Rozpatrzenie odwołania po 4 latach - Skarga do WSA?

  • Autor wątku Autor wątku AmatorTrudnychSpraw
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

AmatorTrudnychSpraw

Użytkownik
Dołączył
04.2005
Odpowiedzi
88
Witam
Złożyłem odwołanie od decyzji powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Wojewódzki Inspektorat włożył odwołanie do akt sprawy. Po 4 latach sąsiadka, której donos był efektem wydania decyzji przez organ pierwszej instancji odgrzebała papiery i Wojewódzki Inspektor wydał decyzję, aktualnie pozostała mi tylko skarga do WSA, ale czy to jest możliwe aby organ po tylu latach rozpatrzył odwołanie, nie wszczynając żadnego postępowania, tylko na podstawie tamtego odwołania?
Czy nie przedawniła się taka sprawa. Nigdy nie spotkałem się z tak rażącą zwłoką.

Będe wdzięczny za jakieś wskazówki na co byście zwrócili uwagę przy sporządzaniu skargi do WSA
 
Jest to możliwe (choć niedopuszczalne) by organ odwoławczy po 4 latach wydał decyzję. W takiej sytuacji (przed wydaniem jeszcze decyzji) można było rozważać złożenie skargi na bezczynność organu. Postępowania nie musiał organ wszczynać bo miał odwołanie. W tej sytuacji pozostaje skarga do WSA.
 
skarga na bezczynność bedzie oddalona skoro organ wydal decyzję.
 
Dlatego napisałeś że "można było rozważać (jeszcze przed wydaniem decyzji)"
 
a skarga nie będzie oddalona tylko odrzucona jako niedopuszczalna z innych przyczyn.
 
Jak już coś, to skarga zostałaby wówczas oddalona...chyba, że znasz przyczyny niedopuszczalności skargi w tej sprawie 8)
 
Za niedopuszczalną z innych przyczyn należy uznać skargę na bezczynność w sytuacji kiedy jest ona składana po wydaniu decyzji na podstawie art. 58 par 1 pkt 6 ppsa.
 
W większości przypadków taka skarga jest skladana, gdy decyzja nie jest wydana. Zanim sąd wyznaczy rozprawę każdy zdrowo myślący organ wyda decyzję - wtedy na rozprawie dolącza się ją do akt i skarga oddalona.
 
Naliczku! To nie jest przyczyna niedopuszczalności skargi - twoja pomyłka jest zasadnicza i koniecznie musisz zmienić swój pogląd na ten temat :)

Zaza - skarga nie powinna być w takim wypadku oddalana, lecz postępowanie winno zostać umorzone. Podzielam taki pogląd wyrażony w piśmiennictwie (glosa do wyroku WSA w Opolu z 7 listopada 2005 r., II SAB/Op 13/05 Lex)
 
Może masz rację - nie wglębialem się w to za bardzo. A przypadek z oddaleniem skargi w takich okolicnzościach podalem na podstawie wlasnych doświadczeń.
 
Przekonaj mnie Korab bo argument "nie bo nie' nie przekonuje mnie.
Konieczną przesłanką dopuszczalności zaskarżenia aktu lub czynności jest fakt ich istnienia. W przypadku skargi na bezczynność musi natomiast występować brak aktywności organu administracji. I właśnie to sąd "bada". Jeśli tego braku nie ma a nie ma skoro decyzja została wydana to brak jest dopuszczalności zaskarżenia tej bezczynności.
Przy twoim rozumowania sąd musiałby merytorycznie rozpoznać skargę bo tylko wtedy może oddalić.
Podzielam w tym zakresie pogląd B. Dautera (powinieneś znać) wyrażony w Zarysie metodyki pracy sędziego sądu administracyjnego.
 
"bada" - to zasadnicze słowo. Bada czy jest bezczynność, czy jej nie ma. Jeśli nie ma i nie było, to skargę oddala. Jeśli nie ma bo organ przed zamknięciem rozprawy, ale po wniesieniu skargi usunął stan bezczynności, to powinien umorzyć (choć często również oddala. Jest spór co do tego czy wówczas oddalić czy umorzyć [- zaza - chciałbym zmienić te przykre doświadczenia])
Tak więc nie ma mowy o odrzuceniu skargi z tej przyczyny, że bezczynności nie ma. To bada się w procesie i wydaje się stosowne rozstrzygnięcie. Czym innym jest bezzasadność skargi, a czym innym jej niedopuszczalność.
Sytuacja, o której piszesz jest przykładem bezzasadności skargi a nie jej niedopuszczalności.
Konieczną przesłanką zaskarżenia aktu jest jego istnienie (tak II SA/Wa 1855/07 lex z glosą aprobującą). Ale już ta zależność nie wchodzi w grę w przypadku skargi na bezczynność. Tutaj stwierdzenie nieistnienia bezczynności powoduje skutek oddalenia skargi a nie jej odrzucenia.
Wątpię aby Dauter w tym zakresie się ze mną nie zgodził. A jeśli rzeczywiście się nie zgadza - tym gorzej dla Niego.
Naliczku jestem pewien, że jeszcze dzisiaj przyjmiesz pogląd, że odrzucenie byłoby błędem :wink:
 
A jakieś sugestie w mojej sprawie :)
 
Co tu pisać. Ciekawe dlaczego trzymał twoje odwołanie 4 lata - to było dla ciebie korzystne. Skoro zaskarżyłeś lub masz zamiar zaskarżyć decyzję, to czekaj na wyrok sądu. Na tym, że sprawa ciągnęła się 4 lata raczej nic nie ugrasz.
 
Gdybyś Korabku użył argumentu o braku rozstrzygnięcia co do całości żądań przez organ to koncepcja oddalenia miałaby ręce i nogi ale i tak nie do końca. A tak pozostaję przy odrzuceniu. Oczywiście bezpieczniej jest oddalić a nie odrzucić na niejawnym ale to inna kwestia.
Zastanawia mnie jakbyś badał stan bezczynności w sytuacji kiedy została wydana decyzja i następnie wniesiona została skarga. A skoro byś badał to należy założyć że mógłbyś uznać że zachodzi stan bezczynności. :)
 
To właśnie bym badał i stwierdziwszy, że bezczynności nie ma - skargę oddalam (poza przypadkiem umorzenia, o którym wcześniej pisałem)

Jak bym badał? Na pewno nie przyjąłbym tego tak jak ty - a priori!

Nalik ta sprawa jest tak oczywista, że nie ma sensu abyś tkwił w błędzie. Pewnie nie znajdziesz żadnego orzeczenia, które poprało by twoją tezę (chyba że sędzia był pijany :D ). Nie można odrzucić skargi, która była dopuszczalna i nie można oddalić skargi, która podlegała odrzuceniu. Kwestia bezpieczeństwa sędziego...to nie w tym sądzie :wink:

Nalik ...i Sabo nie idźcie tą drogą :lol: ...przyznaj się do błędu a Czcigodny Korab przebaczy ci twoją pomyłkę :D
 
Powrót
Góra