Rozwód w trudnej sytuacji majątkowej

  • Autor wątku Autor wątku GriszaGG
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

GriszaGG

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2026
Odpowiedzi
9
Witam
Sytuacja złożona, postaram się jak najbardziej uprościć, ale pewnie będzie trudno

1) Od 2022 roku mam żonę (ślub kościelny, wspólnota majątkowa) Mam też dwóch synów (5 lat oraz 3.5 roku). Młodszy ma autyzm: Nie mówi, ciągle używa pieluchy, nie potrafi sam jeść oraz pić (trzeba go karmić), a spożywa jedynie płynne rzeczy

2) W latach 2015 - 2019 przebywałem w UK, z której to na powrocie zwiozłem około 100.000zł. Po zjechaniu do kraju niemal natychmiast zacząłem pracę, by dalej zarabiać pieniądze. Popełniłem wtedy chyba największą głupotę, mianowicie dałem się namówić na remont domu, w którym nikt nie mieszkał, a który prawnie należał do 5 współwłaścicieli, mojej rodziny konkretnie, w tym w 3/16 do mojego ojca.
Pod koniec remontu poznałem dziewczynę, przyszłą żonę właśnie. Wprowadziliśmy się do tego domu (już wyremontowanego TYLKO przeze mnie) jakoś z początkiem 2021 roku. Dom cały czas NIE BYŁ ani trochę moją własnością. W późniejszym czasie wspólnie zaczęliśmy inwestować w wyposażenie domu (tu meble ogrodowe, tu jakiś płotek, tutaj budowa tarasu...) Ojciec przepisał NA MNIE swoje udziały jakoś w 2023 roku, rok po moim ślubie. W międzyczasie, jak to z rodziną i spadkiem... Pojawiła się wojna o całą nieruchomość, w wyniku której wraz z żoną i dwójką dzieci zostaliśmy zmuszeni do tego, by się wyprowadzić i pójść na wynajem mieszkania (wszystko to, co kupowaliśmy razem i dało się zabrać albo wyrzuciliśmy, albo sprzedaliśmy... jedynie taras został na swoim miejscu. Koszt robocizny jakieś 9000zł, koszt materiału szczerze nie pamiętam), a w wyniku sprawy spadkowej został zasądzony wyrok (jeszcze nie prawomocny), że pozostali współwłaściciele mają spłacić mnie po równo z udziałów, które przepisał mi mój ojciec oraz z poniesionych nakładów - jakieś 280.000 tysięcy.

3) Obecnie się w sumie nie kłócimy... jak mieszkaliśmy w wyremontowanym przeze mnie domu, bywały jakieś sprzeczki, jak to chyba w każdym małżeństwie. Cholernie dziwne tylko było to, że jak była jakaś sprzeczka, to moja żona dzwoniła do mojej matki na mnie naskarżyć (ja miałem 30 lat, a żona 7 lat ode mnie starsza). Bardziej dołowało mnie to, że matka od razu stanowczo brała stronę synowej nawet bez wysłuchania moich racji, chociaż ja od razu kazałem jej pilnować swojego nosa, bo jej przy kłótni nie było i nie wie co się wydarzyło. I te cyrki się powtarzały. 2 razy nawet wezwała moich rodziców do domu i w trójkę (żona, moja matka i mój ojciec przesłuchiwali mnie jak na jakiejś komendzie). W sumie jak to teraz sam czytam, to się sam sobie dziwię, co ja miałem w głowie, że się wcześniej nie rozwiodłem...
Oczywiście skarżyła też na mnie swoim siostrom (Całe to towarzystwo mieszkało w tym samym mieście co my i to stosunkowo nie daleko)
Inna sprawa, że po wyprowadzce z wyremontowanego domu, naszym pierwszym przystankiem było mieszkanie z moimi rodzicami przez 3 miesiące. Szybko jednak moja matka pokłóciła się z moją żoną (albo na odwrót) w myśl zasady "Człowieka pozna się dopiero wtedy, jak się z nim zamieszka"

4) Kwestie finansowe - żona obecnie nie pracuje, autyzm u synka nie bardzo na to pozwala. Starszy chodzi normalnie do przedszkola od 7.30 do 14.30, ale młodszy od 7.45 do 12.00, z tego względu że w południe jest obiad w przedszkolu, a tam na miejscu go nie nakarmią. Dlaczego tak jest napiszę niżej.

5) Kwestia rozwodu:
Po pierwsze - brak pożycia małżeńskiego. Ostatnio współżyliśmy razem jakoś ponad 2 lata temu. To chyba mówi samo za siebie. Nawet nie ma mowy o wspólnym położeniu się na łóżku na 5 minut z zegarkiem w ręku, bo zawsze coś do posprzątania, zawsze coś do ogarnięcia, zawsze coś do zrobienia...

Po drugie - kwestie finansowe. Obecnie działa to w taki sposób, że świadczenia na dzieci (2x 800+ oraz 3600zł co miesiąc na synka z autyzmem) wpływa na konto żony, swoją wypłatę (7200zł netto bez nadgodzin) też przelewam na konto żony, następnie żona płaci swoją fizyczną kartą za zakupy, zaś ja płacę przez telefon też jej kartą. Jej stan konta jest dla mnie widoczny. To na co żona wydaje pieniądze, już nie. Ponad to żona nie chce mi pokazywać historii swoich transakcji.
Ponad to - jestem zdania, że żona absolutnie nie umie dysponować pieniędzmi. Był czas, gdy żyliśmy z miesiąca na miesiąc w 4 osoby tylko za te 7200zł (z czego 4000zł szło na czynsz za mieszkanie). Miesiąc temu na konto żony wpłynęło wyrównanie za naszego syna z autyzmem w wysokości 20.000zł. Dziś, jako że jest 10ty września, znaczy wypłata, zostanie z tego 11.000zł. Dziewięć tysięcy żona roztrwoniła nie wiadomo gdzie... (tu kosmetyki za 2000zł :O tu wizyta w Douglas na oczyszczanie za 900zł...)

Po trzecie - kwestia wychowywania dzieci. A raczej kwestia złego wychowywania dzieci przeze mnie (według niej)
Gdy jestem w domu urządzam im różne zabawy, odbijamy piłki w domu, układamy kolejkę elektryczną, czytam książki, starszy syn sam mnie prosi żebym mu poczytał. Żona natomiast za każdym razem oddaje "telefon awaryjny" starszemu, a młodszemu ze swojego puszcza bajki z YT na stole i ma spokój. Doszło do tego, że młodszy nie zje i nie wypije niczego bez bajki właśnie. Ostatnio zauważyłem, że żona nawet młodszemu zaczęła puszczać bajki do kąpieli, w konsekwencji gdy bajkę się wyłączy, zaczynają się wrzaski. Wcześniej było normalnie, to z niewiadomo jakiego powodu wymyśliła telefon. Za każdym razem gdy wrócę z pracy jeden i drugi w ekranie. Jak nie laptop to telefon. Rekordem było, jak wróciłem z pracy, to cała trójka siedziała w ekranach. Ale ona nie ma sobie nic do zarzucenia

No i miało być krótko...

Myślę, że unikałem rozwodu ze względu na dzieci. Ale chyba już mam psychicznie dość. W przysiędze małżeńskiej nie zgadzałem się na celibat. Ponad to nie mam zamiaru iść na finansowe dno razem z żoną, żeby całe życie siedzieć na wynajmie i żyć od 10go do 10go. Jak chce, to niech idzie sama (o propozycji, bym to ja kontrolował wydatki nie chce słyszeć, bo to jest dla niej "kontrolowanie jej").

Nie będę pytał o prawdopodobną wysokość alimentów, bo to jakby nie było kwestia indywidualna. No chyba że ktoś miał podobny scenariusz
Jak sprawa się ma z prawem do majątku? Czy sąd może przekazać część lub całość majątku ze spadku dla żony? Czy to jest tylko i wyłącznie moja dobra wola?
Czy żona musi się zgodzić na rozwód? Co w sytuacji, gdy żona zgodzi się na rozwód tylko wtedy, gdy oddam jej całość spadku oraz wspólny samochód? Wtedy będzie to jedyna opcja na rozwód bez orzekania o winie?

Dziś w sumie mi powiedziała, że jeżeli mamy mieć intercyzę, to mam cały dom przepisać na nią, więc o jakiejś negocjacji / dyskusji nie będzie raczej mowy, tylko twarde żądania z jej strony

Nie mam nikogo na boku, zanim ktoś zapyta. Myślę że to małżeństwo mnie skutecznie wypaliło
 
Ostatnia edycja:
Zdajesz sobie sprawę, że ślub kościelny nic nie znaczy w instytucjach państwowych (urzędy, sądy, itp.)?
 
Powrót
Góra