrót". Schemat jest następujący: wszelkie prace remontowe wykonuje jeden mężczyzna, który od 7.00 rano wierci, wali młotem w kaloryfery, zdrapuje coś ze ścian (to nie farba i nie tapeta, bo on to zdrapuje od roku), a potem ok. 8.00 lub 9.00 wychodzi z domu do pracy. Na posterunku zostaje emerytka, która może nie wierci dziur w ścianach, ale potrafi drapać szpachelką po sufitach, ścianach. Po południu jej kochanek powraca z pracy i dalej już wiercą i zdrapują razem - tak do 20.00, do 21.00.
Mnie już ta sytuacja doprowadza do pasji. Tłumaczenie nic nie daje, argumenty nie docierają.
Czytałem już wiele porad na forach prawnych, ale one wzajemnie się wykluczały. Nie wiem, co mam zrobić. Nie mam zamiaru się wyprowadzać z mieszkania, które kupiłem, a uciążliwe walenie w kaloryfery utrudnia życie mojej rodzinie (ale nie odbywa się ono w godzinach spoczynku nocnego...). Nadmieniam, że pracuję w domu zdalnie, więc ten hałas też utrudnia mi pracę.
Sprawdzałem w regulaminie spółdzielni - brakuje w nim jakiegokolwiek punktu traktującego o godzinach, w których można przeprowadzać remonty.
Czy istnieje jakiś regulat prawny, mówiący o tym, ile maksymalnie powinien trwać remont mieszkania?
Czy mam prawo iść do sąsiadki i postawić jej ultimatum: daję ci miesiąc - zatrudnij ekipę, wynajmij żuli spod bloku, ale w ciągu tego miesiąca skończ, bo jak nie to.. (no właśnie, co?).
Gdzie mogę zgłosić taki uporczywy przedłużający się remont?
Jeżeli podejrzewam, że sąsiadka zatrudnia na czarno kogoś, nie fachowca, komu to zgłosić?
(pytam serio, próbowałem po dobroci, ale to 65-letnia emerytowana dyrektorka szkoły).
Remont zaczął się późną wiosną, trwał całe lato, jesień aż do zimy. Wiosną tego roku nastąpił "nawrót". Schemat jest następujący: wszelkie prace remontowe wykonuje jeden mężczyzna, który od 7.00 rano wierci, wali młotem w kaloryfery, zdrapuje coś ze ścian (to nie farba i nie tapeta, bo on to zdrapuje od roku), a potem ok. 8.00 lub 9.00 wychodzi z domu do pracy. Na posterunku zostaje emerytka, która może nie wierci dziur w ścianach, ale potrafi drapać szpachelką po sufitach, ścianach. Po południu jej kochanek powraca z pracy i dalej już wiercą i zdrapują razem - tak do 20.00, do 21.00.
Mnie już ta sytuacja doprowadza do pasji. Tłumaczenie nic nie daje, argumenty nie docierają.
Czytałem już wiele porad na forach prawnych, ale one wzajemnie się wykluczały. Nie wiem, co mam zrobić. Nie mam zamiaru się wyprowadzać z mieszkania, które kupiłem, a uciążliwe walenie w kaloryfery utrudnia życie mojej rodzinie (ale nie odbywa się ono w godzinach spoczynku nocnego...). Nadmieniam, że pracuję w domu zdalnie, więc ten hałas też utrudnia mi pracę.
Sprawdzałem w regulaminie spółdzielni - brakuje w nim jakiegokolwiek punktu traktującego o godzinach, w których można przeprowadzać remonty.
Czy istnieje jakiś regulat prawny, mówiący o tym, ile maksymalnie powinien trwać remont mieszkania?
Czy mam prawo iść do sąsiadki i postawić jej ultimatum: daję ci miesiąc - zatrudnij ekipę, wynajmij żuli spod bloku, ale w ciągu tego miesiąca skończ, bo jak nie to.. (no właśnie, co?).
Gdzie mogę zgłosić taki uporczywy przedłużający się remont?
Jeżeli podejrzewam, że sąsiadka zatrudnia na czarno kogoś, nie fachowca, komu to zgłosić?
(pytam serio, próbowałem po dobroci, ale to 65-letnia emerytowana dyrektorka szkoły).
Ostatnia edycja: