Remontowany odcinek, uszkodzenie samochodu

  • Autor wątku Autor wątku Tubka
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Tubka

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2021
Odpowiedzi
1
Witam.

Pół roku temu jechałem z Torunia w kierunku Częstochowa - remontowany odcinek koło Radomska.

Ograniczenie 60km/h, dwupasmówka, brak zakazu wyprzedzania, oczywiście znaki o remontach, godzina 1:00 ciemno.

Rozpocząłem manewr wyprzedzania tira. W połowie długości tira, w ostatnim momencie zauważyłem, że jedna z szeregu tablic z lewej była przekręcona o 90stopni (gruba ciężka podstawa znaku U-21). Przekręcona tablica nie dawała odblasków przez co nie była widoczna i nie mogłem wcześniej zareagować.
Po prawej tir więc odbicie niemożliwe.

Efekt:
Jedna felga po lewej stronie do wyrzucenia - zdeformowany rant, jedna felga do prostowania, dwie opony po lewe - widoczne gołym okiem wybrzuszenie, czyli komplet opon do wymiany.

Późna pora stwierdziłem, że dojadę do domu z małą prędkością, bo trasa kilku godzinna, więc oczekiwanie na policję byłoby wykańczające, dodatkowo zatrzymanie się dokładnie w miejscu, w którym uderzyłem w tablice nie byłoby możliwe że względów bezpieczeństwa - i tak mam na kamerze nagrane, pomyślałem że tylko formalność wystąpić o odszkodowanie.

Napisałem do zarządcy drogi wskazując wszystko to co mnie prosił, miejsce zdarzenia, filmik z przebiegu wydarzenia, informacje o mnie, o świadku, moje zeznania oraz zeznania świadka - świadek ze mną jechał na miejscu pasażera. Zarządca wysłał do ubezpieczyciela, i prawnik ubezpieczyciela do mnie z pismem, że nie ponoszą odpowiedzialności zrzucając winę(art. 415 k.c.), na innego uczestnika ruchu drogowego, który to przez swą nieprawidłową jazdę - przestawił tablice i jej nie poprawił.

Dodatkowo prawnik przytacza, że szkody nie poniosłem ponieważ 'nie jestem właścicielem pojazdu' trochę mnie to śmieszy, czy to jest w ogóle argument jakiś? Samochód jest siostry, ale głównie ja go użytkuję więc i ja załatwiam sprawę skoro to ja prowadziłem samochód, siostry nie było w pobliżu zdarzenia.

Dodatkowo argument jest taki, że nie przekazałem żadnych dokumentów potwierdzających wydatki związane z naprawą - owszem jest to prawda, napisałem w liście przecież, że ze względu na kiepską sytuację finansową nie jestem w stanie naprawić szkody, koła zdjąłem i są w całości wraz oponami przetrzymywane w garażu(jeżeli ubezpieczyciel ma chęć może przyjechać i sobie zobaczyć), a sam kupiłem na szrocie felgi stalowe i założyłem opony już zimowe.

Pani mecenas do filmiku przedstawiającego zdarzenie się nie odniosła i utrzymuje, że zarządca zamontował wszystko prawidłowo i nie poczuwa się do odpowiedzialności.

Oczywiście na minus jest brak notatki sporządzonej na miejscu zdarzenia, sprawę zgłosiłem na policję dzień później, zarówno ja jak i świadek byliśmy wezwani na zeznania na komisariacie.

Czy ktoś miał podobną sprawę?
Czy kolejne pisma mam kierować ponownie do zarządcy drogi, a on ponownie będzie je przekazywał dalej?
Czy pisząc teraz o odszkodowanie do zarządcy drogi, w ogóle powinienem się odnieść do pisma prawnika ubezpieczyciela czy pominąć to i pisać że żądam odszkodowania?

No i podstawowe pytanie, czy mam szanse wygrać tę sprawę w sądzie?

Pozdrawiam serdecznie
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra