Trennungsgeld jest w pierwszym rzedzie pojeciem z niemieckiej sluzby publicznej (czyli urzednikow oplacanych z budzetowki) i odnosi sie do przypadkow, gdy urzad niejako "na sile" oddelegowuje urzednika do pracy w innym miescie.
Ty piszesz o firmie (a nie "instytucji" ) polskiej, ktora oddelegowala kogos do pracy w Niemczech. Przypusczam, ze takie to jest umowa pracy zawarta na prawie polskim, wobec tego wszelkie kwestie zwiazane z ewentualnym rozlakowym beda sie opierac na prawie polskim a nie niemieckim.
Nawet jesli zastowanie mialoby prawo niemieckie, to tutaj nie ma takiego ogolnego kodeksu pracy jak w Polsce, i takie sprawy musialby by byc albo konkretnie uregulowane w umowie o prace albo w branzowym ukladzie zbiorowym zawartym przez odpowiednie branzowe zwiazki zawodowe i branzowym zrzeszeniem pracodawcow.