A
andrzej_m1234
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2015
- Odpowiedzi
- 3
Dzień dobry wszystkim
W czwartek jechałem tramwajem bez ważnego biletu. Weszła kontrola, na następnym przystanku miałem wysiąść, więc wyciągnąłem dowód by go okazać kontrolerowi który zapytał czy mam bilet. Powiedziałem, że nie mam, on, że będzie mandat i tak dalej.
Problem zaczął się, gdy zapytałem, czy mógłby wyjść ze mną, bo bardzo się spieszę (za 5 minut zaczynały się zajęcia z dziećmi, na których jestem organizatorem i opiekunem pełnoletnim). Odpowiedział, że nigdzie nie wyjdę, zwracając się do mnie per "ty". Powiedziałem, że podaję przecież swój dokument tożsamości i zapytałem ponownie, odpowiedź taka sama. Kiedy stwierdziłem, że nie ma prawa mnie przetrzymać, odpowiedział, zgodnie z prawdą nota bene, że ja mam obowiązek mieć bilet, nadal mówiąc do mnie "ty".
Kontroler nie wylegitymował mi się, zagrodził wyjście i zaczął wypisywać wezwanie do zapłaty innej osobie. Następnie powiedział swojemu koledze, że ma wziąć mój dokument i wypisać blankiet.
Powiedziałem, że w takim razie i on ma obowiązek mi się wylegitymować, co też dopiero potem zrobił.
Przez cały czas kontroli był opryskliwy, zwracał się do mnie na "ty" (dodam, że nie mam już nastu lat), nie poinformował o możliwości zapłaty na miejscu (nie wiedziałem o tym, bo zawsze mam bilet), nie wylegitymował się zagradzając mi wyjście.
Pytam więc Państwa:
Czy złożenie skargi właściwie cokolwiek da? Są wyciągane jakiekolwiek konsekwencje?
Czy mogę żądać pisemnej odpowiedzi jakie konsekwencje poniósł kontroler?
Czy powinienem zapłacić mandat i prosić o wypłacenie równowartości jako zadośćuczynienia za poniesione straty (pozostawienie dzieci bez opieki w czasie pracy, kiedy musiałem wrócić z miejsca z którego mi pozwolił wyjść)
Normalnie nie próbowałbym uchylić się od zapłaty, w końcu jechałem bez biletu, ale w obecnej sytuacji jestem wściekły na kontrolera za jego zachowanie.
Pozdrawiam serdecznie!
Andrzej
W czwartek jechałem tramwajem bez ważnego biletu. Weszła kontrola, na następnym przystanku miałem wysiąść, więc wyciągnąłem dowód by go okazać kontrolerowi który zapytał czy mam bilet. Powiedziałem, że nie mam, on, że będzie mandat i tak dalej.
Problem zaczął się, gdy zapytałem, czy mógłby wyjść ze mną, bo bardzo się spieszę (za 5 minut zaczynały się zajęcia z dziećmi, na których jestem organizatorem i opiekunem pełnoletnim). Odpowiedział, że nigdzie nie wyjdę, zwracając się do mnie per "ty". Powiedziałem, że podaję przecież swój dokument tożsamości i zapytałem ponownie, odpowiedź taka sama. Kiedy stwierdziłem, że nie ma prawa mnie przetrzymać, odpowiedział, zgodnie z prawdą nota bene, że ja mam obowiązek mieć bilet, nadal mówiąc do mnie "ty".
Kontroler nie wylegitymował mi się, zagrodził wyjście i zaczął wypisywać wezwanie do zapłaty innej osobie. Następnie powiedział swojemu koledze, że ma wziąć mój dokument i wypisać blankiet.
Powiedziałem, że w takim razie i on ma obowiązek mi się wylegitymować, co też dopiero potem zrobił.
Przez cały czas kontroli był opryskliwy, zwracał się do mnie na "ty" (dodam, że nie mam już nastu lat), nie poinformował o możliwości zapłaty na miejscu (nie wiedziałem o tym, bo zawsze mam bilet), nie wylegitymował się zagradzając mi wyjście.
Pytam więc Państwa:
Czy złożenie skargi właściwie cokolwiek da? Są wyciągane jakiekolwiek konsekwencje?
Czy mogę żądać pisemnej odpowiedzi jakie konsekwencje poniósł kontroler?
Czy powinienem zapłacić mandat i prosić o wypłacenie równowartości jako zadośćuczynienia za poniesione straty (pozostawienie dzieci bez opieki w czasie pracy, kiedy musiałem wrócić z miejsca z którego mi pozwolił wyjść)
Normalnie nie próbowałbym uchylić się od zapłaty, w końcu jechałem bez biletu, ale w obecnej sytuacji jestem wściekły na kontrolera za jego zachowanie.
Pozdrawiam serdecznie!
Andrzej