M
mieszalke
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2015
- Odpowiedzi
- 5
Witam, mam 20 lat i studiuje informatykę na terenie Danii (jestem obywatelem Polski i tylko Polski). Popełniłem ogromny życiowy błąd, za który niezmiernie żałuję, ale to już bede starac sie wykazac w sądzie. Sprawa wyglada następujaca: tydzien temu godzina 24:00 po 3 dniach praktycznie bez jedzenia i nie wiecej niz 2-3h snu na dobe (rozstanie z dziewczyna, ogromny stres) pojechalem do lokalnego studenckiego baru samochodem mojego pracodawcy pozegnac sie ze znajomymi, ktorzy wracali do swoich krajow po zakonczonych studiach... Dalem sie przekonac na kilka piw, z racji na wyzej opisany stan szybko poczulem ich wplyw i otworzylem jeszcze zakupiona wczesniej w celu celebracji otrzymania najwyzszej mozliwej oceny z egzaminu w szkole butelke Whishey, ktora spozylem z wieloma osobami. Wielokrotnie powtarzalem, ze nie praktycznie spalem, nie jadlem od kilku dni, kazdy byl tego swiadomy... Cala "impreze" spedzilem z jednym kolega ze Slowenii, ktory caly czas pil ze mna przy samochodzie, nastepnie poczestowal mnie czyms na ksztalt skreta z marihuany (jest nalogowym palaczem, ja pale sporadycznie). Ostatnie co pamietam to moj taniec na dachu samochodu (przez caly czas sloweniec byl ze mna, mowil jaki to jest juz pijany i nacpany) i kilka innych wyglupow, ktore jednoznacznie wskazywaly na moj stan upojenia alkoholowego. Przechodzac do sedna sprawy - Obudzilem sie probujac odpalic silnik w samochodzie, który nie reagował - był zniszczony. Nastepnie jedyne co pamietam to kajdanki, krótkie przesluchanie na policji, wypuscili mnie po blaganiach o to zebym mogl odwiedzic kolege w szpitalu, poniewaz kompletnie nie bylem swiadomy co sie z nim dzieje, czy zyje, czy cos mu sie stalo.
Zostalem poinformowany ze ma sie dobrze, pozwolono mi z nim porozmawiac, mowil ze boli go glowa ale ze rade. Nastepnego dnia odwiedziłem go w domu, pomogłem mu posprzątać mieszkanie, przywitał mnie słowami "może będę mieć te bóle do konca życia", "może coś za to dostane z ubezpieczalni" (bardzo podejrzane). W tym momencie uswiadomilem sobie co zrobilem, wyjasnilem sprawe pracodawcy, pokrylem ze swoich oszczednosci koszt samochodu, na miejscu wypadku zobaczylem 2 sciete sygnalizacje swietlne i uszkodzona lampe (skrzyzowanie). Zycie mi sie "zawalilo", ale jestem zdeterminowany pokryc wszystko z wlasnej kieszeni, zaraz po rozprawie oczekuje wielkiego rachunku za wyrzadzane szkody, poniewaz ubezpieczalnie wystapi do mnie o zwrot kosztow - to oczywiste i poczuwam sie do splaty tego w 100% (mam nadzieje ze pozwola mi rozlozyc to na kilka dobrych lat, moja matka ktora jest samotnie wychowujaca mama nie ma zadnego majatku, nie jest w stanie w zaden stanie pomoc mi finansowo. Ja na miejscu pracuje i otrzymuje stypendium, co pozwala mi lacznie miesiecznie generowac przychod netto okolo 7500dkk, mieszkanie kosztuje mnie 2000, jedzenie drugie tyle. Myslalem, ze dam rade sobie poradzic z ta sytuacja ale "kolega" postanowil dochodzic odszkodowania a co za tym idzie bede musial ostatecznie pokryc je z wlasnej keiszeni.
BYL CALKOWICIE SWIADOMY MOJEGO STANU, alkohol, zmeczenie, brak snu, brak jedzenia (na miejscu zjadlem 1/4 bulki, powiedzialem wszytkm ze to jedyne co dzisiaj udalo mi sie zjesc). Teraz uskarza sie na bol glowy, mimo ze lekarze tutaj stwierdzili ze nic mu nie jest (zostal na noc w szpitalu, zostal wypisany), wrocil do Słowenii i tam bada sie dalej, probujac wykazac jak najwieksza szkode. Ma "swoich prawnikow", "wiele ubezpieczen" i probuje na mnie wymoc niepociaganie go do odpowiedzialnosci za wypadek w zamian za to, ze mnie nie pozwie o odszkodowanie (co dla mnie jest smieszne, poniewaz za odszkowania, które dostanie i tak będę musiał zapłacić...). Czytałem wiele na temat wspolodpowiedzalnosci swiadomego pasazera... nie wiem co mam robic, gdzie zaczac, jestem ze wszystkim sam i bardzo mi z tym ciezko. Prosze o jakakolwiek porade, jak powinienem to rozegrac, czy probowac go w to "wciagnac".
Zanim zadam pytania, chciałbym podkreślić, że jestem świadomy tego jak obrzydliwy czyn popełniłem, do zera odstawiłem wszelkie używki, czy przyjemności. Chcę poddać się karze za swój czyn i ponieść wszelkie konsekwencje prawne i finansowe, ale ta sytuacja z jego ubezpieczeniem mnie przerasta... Chodzi mi praktycznie tylko o to, o kwestie jego odpowiedzialnosci za wypadek i mojej odpowiedzialnosci za jego szkodę. Sam Słoweniec utrzymuje, że jakby chcial to już bym miał 20 prawników na karku i by mnie zniszczył, co ja odbieram za przejaw słabości i strach z jego strony. Ponadto w jego słowach jest wiele nieścisłości, bo dziwnie nie pamięta, że częstował mnie skrętem, ale pamięta, że wyglądałem na trzeźwego wsiadając do auta(zabawne). Ja powstrzymuję się od zbędnych słów i dziękuję Bogu za drugą szansę, którą dostałem.
Same pytania przedstawiają się następująco:
1. Czy jego prywatne ubezpieczenia moga wystapic o zwrot wyplaconych swiadczen do mnie?
2. Czy moge kwestionowac badania wykonane przez Slowenskich lekarzy i żądać przeprowadzenia badania tutaj w Danii?
3. Czy mogę probowac obciążyć go częścią kosztów związana z naprawa sygnalizacji swietlnej (w Danii to może osiągnąć nawet 150 tys zł)
4. Czy każde ewentualne świadczenie na jego rzecz będzie obniżone o daną procentową wartość reprezentującą procent jego winy?
5. Czy ewentualne świadczenie/renta będą w wysokosci, ktora ma zaspokoic jego zyciowe potrzeby na Słowenii, czy tutaj w Danii? (on był tu tylko na 1 rocznych studiach, ja zostaje jeszcze 3 lata).
Będę NIEZMIERNIE wdzięczny za JAKĄKOLWIEK POMOC. Jestem z tą sytuacją całkowicie sam, popełniłem tragiczny błąd (jadąc tam, do auta wsiadł już alkohol nie ja, nie pamiętam tego momentu, tak jak i ani centymetra drogi którą przebyłem...) i mam niezmierną nadzieję, że nie przegrałem życia swojego i swojej rodziny, która pokłada we mnie ogromne nadzieje. Dwie najważniejsze kobiety w moim życiu Mama i Babcia, nie mogą się o tym dowiedzieć, ponieważ ze względu na zażywane leki ich stan psychiczny załamałby się momentalnie, doprowadzając do jeszcze większej tragedii... Proszę ludzi dobrej woli o pomoc, pozdrawiam.
Zostalem poinformowany ze ma sie dobrze, pozwolono mi z nim porozmawiac, mowil ze boli go glowa ale ze rade. Nastepnego dnia odwiedziłem go w domu, pomogłem mu posprzątać mieszkanie, przywitał mnie słowami "może będę mieć te bóle do konca życia", "może coś za to dostane z ubezpieczalni" (bardzo podejrzane). W tym momencie uswiadomilem sobie co zrobilem, wyjasnilem sprawe pracodawcy, pokrylem ze swoich oszczednosci koszt samochodu, na miejscu wypadku zobaczylem 2 sciete sygnalizacje swietlne i uszkodzona lampe (skrzyzowanie). Zycie mi sie "zawalilo", ale jestem zdeterminowany pokryc wszystko z wlasnej kieszeni, zaraz po rozprawie oczekuje wielkiego rachunku za wyrzadzane szkody, poniewaz ubezpieczalnie wystapi do mnie o zwrot kosztow - to oczywiste i poczuwam sie do splaty tego w 100% (mam nadzieje ze pozwola mi rozlozyc to na kilka dobrych lat, moja matka ktora jest samotnie wychowujaca mama nie ma zadnego majatku, nie jest w stanie w zaden stanie pomoc mi finansowo. Ja na miejscu pracuje i otrzymuje stypendium, co pozwala mi lacznie miesiecznie generowac przychod netto okolo 7500dkk, mieszkanie kosztuje mnie 2000, jedzenie drugie tyle. Myslalem, ze dam rade sobie poradzic z ta sytuacja ale "kolega" postanowil dochodzic odszkodowania a co za tym idzie bede musial ostatecznie pokryc je z wlasnej keiszeni.
BYL CALKOWICIE SWIADOMY MOJEGO STANU, alkohol, zmeczenie, brak snu, brak jedzenia (na miejscu zjadlem 1/4 bulki, powiedzialem wszytkm ze to jedyne co dzisiaj udalo mi sie zjesc). Teraz uskarza sie na bol glowy, mimo ze lekarze tutaj stwierdzili ze nic mu nie jest (zostal na noc w szpitalu, zostal wypisany), wrocil do Słowenii i tam bada sie dalej, probujac wykazac jak najwieksza szkode. Ma "swoich prawnikow", "wiele ubezpieczen" i probuje na mnie wymoc niepociaganie go do odpowiedzialnosci za wypadek w zamian za to, ze mnie nie pozwie o odszkodowanie (co dla mnie jest smieszne, poniewaz za odszkowania, które dostanie i tak będę musiał zapłacić...). Czytałem wiele na temat wspolodpowiedzalnosci swiadomego pasazera... nie wiem co mam robic, gdzie zaczac, jestem ze wszystkim sam i bardzo mi z tym ciezko. Prosze o jakakolwiek porade, jak powinienem to rozegrac, czy probowac go w to "wciagnac".
Zanim zadam pytania, chciałbym podkreślić, że jestem świadomy tego jak obrzydliwy czyn popełniłem, do zera odstawiłem wszelkie używki, czy przyjemności. Chcę poddać się karze za swój czyn i ponieść wszelkie konsekwencje prawne i finansowe, ale ta sytuacja z jego ubezpieczeniem mnie przerasta... Chodzi mi praktycznie tylko o to, o kwestie jego odpowiedzialnosci za wypadek i mojej odpowiedzialnosci za jego szkodę. Sam Słoweniec utrzymuje, że jakby chcial to już bym miał 20 prawników na karku i by mnie zniszczył, co ja odbieram za przejaw słabości i strach z jego strony. Ponadto w jego słowach jest wiele nieścisłości, bo dziwnie nie pamięta, że częstował mnie skrętem, ale pamięta, że wyglądałem na trzeźwego wsiadając do auta(zabawne). Ja powstrzymuję się od zbędnych słów i dziękuję Bogu za drugą szansę, którą dostałem.
Same pytania przedstawiają się następująco:
1. Czy jego prywatne ubezpieczenia moga wystapic o zwrot wyplaconych swiadczen do mnie?
2. Czy moge kwestionowac badania wykonane przez Slowenskich lekarzy i żądać przeprowadzenia badania tutaj w Danii?
3. Czy mogę probowac obciążyć go częścią kosztów związana z naprawa sygnalizacji swietlnej (w Danii to może osiągnąć nawet 150 tys zł)
4. Czy każde ewentualne świadczenie na jego rzecz będzie obniżone o daną procentową wartość reprezentującą procent jego winy?
5. Czy ewentualne świadczenie/renta będą w wysokosci, ktora ma zaspokoic jego zyciowe potrzeby na Słowenii, czy tutaj w Danii? (on był tu tylko na 1 rocznych studiach, ja zostaje jeszcze 3 lata).
Będę NIEZMIERNIE wdzięczny za JAKĄKOLWIEK POMOC. Jestem z tą sytuacją całkowicie sam, popełniłem tragiczny błąd (jadąc tam, do auta wsiadł już alkohol nie ja, nie pamiętam tego momentu, tak jak i ani centymetra drogi którą przebyłem...) i mam niezmierną nadzieję, że nie przegrałem życia swojego i swojej rodziny, która pokłada we mnie ogromne nadzieje. Dwie najważniejsze kobiety w moim życiu Mama i Babcia, nie mogą się o tym dowiedzieć, ponieważ ze względu na zażywane leki ich stan psychiczny załamałby się momentalnie, doprowadzając do jeszcze większej tragedii... Proszę ludzi dobrej woli o pomoc, pozdrawiam.