M
monia81f
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2009
- Odpowiedzi
- 3
Witam!
Dwa tygodnie zostałem poinformowany telefonicznie przez policję, że mój samochód spowodował kolizję i osoba nim kierująca zbiegła z miejsca zdarzenia - policja uzyskała informacje na podstawie tego, że poszkodowany podobno spisał numery rejestracyjne samochodu. Zdarzenie miało niby miejsce w Czeladzi, ok. godz. 8 rano. Ja w tym czasie przebywałem w Częstochowie w pracy - od godziny 7 rano - a samochód cały czas stał na parkingu, aż do godziny 15, kiedy to skończyłem pracę. Dostałem wezwanie, żeby stawić się na komendę w Będzinie (miejsce mojego stałego zameldowania) - udałem się tam z nadzieją, że wszytko się wyjaśni w 5 minut, bo oczywiście nie jestem winny. Policjant wyszedł obejrzeć moje auto, stwierdził, że w tym miejscu, którym rzekomo uderzyłem w tamto auto, jest jakaś rysa czy coś w tym stylu i to oznacza, że jestem winny i sprawa zostaje skierowana do sądu. Spytał, czy przyznaję się do winy, odpowiedziałem,że nie. Chciałem mieć wgląd do akt sprawy całej tej kolizji, ale mi odmówiono. Poczułem się jak w kiepskim filmie. Nie wiem, co mam teraz zrobić - nie uderzyłem w żadne auto, nie było mnie nawet tego dnia w tym mieście i mam z tego powodu sprawę w sądzie. Nie wiem, jak się bronić - mówiłem, że byłem w pracy (policjant stwierdził, że pewnie w takim razie pożyczyłem komuś auto). Mam znaleźć świadków, że auto stało na parkingu? Wynająć rzeczoznawcę, który stwierdzi, że moje auto nie ma śladów kolizji? Kto zapłaci za tego rzeczoznawcę? Bardzo proszę o pomoc w tej sprawie,
Dwa tygodnie zostałem poinformowany telefonicznie przez policję, że mój samochód spowodował kolizję i osoba nim kierująca zbiegła z miejsca zdarzenia - policja uzyskała informacje na podstawie tego, że poszkodowany podobno spisał numery rejestracyjne samochodu. Zdarzenie miało niby miejsce w Czeladzi, ok. godz. 8 rano. Ja w tym czasie przebywałem w Częstochowie w pracy - od godziny 7 rano - a samochód cały czas stał na parkingu, aż do godziny 15, kiedy to skończyłem pracę. Dostałem wezwanie, żeby stawić się na komendę w Będzinie (miejsce mojego stałego zameldowania) - udałem się tam z nadzieją, że wszytko się wyjaśni w 5 minut, bo oczywiście nie jestem winny. Policjant wyszedł obejrzeć moje auto, stwierdził, że w tym miejscu, którym rzekomo uderzyłem w tamto auto, jest jakaś rysa czy coś w tym stylu i to oznacza, że jestem winny i sprawa zostaje skierowana do sądu. Spytał, czy przyznaję się do winy, odpowiedziałem,że nie. Chciałem mieć wgląd do akt sprawy całej tej kolizji, ale mi odmówiono. Poczułem się jak w kiepskim filmie. Nie wiem, co mam teraz zrobić - nie uderzyłem w żadne auto, nie było mnie nawet tego dnia w tym mieście i mam z tego powodu sprawę w sądzie. Nie wiem, jak się bronić - mówiłem, że byłem w pracy (policjant stwierdził, że pewnie w takim razie pożyczyłem komuś auto). Mam znaleźć świadków, że auto stało na parkingu? Wynająć rzeczoznawcę, który stwierdzi, że moje auto nie ma śladów kolizji? Kto zapłaci za tego rzeczoznawcę? Bardzo proszę o pomoc w tej sprawie,