A
arwejan
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2026
- Odpowiedzi
- 2
Spotykam się z tym bardzo często - wśród innych studentów, w Internecie w miejscach nieprawniczych (to zwłaszcza jeśli chodzi o prok - ludzie nie ogarniają że zarobki prok i sędzów są zrównane), ale także na tym forum się to parę razy przewinęło. Ludzie nie wybierają/odradzają drogę sędziowsko-prokuratorską bo "mało się zarabia", bo jako adwokaci zarobią więcej itd.
Tylko że wyliczam sobie z ustawy i wychodzi, że po ledwie dwóch (!) latach na urzędzie, w rejonie (!) to:
- 2,17 x średnia krajowa z II kw. ub. roku (8748zł) jako wynagrodzenie podstawowe (do osiągnięcia awansowej stawki dolicza się lata asesury)
- +5% dodatku za wysługę lat (jak wyżej, dolicza się asesurę)
- +13% realnego wynagrodzenia za brak płacenia składek na ubezpieczenia społeczne
Szybka matematyka - to równowartość ok. 22 400 zł brutto miesięcznie na "zwykłej" UoP. A to dopiero w rejonie i bez żadnych dodatków funkcyjnych. Po awansie spokojnie można przebić 30 tysięcy i więcej.
Zastanawiam się więc:
- Czy to ja źle liczę?
- Czy ludzie, w tym osoby rozważające drogę życiową w zawodzie, nie wyliczają sobie stawek z ustawy tylko googlują jakieś wynagrodzenia.pl i inne bzdury?
- Czy ludzie naprawdę uważają że to są niskie zarobki i dostaną na adwokaturze więcej? Bo z doświadczenia osób które znam to owszem, można dostać więcej, ale oddając życie korporacji z której codziennie wychodzi się dosłownie o 21 i w razie byle słabszego wyniku kwartalnego nie jest się pewnym jutra, bo o stabilności zawodu sędziego i prokuratora można pomarzyć. Większość prawnikow zarabia na obecnym rynku wyraźnie mniej.
- Czy ludzie uważają że na 100% będą jak Harvey Specter, względnie Roman Giertych? Można i tak, ale w takim razie i w ścieżce o której jest post można celować z góry w SN albo PK, albo i TSUE bo czemu by nie... Jeśli się jest w ścisłej elicie to w każdej branży można zarobić kokosy, żadna to nowość.
To jak to w końcu jest?
Tylko że wyliczam sobie z ustawy i wychodzi, że po ledwie dwóch (!) latach na urzędzie, w rejonie (!) to:
- 2,17 x średnia krajowa z II kw. ub. roku (8748zł) jako wynagrodzenie podstawowe (do osiągnięcia awansowej stawki dolicza się lata asesury)
- +5% dodatku za wysługę lat (jak wyżej, dolicza się asesurę)
- +13% realnego wynagrodzenia za brak płacenia składek na ubezpieczenia społeczne
Szybka matematyka - to równowartość ok. 22 400 zł brutto miesięcznie na "zwykłej" UoP. A to dopiero w rejonie i bez żadnych dodatków funkcyjnych. Po awansie spokojnie można przebić 30 tysięcy i więcej.
Zastanawiam się więc:
- Czy to ja źle liczę?
- Czy ludzie, w tym osoby rozważające drogę życiową w zawodzie, nie wyliczają sobie stawek z ustawy tylko googlują jakieś wynagrodzenia.pl i inne bzdury?
- Czy ludzie naprawdę uważają że to są niskie zarobki i dostaną na adwokaturze więcej? Bo z doświadczenia osób które znam to owszem, można dostać więcej, ale oddając życie korporacji z której codziennie wychodzi się dosłownie o 21 i w razie byle słabszego wyniku kwartalnego nie jest się pewnym jutra, bo o stabilności zawodu sędziego i prokuratora można pomarzyć. Większość prawnikow zarabia na obecnym rynku wyraźnie mniej.
- Czy ludzie uważają że na 100% będą jak Harvey Specter, względnie Roman Giertych? Można i tak, ale w takim razie i w ścieżce o której jest post można celować z góry w SN albo PK, albo i TSUE bo czemu by nie... Jeśli się jest w ścisłej elicie to w każdej branży można zarobić kokosy, żadna to nowość.
To jak to w końcu jest?