Skuteczna cesja należności

  • Autor wątku Autor wątku xprt
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
X

xprt

Użytkownik
Dołączył
03.2013
Odpowiedzi
59
Otrzymałem od firmy windykacyjnej pismo o cesji wierzytelności. Kojarzę o jaką sprawę chodzi, ale na cesji podany jest nieprawidłowy numer umowy bankowej (nawet nie jest podobny do właściwego) oraz błędna data zawarcia umowy (luty zamiast stycznia). Czy w takiej sytuacji cesja jest skuteczna, czy trzeba wyjaśnić sprawę u wierzyciela pierwotnego?
 
Ostatnia edycja:
jeśli nie zachowali szczególnej staranności (a co jest ważniejszego od numeru umowy i daty jej zawarcia?) to albo jest jakiś x, o którym nie napisałeś, albo sprzedali, ale nie ten dług, który masz na myśli. Na każdym etapie windykacji do uwalenia.
 
Poza numerem i datą, firma podaje w piśmie nazwę banku i informację, że chodzi o kartę kredytową. Rzeczywiście miałem kiedyś kartę w tym banku, ale później ją spłaciłem (mam potwierdzenie). Ten numer nie wskazuje na nic konkretnego, po prostu skojarzyłem, że chodzi o tę umowę, bo miałem tylko jedną. Próbowałem z nimi rozmawiać telefonicznie, ale nie chcą nic więcej powiedzieć poza tym, co jest w piśmie.

Czyli mogę przyjąć, że jeśli ew. sprawa trafi do sądu to kwestia tych złych numerów będzie podstawą do złożenia sprzeciwu?
 
Ostatnia edycja:
xprt napisał:
ale później ją spłaciłem (mam potwierdzenie).

w tym wypadku ważniejszy jest fakt, że kartę spłaciłeś, po co walczyć z cesją skoro dług może już nie istnieć. Jak z kwotami, których oczekują? Chodzi o dług główny czy jakieś opłaty bądź odsetki?
 
Naliczyli dużo więcej niż dług główny. Karta miała limit 2200 zł, a oni się domagają ok. 4300 zł (według ich pisma ok. 1100 zł to są koszty dodatkowe, a reszta odsetki). To jest policzone tak, jakbym z tej karty nie spłacił ani złotówki, co jest nieprawdą.

Nie rozumiem na jakiej podstawie bank sprzedał "dług", którego nie było. Wychodzi na to, że można mieć zaświadczenie o całkowitej spłacie kredytu, a bank i tak wpisze w swoje dokumenty co mu się podoba.
 
Ostatnia edycja:
coraz bardziej zaciekawiasz, ale naprawdę niczego nie można Ci doradzić, bo np. sformułowanie "miałem kiedyś dług..." co oznacza? Jest różnica między długiem z 2003r. a długiem z 2016r. Pamiętaj, że odsetek mogą oczekiwać tylko za 3 lata wstecz. Idź z dokumentami do "kumatego" prawnika i doprowadź do rozprawy w sądzie. Spłaciłeś ten dług przecież. Jeśli oczekujesz porady na tym forum to nie masz innego wyjścia jak chronologicznie wszystko opisać (bez danych wrażliwych).
 
Dzięki za zainteresowanie, faktycznie napisałem to wszystko niezbyt jasno. Historia jest długa, dlatego nie chciałem wprowadzać zamieszania, ale chronologicznie wygląda to tak:

- w 2008 r. podpisałem umowę o kartę kredytową
- w 2013 r. spłaciłem całość zadłużenia i rozwiązałem umowę z bankiem

Do tej pory jest wszystko ok. I teraz:

- w 2015 r. dostałem pismo z firmy windykacyjnej w tej sprawie (z prawidłowym numerem umowy), że jest zaległość - pojechałem do banku, pokazałem dokumenty, że wszystko jest spłacone. Powiedzieli, że to jakaś pomyłka, dali nowe potwierdzenie, że nie mają roszczeń i sprawa się teoretycznie skończyła

- w 2018 r. dostałem podobne pismo z tej samej firmy windykacyjnej (teraz już z cesją), ale tym razem w dokumetach jest nieprawidłowy numer umowy, tzn. on na nic nie wskazuje, nie mam go nigdzie na umowie, jest w ogóle w innym formacie niż na umowie z bankiem. Do tego podana jest data zawarcia umowy 14.02, a faktycznie było to 31.01. Tak jakby to był jakiś inny dokument, ale na 100% nie podpisywałem nic więcej niż 31.01 (sprawdziłem dokładnie).

Z rozmów z windykacją wynika, że bank w 2017 r. sprzedał dług (tylko jaki, skoro było spłacone?) podając ten dziwny numer umowy. W tym banku miałem tylko jedną umowę, dlatego skojarzyłem, że to musi dotyczyć tej samej sprawy, ale nie mam na to żadnego potwierdzenia. To są moje domysły, bo windykacja nie chce nic więcej powiedzieć.

Byłem teraz w oddziale banku i powiedzieli mi, że nic nie widzą w systemie, ale twierdzą, że to normalne po sprzedaniu długu i że w tej sytuacji nowy wierzyciel ma wszystkie dokumenty. Tyle, że wierzycielem jest jakiś fundusz, więc mogę rozmawiać tylko z windykacją, która go reprezentuje i koło się zamyka.

Wybacz, że post jest rozbudowany, ale chciałem napisać wszystko dokładnie.
 
Ostatnia edycja:
To tak dokładnie przestań z kimkolwiek dyskutować i cokolwiek wyjaśniać. Jeżeli masz wszystko zamknięte, to nie Twój problem, tylko ich. To oni muszą udowodnić istnienie roszczenia i jego zasadność
 
tak jak digiton napisał nie kontaktuj się już z windykacją. To jest próba wyłudzenia. Raczej poszedłbym zgłosić ten fakt na policję. Windykacja nie odpuści, będą Cię nękać aż się złamiesz i zapłacisz drugi raz. Jeśli się nie złamiesz, prawdopodobnie dodadzą swoje opłaty plus odsetki i tak sztucznie napompowany dług (którego faktycznie nie ma) sprzedadzą następnej windykacji. Wpiszą Cię do baz dłużników i napsują nerwów. Na tę chwilę nie ma dobrych podpowiedzi. Ja bym nie płacił, po czasie będziesz miał szansę zamienić się miejscami i to ty będziesz ich pozywał do sądu.
 
Rozumiem, oni po prostu dzwonią co kilika dni i wciągają mnie w rozmowę, bo dzwonią z nowych numerów, których nie znam. W tym układzie zrobię jak radzicie. Napiszę później jak sprawa się zakończyła. Dziękuję za pomoc.
 
Powrót
Góra