Roszczenie zwrotu środków z majątku prywatnego jednego z małżonków

  • Autor wątku Autor wątku detronizator
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
D

detronizator

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2015
Odpowiedzi
9
Dzień dobry,

Od razu przepraszam za długość tekstu ale problem jest dość skomplikowany. Przynajmniej dla mnie.

Przed ślubem żona dostała pewną kwotę od rodziców i przeznaczyła ją na pokrycie części kosztu mieszkania, które kupowaliśmy razem (jeszcze przed zawarciem małżeństwa i ustanowieniem wspólnoty majątkowej). Kwota ta stanowiła około 40% wartości mieszkania w stanie deweloperskim (surowe ściany, podłogi, wstawione okna i drzwi wejściowe). Fakt ten został odnotowany w akcie notarialnym. Na pozostałą kwotę wzięliśmy kredyt.

Następnie wzięliśmy ślub, wykończyliśmy i wyposażyliśmy to mieszkanie i się do niego wprowadziliśmy. Kredyt na pozostałą kwotę spłaciliśmy po około 6-7 latach.

Po 10 latach (oczywiście w międzyczasie mieszkanie odświeżaliśmy itd.) wzięliśmy kolejny kredyt jako małżeństwo, kupiliśmy, wykończyliśmy i wyposażyliśmy dom, do którego się przeprowadziliśmy. Po krótkim czasie od tego momentu uznaliśmy, że sprzedamy mieszkanie, bo przydałyby nam się dodatkowe pieniądze na bieżące potrzeby i nie chcemy zajmować się wynajmem mieszkania. Tak też zrobiliśmy. Pieniądze ze sprzedaży (sporo większe niż to co płaciliśmy za gołe ściany 10 lat wcześniej) trafiły na nasze wspólne konto i wspólnie je wydawaliśmy. Robiliśmy zakupy, jeździliśmy na wakacje, nadpłacaliśmy kredyt itd. Krótko mówiąc razem konsumowaliśmy te środki.

Warto również dodać że przez ostatnie lata żona nie pracowała, bo dzieci chorowały i uznaliśmy wspólnie, że ja zarabiam na tyle dużo, że spokojnie starczy nam z mojej wypłaty, a teraz żona pracuje na pół etatu i zarabia 20% tego co ja na pełnym etacie. Wiem, że mamy wspólność majątkową i z prawnego punktu widzenia to nie ma większego znaczenia. Nie piszę o tym też po to, żeby jakoś umniejszyć jej wkład, bo jednak urodziła i zajmowała się w tym czasie dziećmi. Napisałem to żeby podkreślić, że mój wkład finansowy w nasze małżeństwo jest ogromny, nie jestem jakimś darmozjadem na utrzymaniu żony.

Teraz do brzegu:

Jakiś czas temu żona uznała, że chce się rozwieźć i wypomniała tę części pieniędzy ze sprzedaży mieszkania należnej jej z tytułu wkładu własnego wniesionego przy zakupie. Mało tego jestem niemal pewien, że będzie próbowała wykazać, że ma większe prawo do naszego obecnego domu, ponieważ po sprzedaży mieszkania m.in. nadpłacaliśmy kredyt z naszego wspólnego konta. Nigdy nie uzgodniliśmy, że jakakolwiek nadpłata tego kredytu następuje stricte z jej prywatnego majątku, ale jednak pieniądze ze sprzedaży mieszkania były na tym samym koncie i nimi dysponowaliśmy razem jako naszymi wspólnymi. Ja byłem przekonany, że środki ze sprzedaży naszego mieszkania stanowią nasz wspólny majątek. Tym bardziej, że trafiły na nasze wspólne konto i ani razu nie usłyszałem od żony, że to są jej pieniądze. Zawsze jak przychodziło do jakichś większych zakupów, czy wydatków typu wakacje za granicą, to mówiła, że przecież mamy pieniądze i nie mamy się czym martwić.

Czuję się oszukany i skrzywdzony całą tą sytuacją. Gdybym kiedykolwiek usłyszał, że to są jej pieniądze, to bym jej powiedział, żeby założyła sobie własne konto i je tam przelała, ale nigdy wcześniej taka deklaracja ani żądanie z jej strony nie padło i nawet mi nie przeszło przez myśl, że wydajemy jej pieniądze, które być może będę jej musiał oddać.

Wydaje mi się, że w zaistniałej sytuacji należałoby uznać, że żona wciągnęła swój prywatny majątek (którego ja wtedy nawet nie byłem świadomy) na poczet wspólnoty małżeńskiej, czy się mylę? Można tak po prostu "wpłacić" swoje prywatne pieniądze na wspólne konto, wydawać je na wspólne wydatki, a później żądać zwrotu?
 
Ostatnia edycja:
detronizator napisał:
Czuję się oszukany i skrzywdzony całą tą sytuacją.
Czym właściwie czujesz się oszukany i skrzywdzony?
Na razie nie widać żadnego konkretnego żądania.
Nie wdając się w prawne rozważania ja bym uznał, że żona wniosła 40% gołych murów jako swój wkład i uczciwie rzecz biorąc tyleż powinna wynieść.
Tzn 40% gołych murów analogicznej nieruchomości wg aktualnych cen.
A reszta majątku na pół i po sprawie.
 
mokul napisał:
Czym właściwie czujesz się oszukany i skrzywdzony?
Na razie nie widać żadnego konkretnego żądania.
Nie wdając się w prawne rozważania ja bym uznał, że żona wniosła 40% gołych murów jako swój wkład i uczciwie rzecz biorąc tyleż powinna wynieść.
Tzn 40% gołych murów analogicznej nieruchomości wg aktualnych cen.
A reszta majątku na pół i po sprawie.

A tym, że żona argumentowała nadmierne i niepotrzebne moim zdaniem wydatki faktem, że mamy nadmiar pieniędzy, których de facto my nie mieliśmy jako rodzina. Nie mówiła, że to są jej pieniądze, tylko nasze. A teraz powiedziała, że jej się należy zwrot pełnej kwoty z odsetkami, chociaż nie wydałem jej ja, tylko my i nie na mnie i na moje potrzeby, tylko na wspólne potrzeby rodziny. Twoim zdaniem nie mogę się czuć skrzywdzonym i oszukanym?

Jesteś prawnikiem?

Do rzeczy - może przyda się komuś w podobnej sytuacji:

Zdążyłem się już skonsultować z prawnikiem i dowiedziałem się, że nawet gdyby wprost powiedziała, że chce dla siebie część pieniędzy ze sprzedaży mieszkania, to nie należy jej się 100% tego co wpłaciła, bo wpłaciła na nasze wspólne mieszkanie, a nie na moje mieszkanie. Po sprzedaży mieszkania, pieniądze trafiły również do naszego wspólnego majątku, a nie do mojego osobistego majątku, prawda? Co za tym idzie należy jej się co najwyżej 50% z tych 40% które zainwestowała, bo drugą połowę zainwestowała w siebie. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyśmy się rozwiedli i ja bym dostał mieszkanie w rozliczeniu, ale tak nie było.

Podobnie wygląda sytuacja z kredytem zaciągniętym wspólnie na mieszkanie/dom. Jeśli zaciąga się go jako małżeństwo ze wspólnością majątkową, to dopóki jesteśmy małżeństwem wszystko jest nasze wspólne tak jak kredyt, ale w momencie rozwodu, jeżeli jedna strona chce przejąć kredyt i wykupić drugą, to należy ustalić wartość rynkową nieruchomości, podzielić ją na pół, a następnie odliczyć nie całą kwotę pozostałą do spłaty, tylko połowę, bo każda ze stron ma obowiązek spłacić połowę pozostałego kredytu.

Przykład: Jan i Dorota są małżeństwem ze wspólnotą majątkową. Ze wspólnych środków wygospodarowali wkład własny, a następnie wzięli kredyt hipoteczny i kupili dom za 500.000 zł. Następnie ze wspólnych środków go wykończyli, wyposażyli i wspólnie w nim mieszkali. Po 5 latach postanowili się rozwieźć. Wartość domu w obecnym stanie wynosi 1000.000 zł a do spłaty pozostało im 200.000 zł.

Gdyby sprzedali dom, to z pozyskanych środków spłaciliby 200.000 kredytu i pozostałoby im 800.000 do podziału.

Jeśli nie sprzedadzą domu i jedna ze stron deklaruje się przejąć kredyt i spłacić część domu należącą do drugiego małżonka, to należy podzielić wartość domu po równo (po 500.000 zł) a następnie od części należnej małżonkowi, który nie przejmuje domu i nie będzie spłacał kredytu odliczyć połowę z pozostałej części kredytu, czyli 500.000 - 100.000 = 400.000. W tej sytuacji podział majątku w obu sytuacjach (przy sprzedaży domu i przy przejęciu przez jednego małżonka) jest taki sam.

Oczywiście można się spierać o to czy społecznie ten podział jest równy, bo jedna osoba zostaje w swoim domu, nie musi nic zmieniać, ma tych samych sąsiadów itd. a druga musi zaczynać od nowa, kupić mieszkanie, wyremontować, nawiązać nowe relacje itd.
 
Przepraszam, przeczytalem swoj oryginalny post i musze cos doprecyzowac - mieszkanie kupilismy juz po slubie, tylko ze czesc kwoty byla pokryta ze środków własnych żony, które dostała przed ślubem (moich też ale niewiele).
 
detronizator napisał:
Jesteś prawnikiem?
Nie jestem prawnikiem.

Doświadczenie życiowe uczy mnie jednak, że prawnicy nie zawsze mają rację.
Przykład.
Żona wnosi 400000 majątku osobistego. Dzień po ślubie biorą kredyt 600000 i kupują mieszkanie za milion. Kolejnego dnia się rozstają i sprzedają mieszkanie za milion.
Wg mnie podział jest taki żona dostaje 400000. Oddajecie do banku 600000. Ty zostajesz z niczym
A wg twojego prawnika żonie należy się 200000 i tobie 200000?
Czy też żonie 200000 a pozostałe 200000 dzielicie na pół?
Tak czy tak, życzę powodzenia w sądzie z takim prawnikiem.
 
To nie jest taka sytuacja. Mieszkanie kupilismy po slubie, razem wykonczylismy, wyposazylismy, mieszkalismy w nim lata. Pozniej kupilismy razem dom i sprzedalismy mieszkanie wykorzystujac cala kwote na potrzeby rodziny. W przypadku ktory opisujesz nie mozna mowic o jakimkolwiek wspolnym dorobku malzonkow.
 
skonsultować z prawnikiem i dowiedziałem się, że nawet gdyby wprost powiedziała, że chce dla siebie część pieniędzy ze sprzedaży mieszkania, to nie należy jej się 100% tego co wpłaciła, bo wpłaciła na nasze wspólne mieszkanie, a nie na moje mieszkanie.
Kodeks rodzinny o rozliczeniu nakładów na majątek wspólny, w tym zużytych w celu
zaspokojenia potrzeb rodziny w art. 45 § 1, zdanie 2 i 3 kro mówi zupełnie coś innego.
Podobnie wygląda sytuacja z kredytem zaciągniętym wspólnie na mieszkanie/dom. Jeśli zaciąga się go jako małżeństwo ze wspólnością majątkową, to dopóki jesteśmy małżeństwem wszystko jest nasze wspólne tak jak kredyt, ale w momencie rozwodu, jeżeli jedna strona chce przejąć kredyt i wykupić drugą, to należy ustalić wartość rynkową nieruchomości, podzielić ją na pół, a następnie odliczyć nie całą kwotę pozostałą do spłaty, tylko połowę, bo każda ze stron ma obowiązek spłacić połowę pozostałego kredytu.
Mylisz się. Po orzeczeniu rozwodu przy podziale majątku wspólnego, dzielicie aktywa a nie pasywa. Nawet sąd nie ma prawa ingerować w zawierane przez was umowy cywilne. Nawet jak w wydanym tytule przez sąd, jeden z małżonków zobowiąże się do spłaty całości kredytu, to taki tytuł w żaden sposób nie wiąże kredytodawcy czyli banku. Przed nim nadal odpowiadacie za spłatę w sposób solidarny. Dzielicie wyłącznie aktywa według wartości rynkowych. Kredyt hipoteczny obciążający nieruchomość w żaden sposób nie wpływa na wartość rynkową nieruchomości. Wyroków w tej sprawie jest od groma.
 
To jest wyłącznie kwestia matematyki i sposobu liczenia.
A ty wciąż nie napisałeś czego konkretnie zażądała twoja żona i czym konkretnie czujesz się skrzywdzony.
A więc jeszcze raz.
Załóżmy, że żona wniosła 400000 a wasz obecny majątek to 2000000.
Przy podziale żonie należy się 1200000 tobie 800000.
Różnica w waszych majątkach wyniesie więc 400000.
Czy takim podziałem czułbyś się skrzywdzony?
 
detronizator napisał:
skonsultować z prawnikiem i dowiedziałem się, że nawet gdyby wprost powiedziała, że chce dla siebie część pieniędzy ze sprzedaży mieszkania, to nie należy jej się 100% tego co wpłaciła, bo wpłaciła na nasze wspólne mieszkanie, a nie na moje mieszkanie.
wiegol napisał:
Kodeks rodzinny o rozliczeniu nakładów na majątek wspólny, w tym zużytych w celu
zaspokojenia potrzeb rodziny w art. 45 § 1, zdanie 2 i 3 kro mówi zupełnie coś innego.
Możesz doprecyzować co konkretnie masz na myśli? Mówi zupełnie coś innego niż co? Albo może inaczej - co konkretnie mówi? Bo rozumiem, że ten wkład powiększył majątek wspólny (który jest nasz 50/50), a to oznacza, że ona czerpała z tego taką samą korzyść jak ja.

detronizator napisał:
Podobnie wygląda sytuacja z kredytem zaciągniętym wspólnie na mieszkanie/dom. Jeśli zaciąga się go jako małżeństwo ze wspólnością majątkową, to dopóki jesteśmy małżeństwem wszystko jest nasze wspólne tak jak kredyt, ale w momencie rozwodu, jeżeli jedna strona chce przejąć kredyt i wykupić drugą, to należy ustalić wartość rynkową nieruchomości, podzielić ją na pół, a następnie odliczyć nie całą kwotę pozostałą do spłaty, tylko połowę, bo każda ze stron ma obowiązek spłacić połowę pozostałego kredytu.
wiegol napisał:
Mylisz się. Po orzeczeniu rozwodu przy podziale majątku wspólnego, dzielicie aktywa a nie pasywa. Nawet sąd nie ma prawa ingerować w zawierane przez was umowy cywilne. Nawet jak w wydanym tytule przez sąd, jeden z małżonków zobowiąże się do spłaty całości kredytu, to taki tytuł w żaden sposób nie wiąże kredytodawcy czyli banku. Przed nim nadal odpowiadacie za spłatę w sposób solidarny. Dzielicie wyłącznie aktywa według wartości rynkowych. Kredyt hipoteczny obciążający nieruchomość w żaden sposób nie wpływa na wartość rynkową nieruchomości. Wyroków w tej sprawie jest od groma.

OK, zgadzam się, że te dwie kwestie nie są bezpośrednio powiązane, ale wiadomo, że skoro braliśmy kredyt na dom wspólnie i ten dom jest przekazany przy podziale majątku jednej ze stron, to wraz z połową zadłużenia wynikającego z kredytowania tego domu, prawda?
Dlaczego jedna ze stron miałaby zostać bez dorobku życiowego albo z połową wartości domu i jeszcze z kredytem na głowie za w/w dom?

A jeśli z punktu widzenia własności wspólny kredyt na wspólną nieruchomość zupełnie nie ma związku z tą nieruchomością, to wynikałoby z tego, że gdybym spłacił ze środków własnych ten wspólny kredyt, to nie miałoby to wpływu na mój udział w nieruchomości przy podziale majątku, a ponadto połowę nadpłaconej kwoty przeznaczyłbym się na spłatę własnego zadłużenia.

mokul napisał:
A ty wciąż nie napisałeś czego konkretnie zażądała twoja żona i czym konkretnie czujesz się skrzywdzony.

Napisałem:
detronizator napisał:
A tym, że żona argumentowała nadmierne i niepotrzebne moim zdaniem wydatki faktem, że mamy nadmiar pieniędzy, których de facto my nie mieliśmy jako rodzina. Nie mówiła, że to są jej pieniądze, tylko nasze. A teraz powiedziała, że jej się należy zwrot pełnej kwoty z odsetkami, chociaż nie wydałem jej ja, tylko my i nie na mnie i na moje potrzeby, tylko na wspólne potrzeby rodziny. Twoim zdaniem nie mogę się czuć skrzywdzonym i oszukanym?

mokul napisał:
A więc jeszcze raz.
Załóżmy, że żona wniosła 400000 a wasz obecny majątek to 2000000.
Przy podziale żonie należy się 1200000 tobie 800000.
Różnica w waszych majątkach wyniesie więc 400000.

Tak jak Ty mówisz byłoby gdybyśmy kupili mieszkanie przed ślubem i mieli w nim różne udziały albo gdyby żona sobie te pieniądze wpłaciła na osobny rachunek i tam trzymała, a nie zainwestowała w majątek wspólny, który jest w 50% też jej majątkiem. Kupiliśmy mieszkanie razem, do majątku wspólnego. Oboje z niego korzystaliśmy, wszelkie nakłady na nie zwiększały nasz wspólny majątek. Oboje płaciliśmy mniejszą ratę kredytu i mieliśmy dzięki temu mniejsze koszty życia, a zatem korzyść była obupólna. Pieniądze ze sprzedaży też przeznaczyliśmy na nasze wspólne potrzeby w tym m.in. częściową spłatę wspólnego zadłużenia, wspólne wakacje rodzinne, zakupy ubrań etc.
 
Możesz doprecyzować co konkretnie masz na myśli? Mówi zupełnie coś innego niż co? Albo może inaczej - co konkretnie mówi?
Coś innego niż ty przytaczasz i powołujesz się na jakieś ułamki nie wiadomo skąd wzięte. Przepis mówi jasno i zrozumiale - małżonek który poniósł nakłady/wydatki z majątku osobistego na majątek wspólny, może żądać ich zwrotu. Zwrotu w pełnej wysokości. Został też spełniony warunek o nakładach w celu zaspokojenie potrzeb rodziny, ponieważ zwiększyła się wartość majątku na dzień ustania wspólności (na przestrzeni ubiegłych lat, wartość nieruchomości szybuje w górę a nie leci w dół).
wiadomo, że skoro braliśmy kredyt na dom wspólnie i ten dom jest przekazany przy podziale majątku jednej ze stron, to wraz z połową zadłużenia wynikającego z kredytowania tego domu, prawda?
Właśnie, że nie. Podziałowi podlegają aktywa w cenach rynkowych. Małżonek któremu przypadła cała nieruchomość, będzie zobowiązany do spłaty drugiego małżonka z jego udziału, natomiast kredyt nadal spłacają wspólnie jako dłużnicy solidarni wobec kredytodawcy zgodnie z zawartą umową. Poczytaj jak do problemu odniósł się Sąd Najwyższy:
- uchwała 28.03.2019 r., sygn. III CZP 21/18
- uchwała z 25.07.2019 r., sygn. III CZP 14/19
- postanowienie SN z 13.03.2020 r., sygn. III CZP 64/19,
Właśnie w ostatnim postanowieniu SN podaje, że teza mówiąca o tym że przede wszystkim osoba która otrzymała nieruchomość odpowiada za spłatę kredytu a tym samym wpływa to na wartość rzeczonej nieruchomości, nie ma podstaw prawnych. Poczytaj powyższe, wiele rozjaśni.
 
Czyli jeśli dostanę teraz 200.000 zl jako darowizne od rodzicow i nadpłacę/splace nasz wspólny kredyt to jej się nadal bedzie nalezala polowa domu? A ja co najwyzej bede mogl sie domagac od niej zwrotu tych 200.000 nadplaconych na wspolny kredyt?
 
Ostatnia edycja:
Poczytaj prawomocny wyrok SR z 2020 roku o rozliczeniu nakładów i ustaleniu ich wysokości: https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152510150004003_VIII_Ns_000490_2019_Uz_2020-12-02_001
Wyciągnij wnioski.
 
Powrót
Góra