Sąd wycisza fakt niesłusznego skazania i nie chce ścigać sprawcy.

  • Autor wątku Autor wątku Hektor36
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
H

Hektor36

Użytkownik
Dołączył
06.2009
Odpowiedzi
63
Witam!
W 2007 roku zostałem skazany przez Sąd Rejonowy za naruszenie nietykalności cielesnej, a rok później otrzymałem drugi wyrok skazujący za zaatakowanie dwójki dzieci. Od drugiego wyroku się odwołałem i podczas rozprawy II instancji udało mi się udowodnić, że oskarżenie było nieprawdziwe. W czasie procesu wyszło przypadkowo na jaw, że w dniu w którym miałem dokonać rzekomego ataku znajdowałem się w odległości ok 30 km od miejsca zdarzenia. Dodatkowo można mnie prawdopodobnie odnaleźć na monitoringu w centrum stolicy dokładnie w tym samym czasie w jakim miałem atakować dziecko. Po ujawnieniu tego faktu, prowadzący sprawę Sędzia stracił kontrolę nad sprawą (wg mnie wpadł wpanikę, tylko nie rozumiem dlaczego) i ostatecznie poprosił mnie o rezygnację z żądania wyciągania tych nagrań. ponadto podczas tej rozprawy kilka krotnie udało mi się udowodnić kłamstwo stronie skarżącej. Sędzia dał mi do zrozumienia podczas rozprawy, że już wie iż oskarżenie jest nie prawdziwe. Ale co dziwne nie złożył wniosku do prokuratury o składanie fałszywych zeznań. Zrobiłem to sam, ale w odpowiedzi prokurator próbował umorzyć śledztwo uzasadniając wykryte kłamstwa faktem, że strona skarżąca chciała się w ten sposób przedstawić w lepszym świetle i prokurator nie widzi w tym naruszenia prawa. Co ciekawsze podczas wszystkich prowadzonych p-ko mnie sprawom ani razu nikt niepodważył moich słów, a jedynie Sąd nie dał im wiary, natomiast ja wielokrotnie udowodniłem stronom skarżącym szereg nieprawidłowości, co wymuszało na nich modyfikację zeznań. Bagatela, po udowodnieniu jednemu ze świadków, którym była pedagog szkolna składania nfałszywych zeznań Sąd określił ich niezgodność z faktami jako błache i nieistotne dla sprawy.
Jeśli ktoś ma ochotę poznać więcej szczegółów tej sprawy, to chętnie ich udzielę na tym forum. Obecnie się zastanawiam czy można postawić przed Sądem kilku Sędziów i innych pracowników tego Sądu.
 
Jeszcze jedna istotna sprawa. Podczas tego procesu wyszło również na jaw, że pierwsze oskarżenie o naruszenie nietykalności było również nieprawdziwe (a dokładniej nie wszystko co mówił oskarżyciel było prawdą). W miom przekonaniu Sędzia nie chciał wygrzebywania tych spraw aby jego koledzy po fachu nie nie zostali ukarani za niewłaściwe prowadzenie swoich spraw. Świadczy o tym przede wszystkim to, że Sąd ten nie potrafi znaleźć realnego uzasadnienia wydawanych przez siebie orzeczeń, tylko wymyśla uzasadnienia typu: fakt niezgodności zeznań jest błachy, nieistotny albo uzasadnia kłamstwo chęcią przedstawiania się w lepszym świetle. Dla mnie kłamstwo to kłamstwo.
 
Czy Jest ktoś kto skomentuje podaną wypowiedź. Może są tu osoby, które również zostały pochopnie skazane, ponieważ sędziom nie chciało się prowadzić prawidłowo spraw?
Zapraszam do dyskusji.
 
Jako strona masz dostęp do akt sprawy i prawo zawiadamiania prokuratury o podejrzeniach popełnienia przestępstwa jakie Ci się wydają uzasadnione. Twoje prawo by z tego korzystać. Ja byłbym ciekaw czemu Sąd nie złożył zawiadomienia z urzędu i być może starałbym się najpierw uzyskać w Sądzie informację na ten temat.
 
Skorzystałem z tego prawa i część akt jest w moim posiadaniu. Jeśli chodzi o to pytanie to uzyskałem informacje z której wynika, że skoro sąd nie złożył takiego doniesienia to zapewne nie widział lub nie miał podstaw do złożenia takiego doniesienia. Niestety przeczą temu fakty i dowody zawarte w aktach sprawy.

Po pierwsze i najważniejsze.
Po otrzymaniu oskarżenia wynająłem detektywów, którzy zarejestrowali spotkanie oskarżycielki z panią pedagog na prywatnej posesji tej pani pedagog. Gdy w sądzie zapytałem oskarżycielkę o spotakanie prywatne ze świadkiem oskarżenia tj panią pedagog to oskarzycielka zaprzeczyła, że kiedykolwiek spotkała się prywatnie z tą panią, a ponadto nie zna jej adresu. Gdy w tym momencie został złożony raport detektywów to sąd jedynie zapisał w aktach, że "oskarżycielka nie mówi prawdy przed sądem", ale na tym się skończyło. Niestety nie mogłem zadać tego pytania pani pedagog ponieważ nie od razu zoriętowałem się że wymieniony adres w raporcie jest tej pani.

Po drugie.
Na rozprawie II instancji, były przesłuchiwanie dzieci oskarżycielki w wieku 10 i 12 lat. Już w czasie składania tych zeznań sam sędzia zauważył szereg niezgodności. Po zakończeniu przesłuchania wypowiedziała się biegła psycholog, która powiedziała iż nie wyklucza że na zeznania młodszego dziecka wpłyneła osoba trzecia.

Po trzecie
na kolejnej rozprawie wyszło na jaw, że w momencie rzekomego zdarzenia znajdowałem się w odległości ok 30 km od miejsca w którym doszło do przewstępstwa.

po czwarte
W pewnym momęcie sędzia zdenerwował oskarzycielkę i wtedy zmieniła ona swoje zeznania. Przedtem twierdziła, że ją zaatakowałem a ona nic nie robiła bo się bała, a teraz przyznała się, że sama mnie zaatakowała a ja się tylko broniłem.

Po piąte
Oskarżycielka twierdziła, że uszkodziłem jej palec i w wyniku czego miała założony temblak na ręku przez 10 dni. Tym czasem na rozprawie okazało się że tak naprawdę to nie wie co miała założone, czy temblak czy szynę. Niestety nie wyjaśnia tego zaświadczenie lekarskie, ponieważ jest w nim wypisany i temblak i szyna. Ale żaden ze świadków, ani sama oskarzycielka nigdy nie potwierdzili, że miała założone i temblak i szynę. Wszyscy równo twierdzili, że tylko jedna z tych rzeczy posiadała oskarżycielka ponadto kobieta ta rozumie różnicę pomiędzy tymi znaczeniami. Dodatkowo wg opinii biegłego i samego zaświadczenia uszczerbek na zdrowiu trwał poniżej 7 dni.

Po szóste
Przed rozpoczęciem rozprawy poddałem się prywatnie badaniu wykrywaczem kłamstw u czołowego polskiego specjalisty, które to badanie wykluczyło mnie jako sprawcę napaści na dzieci tej pani.

tych punktów jest jeszcze kilka ale te są naistotniejsze i nawet uwzględniając poważne błedy jakie powstały w protokołach sądowych to i tak jest wystarczająco dużo podstaw aby sąd przekazał sprawę do prokuratury. A jednak tego nie zrobił i nie widzi podstaw do złożenia takiego wniosku.

Taki wniosek złożyłem sam a w odpowiedzi otrzymałem informację o umorzeniu śledztwa w tej sprawie z powodu jak wspomniałem wyżej.
 
Miałeś prawo zaskarżyć odmowę wszczęcia postępowania i chyba należało to zrobić.
 
Tak. I to już zrobiłem. aktualnie czekam na odp Sądu. Jednak piszę to dlatego, że procedura ciągłych odmów i prób umarzania tej sprawy trwa nadal i uzasadnienia sądowe, czy też prokuratury są niedorzeczne. Mógłbym zrozumieć odmowę prowadzenia tej sprawy np z powodu dajmy na to, że przedstawione dowody są niewystarczające czy coś w tym rodzaju ale odp typu "oskarzycielka chciała się przedstawić w lepszym świetle..." to dla mnie nie jest odp. Poza tym wchodzi kwestia ilości wykrytych nieprawidłowości w zeznaniach samej oskarżonej i jej świadków. Mój wniosek o wszczęcie śledztwa w tej sprawie miał 42 strony z czego co najmniej 20 str to tylko wymienianie tych nieprawdiłowości.
Dla mne Prokurator (używam określeń Sąd i prokuratura zamiennie bo chociaż są to oddzielne instytucje to nie ulega wątpliwości, że znajdują się w jednym budynku i panowie sędziowie i prokuratorzy razem popijają kawkę.) w swoim ostatnim liście o umorzeniu śledztwa nadwyrężył moją cierpliwość. Dlatego w odpowiedzi poinformowałęm że nie zgodzę się na taką "bezszczelność" i doprowadzę te sprawę do końca nawet jeśli będe musiał udać się do sądu okręgowego, najwyższego lub europejskiego.
 
A propos Ciekawostka!
Pierwszą sprawę przegrałem bo sędzia pozbawił mnie prawa do zadawania pytań. Co prawda poinformował mnie że takie prawo mam ale w praktyce nie pozwolił mi zadać żadnego pytania które nie dotyczyło by bezpośrednio wydarzeń opisanych w pozwie. Tak samo było na drugiej sprawie z oskarżenia konkubentki oskarżyciela z pierwszej. Zmusiło mnie to do zatrudnienia adwokata pod koniec drugiej sprawy i on zadał właśnie te pytania które ja chciałem zadać. I od razu zostało wykryte pierwsze kłamstwo. Na trzeciej sprawie, która odbywała się na wskutek mojej apelacji i dotyczyła właśnie tej drugiej z oskarżenia kobiety sędzia pozwolił mi na zadawanie większości pytań i efekt był natychmiastowy. Na każdej rozprawie ujawniałem kolejne kłamstwo oskarżycielce. I tutaj najistotniejsze; Oskarzycielka przez całą tą rozprawę posiadała pełnomocnika, który w żaden sposób nie potrafił mi nic udowodnić, a ponadto jego pytania zadawane swojej klientce jeszcze bardziej ją pogrążały. Mowa koncowa pełnomocnika oskarzycielki była najsłabsza jaką kiedykolwiek słyszałem, po krótce: "Oskarżonego należy uznać winnym ponieważ był już skazany" tu aluzja do pierwszego wyroku z oskarżenia konkubenta swojej klientki. I chociaż ostatecznie Sąd mnie uniewinnił od zarzutu zaatakowania dzieci i umorzył sprawę zaatakowania samej oskarżycielki (i tu jestem zaskoczony, a sprawę wyjaśnia błąd w protokole), ale nic więcej nie uczynił. Czyli nie złożył doniesienia do prokuratury.
 
Brak odpowiedzi oznacza, że sprawa jest trudna i prawdopodobnie jest to przypadek jednostkowy a nie powszechny. zatem fakt naruszenia prawa przez pracowników resortu sprawiedliwości nie koniecznie musi być chęcią ukrycia własnych błędów. Zatem czy jest możliwe, że mam do czynienia z korupcją w sądzie. Chociaż teoretycznie nie mam żadnych dowodów na to, ale nie moge też powiedzieć, że nie ma faktów przemawiających za takim punktem patrzenia na tę sprawę. W każdym bądź razie postępowanie pracowników sądu rejonowego nie ma logicznego wytłumaczenia ani tym bardziej podstaw prawnych.
 
Powrót
Góra