Rozwiązanie szkoły publicznej

  • Autor wątku Autor wątku Nyscirre
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
N

Nyscirre

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2016
Odpowiedzi
2
Witam,
nie wiem dokładnie gdzie zamieścić ów wątek, wydaje mi się to być najodpowiedniejszym miejscem.

Sytuacja jest następująca:

Pod koniec wakacji w 2015 roku otrzymałam pozytywne rozpatrzenie mojej kandydatury do szkoły policealnej Pharmedic we Wrocławiu, która funkcjonuje na prawach uczelni publicznej. Siedziba mieści się na ul. Księcia Józefa Poniatowskiego 9, a sama szkoła funkcjonuje w budynku Liceum Ogólnokształcącego 1.
Kiedy składałam papiery w czerwcu, czesne miało wynosić 0zł/miesiąc za pierwszy semestr, 100zł/miesiąc za drugi semestr, a 200zł/miesiąc za trzeci i czwarty semestr. Kiedy jednak przyszło do podpisania umowy z Dyrektorem, okazało się, że "w tym roku jest promocja" i czesne przez cały pierwszy rok wynosiło 0zł, a dopiero od 2 roku czesne miało wynieść 100zł/miesiąc.

Jako szkoła policealna, placówka realizowała zajęcia w godzinach wieczornych, od 15:30 do 20:00, a w "dziennik uczniów" wpisane było około 35 osób, z czego jedynie około 10 uczęszczało na zajęcia - widać że Dyrektor pochopnie wpisał większość osób na "listę obecności". Ilość aktywnie uczęszczających osób widać było chociażby po ocenach, jako że zaliczanie przedmiotów odbywało się w systemie tradycyjnym, poprzez sprawdziany realizowane raz-dwa razy w miesiącu.

Cały semestr przeminął w spokojnym tempie, a z dniem 1.02.2016r. rozpoczęły się dla nas (uczniów) ferie. Tuż przed zakończeniem semestru był duży nacisk na wpisywanie do Indeksu ocen końcowych od naszych wykładowców. Poza uzyskaniem pozytywnej oceny (2-6) z każdego przedmiotu, warunkiem zdania semestru była również obecność na zajęciach (frekwencja minimum 50% - według słów Dyrektora).

Z dniem 05.02.2016r. (piątek) osoby ze starszego rocznika (skończyli oni 3 semestr, pozostał im tylko jeden - kierunek technika farmaceutycznego trwa 2 lata, czyli IV semestry) otrzymały od Dyrektora niespodziewany telefon, że Szkoła Pharmedic przestaje funkcjonować. Nagle i z dnia na dzień. Z uzyskanych od nich informacji wywnioskowałam, że głównym powodem była niewydolność finansowa uczelni. Co ciekawe, uczniowie z tego rocznika skontaktowali się również z jedną z nauczycielek, a ta stwierdziła, że nic o zamknięciu szkoły nie wie i postara się skontaktować z pozostałymi wykładowcami, po czym miała nam przekazać jakiekolwiek informacje na ten temat. Zainteresowani przez czas weekendu kontaktowali się również z innymi szkołami policealnymi na terenie Wrocławia ażeby dowiedzieć się, czy możliwe jest u nich kontynuowanie nauki w razie realnego upadku Szkoły - ale odpowiedzi były raczej negatywne (szkoły są niechętne przyjmować uczniów mających jedynie pół roku pozostałej nauki).

Dnia 08.02.2016r. (poniedziałek) Dyrektor począł wydzwaniać do uczniów 1-go roku (w tym do mnie). Będąc uprzedzona zaistniałą sytuacją, spodziewałam się toku rozmowy. Sytuacja była tym bardziej niejasna, że pozostałe osoby, które otrzymały telefon wcześniej ode mnie, przekazały mi informację, iż Dyrektor ZMUSZA uczniów do odebrania papierów i dokumentów z uczelni do końca bieżącego tygodnia (12.02.15r.), inaczej "wyśle je do Jeleniej Góry i tam będziemy się musieli z nimi męczyć". Dodatkowo kolega zauważył, iż Pharmedic podlega pod "wydział edukacji miasta Wrocław", skąd prawdopodobnie mógł być on finansowany.

Nie odbyło się żadne oficjalne spotkanie z Dyrektorem, w którym dowiedzielibyśmy się o upadłości szkoły. Szkoła policealna dodatkowo działa na prawach szkoły publicznej, co oznacza (z tego co się orientuje), że przy takiej sytuacji informacja o upadłości winna zostać ogłoszona 6 miesięcy przed rozwiązaniem, a dodatkowo przysługuje uczniom zapewnienie przez Dyrektora danej placówki możliwości kontynuacji nauki. Tymczasem gdy zażądałam w trakcie rozmowy telefonicznej przeniesienia mnie do innej szkoły, usłyszałam, że to niemożliwe i że Dyrektorowi jest bardzo przykro.
Co ciekawe, nawet jedna z nauczycielek nie została poinformowana o sytuacji - czy oznacza to, że została zwolniona dyscyplinarnie? Dlaczego towarzyszył temu aż tak wielki pośpiech i, jak widać, tajemnica?

Jestem załamana sytuacją, gdyż na naukę w tej szkole poświęciłam pół roku swojego życia, dodatkowo rezygnując z innych planów (między innymi kontynuację studiów magisterskich). W wakacje Dyrektor zapewniał mnie, że Szkoła Pharmedic uruchamia kierunek nawet dla jednej osoby, ale to oczywiście tylko słowa, z których się teraz wykręci. Obecnie nie otrzymam nawet możliwości kontynuacji nauki, więc wszystko pójdzie w niwecz.

Proszę o pomoc i jakiekolwiek rady, sama już nie wiem co robić.
 
Ale co konkretnie oczekujesz? Zadne prawo nie sprawi, ze jednak szkola bedzie kontynuowac dzialalnosc.
 
Czy jest chociażby jakiekolwiek zobowiązanie, ażeby otrzymać miejsce w innej szkole (tak jak pisałam, status praw publicznych to pół roku przed zamknięciem szkoły + przeniesienie do podobnej placówki).
 
Powrót
Góra